Nie jest to książka łatwa, lekka i przyjemna. Nie czyta się jej do poduszki, choć u mnie przez jakiś czas zamieszkiwała w szafce nocnej. Nie nadaje się do komunikacji miejskiej gdy autobus linii 709 buja na lewo i prawo w korku na Puławskiej. W pracy pod biurkiem też jej nie poczytacie, nie przejdzie. Niestety, nie jest to też pozycja, która motywuje do wylewania hektolitrów potu na treningach i przekraczania granic własnego organizmu na zawodach.

To książka trudna, wymagająca skupienia, robienia notatek, użycia setek zakładek i różowego (a jakże!) mazaka do zaznaczania najważniejszych fragmentów. To książka, która jest wędką pozwalającą złowić rybę sukcesu. Takiego karpa życiówek, węgorza zwycięstw i sandacza satysfakcji z bycia sportowcem amatorem. Tę pozycję warto mieć na półce.

To książka z podejściem niemal naukowym. Rozdziały są nasycone wiedzą, konkretnymi danymi, wykresami, badaniami i tabelami. Autor (nie byle kto, bo Joe Friel, czyli światowej sławy trener sportów wytrzymałościowych i autor wielu książek na ten temat) zakłada, że czytelnik jest zdeterminowany do ciężkiej pracy, daje mu więc narzędzia, które mają sprawić, że ta praca będzie bardziej efektywna.

Książka Friela nie zawiera planów treningowych, ona uczy jak te plany samodzielnie przygotować. Zaczynając od planu startów na cały rok, poprzez nadawanie im priorytetów, periodyzację i realizację działań, aż to punktu kulminacyjnego, czyli startu A. Samodzielne ogarnianie planu treningowego i planu startów na cały rok jest trudne, a Friel pomaga te problemy ujarzmić.

Wiele rzeczy pokazanych jest w formie infografik, mamy więc w książce wykresy, tabele, ramki i inne schematy, które ułatwiają znalezienie i zapamiętanie ważnych rzeczy. Przy lekturze warto jest mieć ołówek i notes, by móc co nieco zapisać lub zaznaczyć w samej książce. Takie podejście upraszcza też niektóre bardziej złożone aspekty przygotowania do zawodów.

Określenia jakie pasują mi do tej pozycji to: encyklopedia, kopalnia wiedzy. Friel prezentuje dość analityczne, momentami wręcz naukowe podejście. Nie jest to raczej książka dla osób totalnie zielonych w temacie. Warto mieć choć trochę wiedzy, to znacznie ułatwia pracę z nią. No właśnie, pracę, bo czytanie książki „Triatlon. Biblia treningu” to praca a nie rozrywka. Umiejętny podział na rozdziały ułatwia potem dotarcie do poszczególnych informacji, warto książkę mieć gdzieś pod ręką by w trakcie sezonu móc się nią posiłkować.

Friel zwraca uwagę na wiele aspektów życia sportowca (dotyczy to zarówno amatorów jak i zawodowców), m.in. na regenerację, odżywianie i trening uzupełniający, bez którego osiąganie sukcesów jest niemożliwe. Podoba mi się podejście prezentowane w książce także dlatego, że nie narzuca ona konkretnych jednostek treningowych czy dystansów tygodniowo jak to jest w większości podręczników. Tutaj znajdujemy wskazówki, na podstawie których każdy sam powinien ocenić swoje potrzeby i możliwości. To w dużej mierze odpowiada mojej filozofii sportu, stąd rękoma i nogami książkę polecam. Mimo że jest to biblia triathlonu (ja jednak wolę taką pisownię), to biegacze także mogą z niej bardzo wiele dla siebie wyciągnąć, wszak bieganie jest ważną składową triathlonu.

Konkurs…

Książkę wydało w Polsce Wydawnictwo Buk Rower (mają też Fejsa), a ja nie byłbym sobą, gdybym dostając propozycję zrecenzowania jej, nie wykombinował także czegoś dla Was. Są więc do wzięcia DWA egzemplarze Friela:) Zrobimy jak zwykle kĄkurs od czapy. Zasady poniżej:

1) Lubimy na FB profil Biec dalej i wyżej (no dobra, nie będę tego sprawdzał, ale miło mi będzie jak polubicie);
2) Jak wiecie, pływanie trenuję z Kubą Bieleckim z Trinergy, pływamy godzinę, ale wiadomo, że to się zawsze trochę różni. Obstawiajcie, ile zajmie mi czwartkowe (19 marca 2015 r.) pływanie. Uruchamiam zegarek rozpoczynając pierwszy basen, zatrzymuję go – kończąc ostatni.
3) Dwie osoby, które będą w w/w typowaniu najbliżej, dostają Friela. Proste? Proste, no to lecimy!

… i po konkursie

A tymczasem rozwiązanie kĄkursu z Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego. Typowaliście, o ile szybciej wtarabanię się na Śnieżkę niż Słoik Roku (lub też on zrobi to szybciej ode mnie:)). Fakty są takie, że mi wejście zajęło 15:17, a Marcinowi 18:12. Wygrałem więc o 2 min. i 55 sek. Najbliżej był obywatem Zby., który napisał: „Bo jak jest forma, to pojawiają się oczekiwania.” – sam chciałeś, to masz: oczywiście (Krasus) będziesz szybszy – stawiam na przewagę: 02:37 – tylko masz być pĄpkoszulce, bo inaczej się nie liczy! ;). Byłem w pĄkoszulce, więc się liczy, więc Zby. wygrywa pas biegowy firmy Nike. Zby., prosimy o kontakt!

31 KOMENTARZY

  1. 19 marca – 78 dzień roku, do końca roku 287 dni, Dzień Wędkarza i Dzień Jedności Kaszubów – niewielkie ułatwienie…

    Typuję: 56:30.

  2. Uprzejmie informuję, że książkę na blogu wygrali w związku z tym Bogumił (typ 59:45 – pomyłka o 5 sekund) i Radek (59:59 – pomyłka o 9 sekund). Panowie, zapraszam do kontaktu:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here