Napisały mi się kiedyś na fejsiku dwa mądre zdania: „Trenerem nie jestem, ale gdybym był, to jako jedną z kluczowych jednostek dla podopiecznych amatorów dawałbym bieg towarzyski. Bez patrzenia na zegarek, za to z patrzeniem na drugiego człowieka, z rozmową i… bananem na pysku:)” Miałem przyjemność potruchtania ze sporą liczbą bliskich i bardzo bliskich mi osób. I zawsze były to takie biegi, w których nie miało znaczenia tempo, tętno czy interwał. Liczyła się czysta radość z biegania i towarzystwo obok.

Bo, tak serio i na poważnie: czy naprawdę sądzisz, że jeśli bieg spokojny zrobisz po 5:39, a nie wpisane w planie 5:10, to maraton się nie uda? Założę się o skrzynkę dobrego czeskiego piwa, że nie zaszkodzi to planowi. Że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia! Nie ma się co napinać na sekundy, na uderzenia serca i kilometry. Bez względu na wszystko jesteśmy amatorami i biegamy głównie dla przyjemności.

Jest po prostu miejsce i czas na zapier… ile fabryka dała, na zakwaszanie się, na wylewanie hektolitrów potu i ból mięśni taki, że o_ja_pierdziu, na bezdech, beztlen i odruch wymiotny na końcu. Ale jest też czas na bieg towarzyski, na radość z całego tego biegania i na pełen luz. Napinanie się jak skóra na baranich jajach to niezdrowy objaw.

Nie sposób sobie chyba wyobrazić fajniejszego pobiegania, niż zrobionego z kilkoma kumplami z najlepszej ekipy ever, czyli Smashing Pąpkins. Z taką myślą, że jak już dotrzemy do celu (czy to będzie 10 czy 12 km to nie ma różnicy), to zamówimy sobie pizzę, a z lodówki wyciągniemy zimnego czeskiego browara przywiezionego przez Radka. Tak jest, Radek to gościu, który przyjeżdżając do Wawy, skoczy najpierw do naszych południowych sąsiadów i kupi piwo, by poczęstować kumpli. Fajosko, co nie?

I przy tych czeskich piwach siedzi się, gada o tych wszystkich różnych rzeczach. O szalonym_planie_Kargola, o planach na półmaratony, maratony czy jakieś ultra (no dobra, głównie ultra) i namawia się Krasusa, że na ZUKa to w zasadzie najlepiej pojechać już w środę, bo będzie czas pójść w góry (jakby 55 km biegu po nich w sobotę to było za mało, hehe), posiedzieć, pogadać i się, a jakże, dobrego piwa napić.

I od śmiechu aż policzki bolą, bo to się człowieki nabijają z choińskiego pieseła, co to na Kargola spojrzał jak ten o swoim_szalonym_planie opowiadał. I aż człowiek sobie myśli: kurczaku, czy ja muszę jutro rano wstać na basen…? Tak, muszę. Och, co to był za wieczór… Poproszę więcej takich.

Aha, lada moment, już za chwilę albo dwie, rusza Chia Charge, czyli projekt, w który angażuję całkiem dużo sił i czasu i pieniędzy trochę też. Wierzę, że ta marka jest w stanie podbić polski rynek, więc nie obijajcie się, tylko polubcie naszego fanpejdża (KLIKU-KLIKU), a jak odpalimy sklep to naprawdę spróbujcie wyrobów, bo warto.

Aha2, jak mowa o piwie, to czy wiecie, że w wymyślonej przeze mnie zabawie Biegiem po Piwo bierze udział już 1299 osób? Kto chce być numerem 1300?;) Dołączamy!

10 KOMENTARZY

  1. Skoro mowa o piwie to Karpacz czy Szklarska czy Karkonosze ogólnie są bardzo blisko Lwówka. A co o Lwówku wiadomo? No, że była tam w ’13 IWW iiii, że lepszego piwa na dolnym śląsku ani w pobliżu nie ma! W tej chwili z ręką na sercu i czystym sumieniem rekomenduję Książęce i Jankesa. Aktualne warki są wręcz wyborne. Klasa światowa, prima sort, diablo pyszne!

    • Ja z tamtej IWW sobie całą skrzynkę Lwówka przywiozłem i do dziś je pijam. Tzn, nie te egzemplarze oczywiście, ale ogólnie piwo Lwówek. Dobre jest, a jakże!

      • We Lwówku wszystkie dwa bary są 150m od browaru. We Lwówku wszystko jest 150m od browaru. Taki urok małych miasteczek. A w czwartek było słodowanie. Ah jak pachniało:P Nad robotą się skupić nie mogłem:P

  2. Fajny wpis. I zgadzam się, że nie zawsze trzymanie się cyferek jest najważniejsze w bieganiu.

    Nawiązanie do Chia Charge przypomniało mi o pytaniu, które chciałem zadać. Czy poza żelami, batonami biegając i triathlonując korzystasz czasami z odżywek? Albo raczej jakie są plusy i minusy? Może jakiś krótki artykuł jak ten o żelach (choć może bez testowania;).

    • Hej. Jakie odżywki masz na myśli dokładnie? Mam w domu odżywkę białkową, robię sobie koktajl raz kiedyś, np. w przypadku dwóch ciężkich treningów jednego dnia, wieczorem sobie walę jeszcze białko. I to chyba tyle. Jako źródło energii stosuję: banany, chałwę, czekoladę, batony czekoladowe typu Mars czy Milky Way (nie są super zdrowe, ale jakie smaczne!!), latem kapitalnie sprawdzają się przed/po treningu lody (nie mam problemów z mlekiem). Jestem też wielkim fanem musów owocowych – mniej kaloryczne od żeli, ale za to przepyszne i zdrowe. No i oczywiście jadam żele/batony dla sportowców, ale w ograniczonych ilościach.

  3. Dzięki za odpowiedź. Generalnie byłem ciekaw czy nie uzupełniasz też diety innymi suplementami niż białko. Np. takimi co wpływają na mięśnie. Ale odpowiedź jest już powyżej :)

    • Do bukłaka na starty ultra dorzucam czasem BCAA (ale obecnie mi się skończyło, więc nie dorzucam;)), a latem jak są największe upały to stosuję SaltStick, kapsułki uzupełniające sód i inne takie ważności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here