Low-row, burpees, łaźnia turecka i wiele innych nazw, które przeciętnemu obywatelowi nie mówią absolutnie nic. To ćwiczenia, których nauczyłem się na treningach funkcjonalnych z ekipą ObozyBiegowe.pl, na które od 10 miesięcy staram się regularnie chodzić. No dobra, jak się zaczął sezon i można na bajku jeździć, to jest mniej niż bardziej regularnie, ale zimą zaiwaniałem aż furczało. Jak? Po co? Dlaczego? Za ile i czy warto? Nie, to nie jest wpis sponsorowany, płacę za zajęcia jak każdy, ale są tak zajefajne, że muszę je Wam polecić:) Na dodatek dziś są ich urodziny, bo mijają dwa lata odkąd są prowadzone. Widzimy się wieczorem na Polach Mokotowskich!

Trening funkcjonalny: Po co?
Chodzi o to, by wzmacniać mięśnie. Dużo mięśni. Baaaaaardzo dużo mięśni. Nawet te, o których nie masz pojęcia, że w ogóle istnieją. A może właśnie szczególnie te…;) Bo, wbrew pozorom, przeciętny biegacz to wcale nie ma silnych nóg – ma je wytrzymałe i tyle. A siła się przydaje. Przeciętny biegacz nie docenia też pośladków. Mocne pośladki ładnie wyglądają, przydają się w trakcie biegu i mają wielki wpływ na utrzymanie sylwetki. Żeby biegać szybko trzeba mieć silne nogi i pośladki, a wtedy można biegać jeszcze szybciej:) Dodatkowo robi ona gigantyczną różnicę pod koniec maratonu. Chodzi nie tylko o siłę nóg oraz pośladków, ale i korpusu (brzuch i grzbiet trzymają ciało prosto) i obręczy barkowej, której praca powinna dodawać pędu, a nie przeszkadzać w biegu, co ma miejsce u niektórych.

Ale ćwiczenia na treningu funkcjonalnym pomagają nie tylko w bieganiu, ale i (nawet bardziej!) w triathlonie. Siła nóg jest bardzo potrzebna na rowerze, a ramiona, brzuch, grzbiet i wszystko inne w pływaniu. Dodatkowo wzmocnienie mięśni korpusu pozwala poprawić pozycję w wodzie w czasie pływania, a to też jest bardzo ważne.

Zdaję sobie sprawę ze swojej fizycznej słabości, a samo pĄpowanie to nie wszystko, bo mam problem z systematyką. W ramach przygotowań do trójkozłamania wdrożyłem więc mniej lub bardziej regularne treningi funkcjonalne. I serio-serio, czułem różnicę. Nawet na 33. czy 37. kilometrze maratonu byłem w stanie trzymać stabilną postawę i nie marnować energii na machanie rękoma i nogami na lewo i prawo, co miało miejsce w przypadku poprzednich maratonów, no i od początku do końca trzymałem też równe tempo.

No i nie ukrywajmy: równomierny rozwój mięśni sprawia, że człowiek lepiej wygląda. Nie ma nic gorszego niż ktoś z umięśnionymi nogami i flakiem na klatce albo ramionach. W połączeniu z regularnym pływaniem daje to naprawdę dobry efekt jeśli chodzi o opinię wśród koleżanek i ich spojrzenia;)

Treningi funkcjonalne: Jak?
Trzaskamy więc najróżniejsze brzÓszki, pĄpeczki, ćwiczenia na bicka, tricka i modelujemy pośladki oraz łydki – dla każdego coś miłego. W tym jest masa ćwiczeń, które były dla mnie absolutną nowością, jak np. wymienione we wstępie Low-row, burpees czy łaźnia turecka. Część ćwiczeń wykorzystuje obciążenia „sztuczne”, część jest robiona tylko przy pomocy obciążenia generowanego przez ciało ćwiczącego, a czasem i współćwiczacza. Moim ulubionym jest bieg z oponą pod górkę – można się nieźle zmęczyć, a łyda rośnie!

Zacięta mina podczas ćwiczenia to moja specjalność;)

Trening trwa półtorej godziny (choć z pogaduchami schodzi i dwie;)), a jego najważniejszą częścią jest tzw. WOD (Workout of The Day – pojęcie wywodzące się z CrossFitu, z którego trening funkcjonalny czerpie pełnymi garściami). Zwykle to 5-6 „stacji”, na których wykonujemy ćwiczenia przez określony czas. W 90 czy 120 sekund trzeba poprawnie wykonać jak najwięcej powtórzeń. Trenerzy starają się pilnować techniki wykonywania ćwiczeń, ale wiadomo, że jak ktoś chce oszukać, to zawsze to zrobi, biorąc np. lżejsze obciążenie niż inni albo wykonując ćwiczenie niepoprawnie, ale za to szybko. Oszukiwać? To bez sensu, nie? No chyba, że jest się łasuchem… ;)

