– Trzeba było się na słońce posmarować.
– Ja tam się posmarowałem, zawsze to robię.
– Mówię, że trzeba było się na słońce czymś posmarować!
– A ja mówię, że się posmarowaaaaaaaaaa…. JEBUT!!!

Właśnie dlatego długo wzbraniałem się przed pojeżdżeniem z kimś rowerem. Wiedziałem, że jak się zagadam, to zgubię koncentrację i zaliczę glebę. I tak się stało. Na drugich albo trzecich światłach, zanim w ogóle wyjechaliśmy z Bemowa, nie wypiąłem się z pedałów i zadebiutowałem w leżeniu na asfalcie. Na szczęście ani Zuzce, ani mi nic się nie stało (starte kolano to przecież nic) i pojechaliśmy dalej.

Dużo, dużo dalej, bo w końcu przejechałem swoje pierwsze 100 kilometrów! STO-mili-Państwo-KILOMETRÓW! Łącznie stoper zatrzymał się na dystansie 103,5 km w 3 godz. i 25 min.

I jak było, zapytacie? No jak, zapytacie?! A nieważne, i tak się pochwalę;)

Wiatr to zuo!
Wiatr robi różnicę, a jak się jedzie po drodze między polami to robi cholerną różnicę. Minusem tras na zachód od Warszawy jest to, że zwykle wieje od wschodu, co oznacza, że na początku wiatr jest w plecy, a wraca się z takim wmordęwindem, że głowę urywa. Utrzymanie prędkości 27 km/h było bardzo trudne i ledwie nam się to udawało, a i tak nie zawsze. Piździło (mam nadzieję, że nieletnich tu nie ma…) tak, że nawet jazda na kole niewiele pomagała. No właśnie…

Zasłużona wołowinka na obiad!

Jadę na kole!
Sądziłem, że to będzie łatwiejsze. Ot, łapiesz się za kimś i jedziesz. Tja, przy prędkości 33 km/h albo i więcej jedź 30-40 cm za kimś i zamiast na drogę patrz na jego oponę lub ewentualnie łydki. Proszę się nie śmiać, ale ja się po prostu boję! I jak jechałem z tyłu to raczej metr niż pół metra za prowadzącym. Ale pod koniec trochę już załapałem co i jak i trochę z tego skorzystałem, ale na pewno jest to element, nad którym muszę jeszcze popracować. Choć z drugiej strony na dystansach ajronmeńskich drafting jest zabroniony, więc de facto nie wiele mi to da.

100 km to daleko i z powrotem
Praktycznie każdy mój kolejny trening to wydłużanie dystansu. 30, 35, 51, 64 i w końcu ponad 100 kilometrów! To daleko jak diabli. Z Warszawy pojechaliśmy do Leszna, pod Nowy Dwór Maz. i z powrotem. Się jedzie i jedzie. I potem jeszcze jedzie. Owszem, treningowo to sobie można stówkę łyknąć, ale 90 km na wyścigu to będzie masakra, bo nie ma wtedy odpuszczania czy odpoczywania. A przecież potem trzeba będzie jeszcze przebiec półmaraton, hoho…

Rekord za rekordem
Mimo tego, że był to mój najdłuższy trening, pobiłem wszystkie swoje kolarskie rekordy:) Do wylistowanych przez Endomondo (poniżej) należałoby jeszcze dodać 5 km w 8:16 i 10 km w 17:08. Na pewno sporo pomógł w tym fakt, że parę razy zebrałem się w sobie i odpocząłem chwilę na kole Piotrka, ale ogólnie jak na ledwie 3-4 miesiące treningów to myślę, że jest nieźle:) Ach, no i nowy oficjalny rekord prędkości! Z lekkiej górki wyszło 55,6 km/h, tym razem nie wyłączyłem Garmina i jest dowód dla potomnych.

Się bije rekordy!

Jeżdżenie na rowerze jest fajne
Trenując sobie na kolarzówce można zobaczyć całkiem ładny kawałek Polski. W środę byłem w Chojnowskim Parku Krajobrazowym, dziś przejeżdżaliśmy przez Kampinoski Park Narodowy. W pierwszym żyje 100 gatunków ptaków oraz kilkadziesiąt ryb, gadów, płazów i ssaków, a drugi znajduje się na światowej liście rezerwatów biosfery UNESCO i chwali się m.in. najlepiej zachowanym kompleksem wydm śródlądowych w Europie, a żyją w nim m.in. bobry, łosie i rysie!

Wiosną zieleń jest najbardziej soczysta, w połączeniu z błękitnym niebem i ciszą wynikającą z oddalenia od Warszawy stanowi dla mnie esencję zdrowego spędzania czasu. Pedałując tak sobie odczuwam prawdziwą wolność. Gdyby ktoś miał ochotę wybrać się na fajną weekendową wycieczkę to polecam okolice Prażmowa i Zalesia Górnego, tam jest naprawdę rewelacyjnie i nie wieje tak jak na zachód od stolycy;)

I jeszcze szczegóły trasy dla zainteresowanych.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym biegnę ostatni
Następny artykułTen, w którym się słucham
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

9 KOMENTARZY

  1. Jazda na kole… jak bardzo Cię rozumiem! Nie pozostaje nic innego jak zaufać właścicielowi koła. A że masz komu ufać, to korzystaj, na pewno się kiedyś przyda.

    • Haniu, nic skomplikowanego! Kupujesz w Lidlu steki wołowe, wrzucasz je na masełko na parę minut, odwracasz na drugą stronę, potem na kolejnych 5-7 minut do piekarnika rozgrzanego i na końcu lekko posypujesz solą/pieprzem. Kapitalnie smakują z guakamole lub ewentualnie pesto:)

  2. Fajna wycieczka! Ja się prawdę mówiąc boję jeździć tak szybko rowerem po polskich drogach – wystarczy mniej uważny kierowca albo dziura w drodze (odpukać!) i kilka miesięcy w szpitalu albo i gorzej… No ale mam nadzieję że będziesz miał same takie fajne doświadczenia jak te na tej setce – fajnie się czyta!

  3. Staram się wybierać drogi z jak najmniejszym ruchem, najgorsze są ciężarówki, bo jak Cię taka minie z dużą prędkością to się przewrócić można..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here