Bieg Niepodległości to jeden z moich ulubionych startów w sezonie. Są tacy, co narzekają na nudną trasę, na tłok i bukjeden tylko wie, na co jeszcze. Mi się tam on podoba, a odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego i bieg w wielkiej biało-czerwonej fladze są dla mnie wielkim przeżyciem. Nie składało się jednak w tym roku z terminem. Bo urlop, bo roztrenowanie, bo i odpocząć czasem trzeba i dopiero zacząłem truchtać, na życiówkę nie było szans. Postanowiłem więc kibicować. Los jednak chciał, że na dwa dni przed biegiem w łapy me trafił pakiet koleżanki Magdy, które pobiec nie mogła. Na szybko powstał więc plan, by z koleżankami z ekipy ObozyBiegowe.pl spróbować złamać 55 minut i cieszyć się z pięknego dnia.

Wspólna rozgrzewka z super ludźmi, atmosfera radości, święta biegowego i tak dalej. Jest pięknie. Do naszej 55-min. grupki dołączyć chce jeszcze Paweł, którego jednak nie mogę znaleźć. I, choć miało być spokojnie i na luzie, zaczyna się z pierdolnięciem. Takim o glebę, a raczej o kamienie na tramwajowym torowisku. Krew na nogach i rękach, podarte ulubione 3/4 spodenki, kolano lewe napiernicza, dłonie bolą. Ale ból mija w ciągu sekundy, którą poświęcam na spojrzenie na nowy ulubiony telefonik… nie tylko potłuczona szybka, ale i ekran dotykowy nie działa. Wkurzony jak diabli, znajduję w końcu Pawła i po zawarciu kilku miłych znajomości w strefie „Biegnę na 55 min.”, ruszamy.

Plan jest przede wszystkim taki, by spokojnie zacząć. Doskonale wiem, że dla wielu zawodników jest to trudna sztuka, więc na pierwszym kilometrze wyprzedzają nas m.in. grupka starszych pań idących na mszę, matka z bliźniaczkami drepczącymi na plac zabaw oraz dwa żółwie, które dziwnym trafem zwiały ze stołecznego Zoo. Widzę, że moja ekipa chętnie wyrwałaby do przodu, ale trzymamy się w ryzach. Po kilometrze wchodzimy na nieco wyższe obroty, a sprinterzy, którzy wycięli przed nami, słabną, zaczynamy więc wyprzedzać. Z opublikowanych rezultatów wynika, że pomiędzy pierwszym a drugim punktem pomiaru czasu (czyli na odcinku od 2,5 do 5 km) wyprzedziliśmy ponad 700 osób! Zgubiliśmy niestety po drodze Zuzę, ale ona od razu zapowiadała, że przebiegnie z nami tylko kilka kilometrów.

Na ręku mam Garmina Marty (ach, ten FR 305 – kapitalny sprzęt!), kontroluję więc nie tylko tempo, ale i jej tętno. Na trzecim kilometrze dochodzi ono do 188 bpm, ale wieczorem spojrzałem sobie na wcześniejsze starty koleżanki i wiem, że tętno ponad 190 bpm jest u niej normalne. Nie powinno więc być powodów do obaw. Ale jednak są, bo Marta nie wygląda dobrze – dokucza jej pasmo biodrowo-piszczelowe. Każda próba przyśpieszenia sprawia jej ból, a zbieg z wiaduktu przy Centralnym to męczarnia. Czwarty kilometr udało się zrobić w sensownym tempie 5:29, ale mam obawy, że więcej się nie uda. Po zawrotce przy SGH-u ucieka od nas Paweł, który wygląda najlepiej z grupki.

I tutaj wychodzi mój wielki błąd. Tak się skupiłem na problemie Marty, że zapomniałem powiedzieć Ani i reszcie, że powinni przyśpieszyć i pobiec do przodu. Gdy się opamiętałem, było już za późno i, mimo bohaterskiego finiszu, Ani zabrakło do zaplanowanego czasu pół minuty. My dotarliśmy do mety mając na stoperze nieco ponad 56 min., co dla Marty i tak oznaczało poprawę życiówki o ponad sześć minut, brawo!:) Patrząc na tętno, to przy zdrowej nodze spokojnie dałaby radę pobiec poniżej 55 minut i to nie kilka sekund, ale może nawet minutę.

