Zainspirowany wpisem Leszka także postanowiłem pokazać, w czym pobiegnę niedzielny 34. Maraton Warszawski. Łatwiej będzie się zlokalizować w tłumie (to dla koleżanek/kolegów biegaczy) na starcie, by życzyć sobie powodzenia i rozpoznać na trasie (to dla koleżanek/kolegów kibiców), by krzyczeć „dawaj Krasus, dawaj!”. Zielona koszulka, czarne spodenki i czapeczka oraz czarno-grafitowo-zielone Brooksy na nogach. No i żółty numer 5391 z imieniem!

Adidas + Brooks + 3 x Kalenji (bielizny nie widać;)) + Nike – biegnę multibrandowo!

Ach, dopingujcie też zielony numer 5931 (tak, to nie pomyłka, system przydzielił nam tak podobne numery)! Oluchna debiutuje na królewskim dystansie, jest diablo ambitna i przyda jej się każdy okrzyk, każde klaśnięcie dłoni:) Zresztą, nie wyróżniajcie nikogo, zdzierajcie gardła dopingując każdemu. Rok temu bardzo pomogli mi starsi państwo, którzy w okolicach al. Rzeczpospolitej popędzili mnie do biegu w momencie, gdy wydawało mi się, że świat się już kończy.

W niedzielę zamierzam od początku uchwycić się gościa z balonikiem 3:30 i trzymać tak długo, aż nie padnę na pysk. Zlokalizowanie mnie nie powinno więc być trudne – gdzieś za balonikiem 3:30:) Czas 3:30 to tempo odrobinę poniżej 5 min/km i wyliczenie, o której i gdzie się pojawię nie powinno być trudne (trasa biegu). Swoją drogą, na 3:30 zapowiada się niezwykle ciekawa ekipa. Oprócz mnie na taki czas biegną m.in. blogujący kolega z sąsiedniej wsi w/w Leszek oraz… sam Tomasz Lis! Jeśli wszyscy wytrzymamy tempo do ostatnich kilometrów, to walka na finiszu na Stadionie Narodowym będzie fascynująca.

A teraz weekend i odpoczynek. Trzeba się wyspać i zrelaksować. Zaraz odpalam konsolę, a jutro męskie kino i jakiś spacer. No i ładowanie węglowodanami: od rana gotuję penne pesto, a wieczorem może pizza?

Niedziela będzie dniem walki. Nie ma wątpliwości, że będzie cholernie ciężko. Stawiam wszystko, że na 25. km będę przeklinał siebie, na 30. km cały świat, przy 35. km stwierdzę, że nigdy więcej maratonu (a Poznań już za dwa tygodnie), a 7 195 metrów później przy aplauzie publiczności przekroczę linię mety swojego trzeciego maratonu i zostanę Bohaterem Stadionu Narodowego. I będę okropecznie szczęśliwy:)

Na koniec cytat z ostatniego wpisu red. Lisa, który doskonale oddaje także mój pogląd na temat biegania (zachęcam do lektury całego tekstu).

„Więc po co? Nie wiem. Ja po prostu już nie umiem inaczej.
Ja nie wiem, czy chodzi o jakieś endorfiny, o dobrą formę,
o kryzys wieku średniego, o udowodnienie sobie czegoś, 
czy cholera wie o co.
Może o nic nie chodzi.
Może to jest istota tego biegania, że w bieganiu idzie o bieganie.
Nic mniej, nic więcej. Może.”
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułU stóp północnej ściany Eigeru
Następny artykułNajwięksi Bohaterowie Narodowego
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here