Pamiętacie Igrzyska Olimpijskie w Sygney w 2000 roku? To właśnie wtedy na olimpiadzie zadebiutował triathlon:) Ale ja nie o tym. Jednym z medialnych bohaterów australijskiego turnieju był Éric „Węgorz” Moussambani, czarnoskóry pływak z Gwinei Równikowej.

Z jednej strony było to nieco komiczne, ale z drugiej – bohaterskie. Moussambani trenował na 20-metrowym basenie hotelowym i nigdy wcześniej nie widział pływalni o rozmiarze olimpijskim! Stał się swego rodzaju maskotką Olimpiady 2000 r.

W ostatnią niedzielę wziąłem udział w warsztatach pływania w wodach otwartych organizowanych przez warszawskich Mastersów. To były bardzo pożytecznie spędzone dwie godziny, podczas których ćwiczyliśmy walkę wręcz w trakcie startu wspólnego, walkę wręcz na dystansie, nawracanie na bojkach, pływanie z zamkniętymi oczami, drafting i parę innych przydatnych umiejętności. Pod koniec zorganizowano mały wyścig, w którym trzeba było przepłynąć pięć okrążeń wyznaczonych przez bojki.

Zaczynacie się już domyślać? To, że prawie wszyscy mnie na tych pięciu kółkach zdublowali to nic, ale chyba z pięć osób uczyniło to dwukrotnie!:/ Czułem się jak Moussambani, który na dystansie 100 m zanotował czas gorszy od rekordu świata Iana Thorpe’a na… 200 metrów.

Na początku trochę mnie to przygniotło, bo czego ja chcę szukać na tym triathlonie?! Przecież strefę zmian T1 dawno zamkną zanim ja w ogóle do niej dopłynę! Zuzka się mnie nie doczeka i pojedzie sama. Biegam coraz szybciej i przyzwyczaiłem się do dobrych czasów i miejsc bliżej czołówki niż końca stawki, a wiele wskazuje na to, że na triathlonie z wody wyjdę później niż wcześniej. Po 24h zebrałem się jednak w sobie i uznałem, że wyzwaniom trzeba stawiać czoła.

W kwietniu treningi zajęły mi 31h (19,8 tys kcal), był to drugi najniższy wynik w ostatnim półroczu. Zgodnie z przyjętym miesiąc temu założeniem więcej czasu spędziłem w siodełku rowerowym (prawie 10h), rekordowo długo moczyłem też tyłek w basenie – ponad 12h. Przełożyło się to na 20,5 km w wodzie, czyli 820 długości 25-metrowej pływalni.

Plan na maj to zdecydowanie przekroczyć 1000 długości basenu (pływanie 4-5 razy w tygodniu), a na rowerze spędzić ponad 15h. W efekcie mam być jak „Węgorz” Moussambani, który cztery lata po Sydney notował już czasy niemal dwukrotnie lepsze niż w 2000 roku! To jest droga, którą chcę podążać, to jest moja motywacja i budzik dzwoniący o 5:50, bym zdążył na basen nim pojawią się tam grupy szkolne.

Jak łatwo zgadnąć, wzrost aktywności rowerowej i basenowej przełożył się na mniejszą liczbę wybieganych kilometrów. Łącznie wyszło raptem 70 km, ale w tym były dwa życiówkowe starty na 10 km (XX Biegi Żnińskie oraz 5. Bieg Dookoła Zoo. Taki jednak był plan – odpoczynek po Barcelonie był mi potrzebny. Teraz czuję głód biegania i podczas majówki zamierzam go zaspokoić:) Okropecznie tęsknię też za zmordowaniem się na jakichś 50-kilometrowych zawodach na orientację, mam nadzieję, że wkrótce uda się gdzieś pojechać.

A w domu mam już piankę triathlonową (wczorajsze próbne zakładanie wykazało, że wyglądam w niej jak połączenie delfina z pajacem) i bojkę, jeszcze kilka tygodni i zacznę treningi w wodach otwartych!:)

7 KOMENTARZY

  1. Ja tu widzę, że kolega się zaangażował "w ten triatlon" na jakieś 215%. Winszuję, winszuję :-) A zdjęcie w piance pokazać musisz – trzeba włożyć łyżkę dziegciu do tej beczki miodu ;-)

  2. dwa dni temu wspominaliśmy z przyjaciółmi właśnie tego &quot;pływaka&quot; tylko nie kojarzyłem jak się nazywał a tu patrze wrzucasz filmik :), normalnie chciałbym choć raz tak jak on dostać &quot;standing ovation&quot; :)<br /><br />powodzenia w przygotowaniach, spokojnie dasz radę, sądzę że za Tobą będzie na mecie jeszcze sporo sporo osób – tak jest zawsze że wydaje Ci się że jesteś najsłabszy

Pozostaw odpowiedź Bo Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here