Bo najlepsze drużyny (WOD to rywalizacja pomiędzy 2-3 osobowymi zespołami) dostają słodkie nagrody! Wygrać można nie byle co, bo m.in. sezamki, wafelki czy wielkie krówki. A wierzcie, że spalanie kalorii na takim treningu jest solidne, zadyszka jeszcze większa, więc trzeba walczyć. I jest to walka do ostatniej kropli potu i okrzyki w stylu AAAAAAARGH!, UUUUUUUURRRRR! i inne takie (czasem dość nieparlamentarne) są na porządku dziennym. Oprócz oficjalnej rywalizacji drużynowej jest jeszcze bowiem mała indywidualna walka: zrobić więcej swingów niż Maciek, więcej lin niż Łukasz itd. Zabawa jest pyszna, a bez względu na efekt końcowy (nie zawsze uda się coś słodkiego wyłuskać) zwykle banan nie schodzi mi z mordki do końca wieczoru.

Po pierwszych kilku treningach scenariusz jest zawsze taki sam. W poniedziałek wieczorem cośtam lekko boli, ale w zasadzie jest OK. Tylko że ten ból to partyzant. On atakuje z ukrycia. Siedzisz we wtorek w fabryce przy linii produkcyjnej i około 13:10 myślisz sobie: czas na przerwę obiadową. Próbujesz wstać i… JEBUT! Przeraźliwy ból w pośladkach, z tyłu ud lub w dowolnej innej lokalizacji wprost paraliżuje Twoje możliwości dotarcia do jadłodajni. Na szczęście po miesiącu organizm przyzwyczaja się do tego rodzaju wysiłku i potworne zakwasy zamieniają się w zwykłe zakwasy;)

Treningi funkcjonalne: Dlaczego z ObozyBiegowe.pl?
Jest w Warszawie trochę zajęć w tym stylu, można by też chodzić na „prawdziwy” CrossFit, a jednak w poniedziałki po pracy zapitalam na Pola Mokotowskie do Obozów. Po pierwsze dlatego, że są to treningi przygotowywane pod biegaczy i według mnie, przynoszą pożądany efekt. 37:41 na dychę, 1:23:10 na 21,1 i 2:59:01 na 42,2 km – to moje efekty, a będą jeszcze lepsze (pęknie 1:20 w połówce, nie?:)) Ale efekty to jedno, a najbardziej podoba mi się to, że… jest po prostu fajnie. Nigdy, przenigdy nie miałem przed treningiem myśli „ale mi się nie chce…”, a każdy poniedziałkowy wieczór to kapitalnie spędzony czas. Na zajęciach z jednej strony jest atmosfera zaciętej rywalizacji, ale z drugiej bywa wesoło. Fakt, że po zakończeniu rozciągania zakulisowe rozmowy trwają czasem długi kwadrans, najlepiej świadczy o atmosferze panującej na treningach. No i ludzie. Z ObozamiBiegowymi miałem do czynienia już kilka razy: byłem na biwaku, byłem na obozie, no i są treningi funkcjonalne. I zawsze poznaję tam wielu zajebistych ludzi. Kochających sport, ale jednocześnie mających dystans do niego i do siebie, a przy tym lubiących dobrą zabawę. W to mi graj!

Sami poważni ludzie… ;)

Za ile i czy warto?
Jednorazowy wstęp na zajęcia kosztuje 35 zł, za cztery treningi trzeba zapłacić 120 zł (30 zł za jeden), a za sześć – 160 peelenów (26,67 zł za sztukę). Dla jednych będzie to sporo pieniędzy, dla innych mniej. Pamiętajcie jednak, że oprócz samej obecności na zajęciach dostajecie na nich wiedzę, którą można potem wykorzystać na treningach w domu. W mojej ocenie nie jest to wygórowana kwota, warto!:)

Tu niby trening z Obozami, ale tak naprawdę chodzi o rekrutację do Smashing Pąpkins… ;)
 
I jeszcze jedno. ObozyBiegowe.pl angażują się fajne akcje i zaproponowały, by w ramach budżetu obywatelskiego na warszawskim Gocławiu powstał plac do ćiczeń kalistenicznych, czyli drążki do ćwiczeń na świeżym powietrzu. Bardzo mi się ten pomysł podoba, ale nie mieszkam w Warszawie i nie mogę zagłosować. To co, pomożecie?:)
1) Wchodzimy na stronę http://www.twojbudzet.um.warszawa.pl
2) Klikamy ZAGŁOSUJ
3) Wybieramy dzielnicę Praga Południe
4) Wybieramy obszar Gocław
5) Wybieramy projekt nr 9: Plac do ćwiczeń kalistenicznych
6) Wpisujemy, co trzeba wpisać i już:)
(można zagłosować na maksymalnie pięć projektów)
O taki plac do ćwiczeń chodzi:)

 

3 KOMENTARZY

  1. Świetna inicjatywa! A ja dokładnie jutro przyjeżdżam do Warszawy i będę przez tydzień mieszkać tuż przy Polach Mokotowskich! Co za niefart, tak się o jeden dzień rozminąć z Wami :( Ale buty biegowe już zapakowane, więc przynajmniej sobie trochę tam u Was pobiegam :) Pozdro!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here