Młodzi punk-rockowcy grają mi po raz ostatni tego dnia. Zbieram się na finisz, bo szykuje się walka. Kawałek z przodu jest Gość_w_niebieskim (GwN), obok mnie KwKzO (kolega w koszulce z Orlenu), a z tyłu (nie mam siły się obejrzeć, więc nie wiem jak daleko) czai się nasz damski rodzynek – Ania. Niewiele ponad 100 metrów do mety, ostatnia prosta! Na zegarze widzę 37:20 i wiem już, że życiówka będzie jak z bajki. Ale czy starczy sił, by wygrać z KwKzO? Czy uda się dogonić niebieską koszulkę przed nami? Co na ostatnich metrach pokaże najszybsza kobieta? Czuję, że na sprinterski finisz na dystansie 50 czy 60 metrów nie będę miał sił, więc… zaczynam finiszować od razu! Może rywale odpuszczą widząc mój szaleńczy atak? Zwiększam obroty i wyprzedzam KwKzO, zbliżając się jednocześnie do niebieskiej koszulki. Ale (cóż za niespodzianka!) okazuje się, że pobiegnięcie 10 km na maksa i 100-metrowy sprinterski finisz nie idą w parze. Po prostu nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a KwKzO zachował siły. Wyprzedza mnie i dogania jeszcze GwN, na mecie będąc o włos przed nim.

A ja? Wpadam na linię mety dwie sekundy po nich. Proszę wstać, mili Państwo. 37:41, 13. miejsce na 823 open i 3 (TRZECIE!) miejsce na 261 w kategorii M30. Można usiąść;) Można cmoknąć z zachwytu i poklepać mnie po łydce. A jeśli jest się dziewczyną, można też w komciu napisać: Krasusie, chcę mieć z Tobą zdjęcie!

Ostatnie metry, biegłem tak szybko, że Ajfon Maćka aż rozmazał zdjęcie! / fot. Maciek A.

Ubiegłoroczny Bieg Dookoła Zoo zapamiętałem jako bardzo fajny bieg, na którym warto być ze względu na unikalną trasę, świetną, radosną wręcz atmosferę i relatywnie słabą obsadę, co pozwala zająć dobre miejsce. Po stronie minusów występuje źle zmierzona i dość kręta trasa, problemy z dublowaniem wolnych zawodników oraz mało toalet. W stosunku do ubiegłego roku nic się nie zmieniło. Plusy i minusy były dokładnie takie same. Tym razem swoje dołożyła pogoda: padało od samego rana, a to oznaczało śliski asfalt i przede wszystkim mniej kibiców na trasie. Ale przynajmniej chłodzenie dla organizmu dobre:)

Przed startem rąsia-rąsia ze znajomymi, życzymy sobie powodzenia. Na start idę z lekkim niepokojem, bo nieoczekiwanie mam jakieś dziwnie ciężkie łydki. Pewnie środowa Monte Kazura pobiegnięta na maksa wychodzi mi bokiem. No trudno, tak sobie priorytety zawodów poustawiałem. Jako że Bieg Dookoła Zoo nie ściąga elity, to nawet taki ja mogę sobie pozwolić na stanięcie w drugim czy trzecim rzędzie na linii startu – fajne to. Ruszamy i… ale co to? Biegnę w tempie 3:30, a ludzie mnie wyprzedzają! Czyżby organizatorzy wprowadzili wysokie nagrody pieniężne, że się tylu szybkobiegaczy pojawiło? Po 500 metrach z hakiem jestem na około 40 miejscu.

Biegniemy główną aleją Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie, foki, gepardy, a po lewej stronie leniwie przygląda się nam żubr. Po prawej zagroda lwów i tygrysów, ale Królowi i jego sąsiadom chyba nie chce się dziś moczyć sierści. A ja trzymam swoje okolice 3:50 min/km. Szybko okazuje się, że wiele osób zaczęło za mocno i pod koniec pierwszego kilometra zaczynam wyprzedzać. Zwalniam lekko na podbiegu i na długiej prostej wzdłuż Wybrzeża Helskiego wyprzedzam dalej. Wg oficjalnych wyników na pierwszej macie pomiarowej (ok. 3 km) zajmowałem 27 pozycję. Staram się nie forsować tempa w pierwszej połowie trasy, by mieć siłę na przyśpieszenie potem. Bieg ma trzy pętle, utrudniający życie podbieg na końcu ogrodowej alei zaliczamy więc trzy razy.

„Latające” zdjęcia bez kontaktu z podłożem – to lubię!;) / fot. Maciek A.

Największą atrakcją była dla mnie punk-rockowa kapela grająca na końcu długiej prostej przy Wybrzeżu Helskim. O ile mnie pamięć nie myli, usłyszałem tam m.in. „Harley Mój” Dżemu. Chłopaki, wielki szacun, dodawaliście siły w nogach!:) Mimo kiepskiej pogody było też trochę kibiców, którzy żywiołowo dopingowali każdego biegnącego, to lubię.