Wkurzony nie do końca udanym zającowaniem, rozkwaszonym kolanem i kilkoma innymi elementami mojej anatomii, a przede wszystkim rozwalonym telefonem, nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tegorocznego Biegu Niepodległości. Z jednej strony wszystkie osoby, z którymi wcześniej umawiałem się na bieg, zrobiły życiówki, a z drugiej (poza Pawłem – gratulacje!) nie takie jak by chciały. Z trzeciej jednak, jak co roku, był to piękny biało-czerwony bieg, a przy okazji spotkałem się z sympatią współbiegaczy, którzy kojarzyli mnie i bloga. Usłyszane za metą „Zobacz, to Krasus! On rzeczywiście istnieje!” nieźle mnie rozbawiło;) Aha, no i medal – chyba najładniejszy jaki mam w kolekcji!

=== === ===

Moim kolejnym startem będą za tydzień ostatnie w tym roku zawody na orientację na dystansie 50 km, czyli Funex Orient. Jadę tam z zajefajną ekipą, a w niej będzie m.in. nasz kochany Słoik Roku. Mało tego, że Marcinuś tam będzie, ale… będziemy się ścigać, a ktoś z Was może wygrać stówkę na zakupy w naszym ulubionym sklepie dla biegaczy Natural Born Runners. Wystarczy poprawnie wytypować który z nas będzie na mecie pierwszy i z jaką przewagą dotrze. Szczegóły na stronie wydarzenia na Fejsie oraz u Marcina na blogu. Typować możecie na FB, możecie u Marcina na blogu, ale możecie i u mnie poniżej w komciach, zapraszam:)

=== === ===

Ale wygrać można nie tylko stówkę! Do wzięcia jest też coś wyjątkowo przydatnego na zimowe treningi. Wiecie chyba, że można teraz zainkasować mandat za poruszanie się po zmroku bez światełka lub odblasku? No to mam dla Was zajebiaszczą rzecz od NBR, dzięki której podczas wieczornego biegania będziecie widoczni z daleka. Powiem szczerze, że prezentuje się kapitalnie im sam bym taką rzecz chciał, ale Grzesiek napisał wyraźnie: „mam dla Was po jednej sztuce XXX dla Waszych czytelników” – i chcąc nie chcąc, muszę Wam XXX oddać. No to kto chce? XXX rozlosuję spośród osób, które odgadną czym jest XXX;) Podpowiedzi są dwie:
1) Rzecz owa znajduje się na podstronie NBR związanej z akcją „odbija mi na bieganiu”;
2) Rzecz owa w opisie na stronie sklepu ma słowo „odblaskowy”.

Czas udzielania odpowiedzi: do końca weekendu. Odpowiadajcie w komentarzach tu pod wpisem. Życzę powodzenia!

=== === ===

A na koniec dopisek z ostatniej chwili. Zobaczcie, co przyniósł mi listonosz. Hmmm, o co cho? Co kombinuje NBR? Zapowiada się ciekawy weekend… Jako że muszę gdzieś pojechać (ktoś wie co to za zagadka?!), to dalsza relacja będzie na FB, zachęcam do polubienia (kliku-kliku), jak się czegoś dowiem, to na blogu pojawi się w poniedziałek lub wtorek. EDIT: Dzięki za pomoc w rozkminieniu, wiemy już, że chodzi o Łysicę (Góry Świętokrzyskie). Ciekawe tylko, co dalej.. ;)

WyzwanieNBR
O co chodzi? Jaki szlak? Szukam kurde sekundantów…! Ekipo, przybywaj!!

14 KOMENTARZY

    • Ciekawe, czy to jedyna rzecz na liście spełniająca warunek.. :) A losowanie w poniedziałek rano powie wszystko na temat tego, kto wygrał! Powodzenia:) Aha, no i dziękuję za miłe słowo na temat wpisu:)

Pozostaw odpowiedź Dorota Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here