Nawrotka o 180 stopni na końcu ul. Ratuszowej jest bardzo niebezpieczna, bo padający deszcz robi z asfaltu małe lodowisko, ale ma też plus: za pierwszym razem mogłem sobie policzyć ile osób jest przede mną, a jak sobie zajmę czymś głowę (np. liczeniem który jestem i który za chwilę będę), to przebieranie nogami idzie mi łatwiej. Kilometry lecą więc szybko, przy fladze „5 km” mam na stoperze 19:10 i jeśli utrzymam tempo przez kolejne 3,5 km, a potem przyśpieszę, 38 min. pęknie jak nic! Stara metoda: wpatruję się w osobę przede mną i powoli się zbliżam. Krok za krokiem, metr za metrem jestem coraz bliżej. Kalkulacja wskazuje, że wbiłem się już do pierwszej 20, kolejnych kilka osób i TOP15! Zbliżam się do Emilii Zielińskiej, jednej z dwóch faworytek biegu. Mam wrażenie, że ma jakiś problem z nogą, bo biegnie bardzo niesymetrycznie, jakby lekko kulała. Przede mną już tylko liderka.

Na drugiej macie (niecałe 7 km) jestem 13. Dyszę jak solidna lokomotywa. Spoglądam na zegarek: tętno wskazuje, że jestem już na progu przemian beztlenowych. O mocny finisz będzie ciężko. Przez dwa-trzy kilometry biegnę za liderką lub przed nią, w sąsiedztwie jeszcze jeden-dwóch kolegów, to mogłoby nawet wyglądać na fajną współpracę, bo na zmianę dyktowaliśmy tempo. Dopiero potem w domu uświadomiłem sobie z kim przyszło mi biec. Uważajcie, cytuję Wikipedię: Finalistka Igrzysk Olimpijskich w Sydney (szósta na 1500 m) i z Aten (siódme miejsce na 1500 m). Czwarta zawodniczka ME w Budapeszcie 1998 oraz siódma w MŚ w 1999 i 2005, zwyciężczyni I ligi Pucharu Europy w 1998, druga w Superlidze PE w 1999 – wszystkie te wyniki osiągnęła w biegu na 1500 m. Koniec cytatu. O kurde Felek! Szacun, co?:)  Nieczęsto zdarza się biegać z prawdziwymi Olimpijczykami. Ciekawostką jest, że Ania to… moja sąsiadka zza miedzy, mieszka wieś obok. Jest się z kim lokalnie ścigać:)

Co jak co, ale z poprawy swojej techniki biegu jestem dumny.
Dzięki ObozyBiegowe.pl!:) / fot. Maciek A.

Ostatnia prosta to przedzieranie się przez tłumy dublowanych osób. Biegnie taka i plotkuje sobie. Bardzo podoba mi się idea konwersacyjnego biegania, ale po co zajmować cały chodnik? Wkurzony obiegam je trawnikiem, wołanie „lewa wolna” nie przynosi efektu. ktoś inny przepycha się jakoś między nimi. Następna (znów kobieta…) ma słuchawki w uszach i również nie reaguje na głośne „miejsce po lewej!”. Pokazuję ręką, by biegła prawą stroną. Czy zrozumiała…?

:)

Młodzi punk-rockowcy grają mi po raz ostatni tego dnia. Zbieram się na finisz, bo szykuje się walka. Kawałek z przodu jest Gość_w_niebieskim (GwN), obok mnie KwKzO (kolega w koszulce z Orlenu), a z tyłu (nie mam siły się obejrzeć, więc nie wiem jak daleko) czai się nasz damski rodzynek – Ania. Niewiele ponad 100 metrów do mety, ostatnia prosta! Na zegarze widzę 37:20 i wiem już, że życiówka będzie jak z bajki. Ale czy starczy sił, by wygrać z KwKzO? Czy uda się dogonić niebieską koszulkę przed nami? Co na ostatnich metrach pokaże najszybsza kobieta? Czuję, że na sprinterski finisz na dystansie 50 czy 60 metrów nie będę miał sił, więc… zaczynam finiszować od razu! Może rywale odpuszczą widząc mój szaleńczy atak? Zwiększam obroty i wyprzedzam KwKzO, zbliżając się jednocześnie do niebieskiej koszulki. Ale (cóż za niespodzianka!) okazuje się, że pobiegnięcie 10 km na maksa i 100-metrowy sprinterski finisz nie idą w parze. Po prostu nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a KwKzO zachował siły. Wyprzedza mnie i dogania jeszcze GwN, na mecie będąc o włos przed nim.

A ja? Wpadam na linię mety dwie sekundy po nich. Proszę wstać, mili Państwo. 37:41, 13. miejsce na 823 open i 3 (TRZECIE!) miejsce na 261 w kategorii M30. Można usiąść;) Można cmoknąć z zachwytu i poklepać mnie po łydce. A jeśli jest się dziewczyną, można też w komciu napisać: Krasusie, chcę mieć z Tobą zdjęcie!

Bąbelkowa kąpiel z kaczką w czachy – regeneracja po dobrym biegu jest bardzo ważna!
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym wszystko jest jasne
Następny artykułTen, w którym wiosna jest nasza (moja)
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

7 KOMENTARZY

  1. Świetnie pobiegłeś! Jestem pod wrażeniem Twojego progresu. Wiosnę masz jak dotąd imponującą. <br /><br />Co do biegu z Olimpijczykiem to faktycznie nie zdarza się to często. Szkoda, że nie wiedziałeś tego wcześniej. Rok temu podczas Parszywej Dwunastki w Zielonej Górze biegłem z Radosławem Popławskim (tzn biegłem daleko za nim:)). Przed samym biegiem spiker poprosił o brawa dla finalisty z

    • Przyznam Ci, że niesamowitą frajdę mi to sprawia, jaram się jak cholera tymi wynikami Co zawody to taki rezultat, że przez dwa dni go potem przeżywam:)

Pozostaw odpowiedź drproctor Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here