Jest w świecie biegania taka prawidłowość, że jak tylko zbliżają się ważne zawody, to coś złego zaczyna się z człowiekiem dziać. A to strzyknie w kolanie, a to mięsień się naciągnie, a to przypałęta się jakieś przeziębienie. Skoro X Półmaraton Warszawski ma być dla mnie najważniejszym asfaltowym startem tego roku, to jakieś problemy były bardziej niż pewne. Każdy trening robiłem więc z podwójną dozą ostrożności – byle tylko nie stanąć krzywo, nie podkręcić kostki, niczego nie naciągnąć. Tym razem pech zaatakował z drugiej strony. Lekkie niedospania w ostatnim czasie plus miliardy zarazków fruwających w powietrzu (dacie wiarę, że z sobotniej imprezy, na której było 14 osób, zdrowa pozostała tylko jedna?!) i mamy efekt: zatkany nos, z którego leci Niagara, przytępienie umysłu i ogólna niechęć do wszystkiego.

Przygotowałem więc eliksir wg przepisu bormanowego Magicznego Lasu z czosnku, miodu, cytryny, cynamonu, chilli i imbiru, do tego kupiłem kit pszczeli i wierzę, że mnie to postawi na nogi. Na przeziębieniowe sprawy dobrze działa mi wygrzewanie stóp, pod biurkiem w korpo mam więc ogrzewacz, i stopalki mają ciepło aż miło, choć pracowa loża szyderców ma z tego używanie;) Najważniejsze jednak, że zaraza nie wchodzi we mnie dalej. Wczoraj zrobiłem godzinę spokojnego biegu z przebieżkami w tempie poniżej 3 min/km i czułem się bardzo dobrze, dużo lepiej niż przez cały dzień.

Ulubiony dystans na asfalcie

Ubiegłoroczny PW był przepiękną pĄpkinsową zabawą (lektura dla chętnych jest o tutaj) i potwierdził, że na asfalcie to właśnie 21,1 jest moim ulubionym dystansem. Nie cierpi człowiek od początku tak jak na 5 lub 10 kilometrów i nie męczy się jak na końcówce maratonu. To dla mnie taki złoty środek. Nie na darmo wujek Daniels mówi, że półmaraton biegniemy tempem progowym, a tempo progowe jest „komfortowe ale trudne”. I faktycznie jest to dystans, który biegnę z przyjemnością. Oczywiście jest to taka przyjemność płynąca z wysiłku. Można w miarę spokojnie zacząć i choć w miarę upływu kilometrów jest coraz trudniej, a kryzys po kilkunastu kilometrach jest murowany, to jest w tym wszystkim przyjemność.

Tegoroczna trasa jest bardzo szybka (fajny jej opis przygotował Bartek), z jednym tylko podbiegiem i, mam nadzieję, tłumami kibiców na trasie. Pogoda też zapowiada się doskonała (poniżej 10 stopni Celsjusza, niewielki wiatr i trochę chmur), trudno będzie znaleźć jakieś wytłumaczenie jeśli misja złamania 1:20 się nie powiedzie. Bo to właśnie jest cel podstawowy – mieć wynik 1:1X:XX z półmaratonu. Początkowo chciałem łamać 1:19, ale chyba aż tak mocny nie jestem, 1:21 to minimum absolutne, więc realnie celuję w 1:19:59.

Dziś i jutro relaks, w sobotę lekkie rozbieganie, dużo jedzenia (można wcinać batoniki Chia Charge!) i picia, byle tylko wrócić do zdrowia. Wieczorem szykowanie zestawu startowego (pasek na numer i pasek na czip to triathlonowe akcesoria, które bardzo przydają się na biegach), dobór stroju, piwo dla rozluźnienia i dzida. Trzeba tylko pamiętać o zabezpieczeniu sutków i posmarowaniu sudokremem wrażliwych miejsc. Jakby co, to więcej porad przedpółmaratońskich znajdziecie u Ani i Kasi, polecam:)

Dylematy pierwszego świata

Mam tylko jeden problem. Krasus-szafiarka nie wie jakie wdziać na tę połówkę… buty! Serio, nigdy jeszcze nie miałem takiego dylematu. Planowałem biec w sprawdzonych NB 890. Są dość lekkie, wygodne, lubię je i parę szybkich startów w nich zaliczyłem. Ale przedwczoraj dostałem od New Balance (buziaki!!!) nowiuteńkie Fresh Foam Zante. Ach, co to są za buty! Leciutkie (234 gramy w moim rozmiarze!), dynamiczne, wygodne i przewiewne. Boję się ryzykować i startować w butach, w których biegałem na razie tylko dwa razy, ale też faktem jest, że biega się w nich świetnie, nawet najmniejszej uwagi do nich nie mam. No i jaram się nimi jak cholera, bo zapowiadają się na naprawdę fajne buty. Co robić, jak żyć, Panie Premierze?

New Balance Fresh Foam Zante

el kĄkurssssso!

Jak sądzicie, ile wyjdzie w tym moim półmaratonie? Uda się złamać 1:20? Zrobimy z tego kĄkursik jak zwykle?;) Tym razem nagroda będzie wyjątkowa! To książka, w której sam maczałem palce. Pascal i PZU wydają „Projekt: bieganie”, czyli takie vademecum biegacza. Jest to pierwsza w Polsce książka o bieganiu napisana przez rodzimych blogerów i trenerów. Jestem współautorem (w trójkąciku z Magdą i Zosią) jednego z rozdziałów. Wydawnictwo będzie można kupić na przedpółmaratońskim expo, a od 1 kwietnia w salonach Empik. Można ją też wygrać na blogasku!:)

Projekt: bieganie

Do rozdania mam aż trzy egzemplarze i rozdzielimy je następująco:

1) Dostanie osoba, która w komentarzach pod tym postem najtrafniej wytypuje mój czas netto w X Półmaratonie Warszawskim.

2) Zostanie wylosowana wśród wszystkich, którzy zostawią pod tym postem komentarz.

3) Dostanie pĄpkins, który na X Półmaratonie Warszawskim jako ostatni przekroczy linię mety.

Zgodnie z tradycją, aby wziąć udział w konkursie, wystarczy… wziąć w nim udział;) Ale będzie mi i sponsorowi miło, jeśli polubicie profil Pomoc to Moc, bo mój (kliku-kliku) to chyba lubicie, prawda? :)

44 KOMENTARZY

  1. pierwszy :)
    To, że się powiedzie to nie ulega wątpliwości. Jeśli na luzie trzasnąłeś 37:02 na dyszkę na niełatwej terenowej trasie to 01:20:00 połkniesz aż miło.
    Obstawiam 01:19:25 – do 10km nie będziesz ryzykował bo to ważny start a na drugiej dyszce ciężko już będzie urwać minutę :)
    r.

    • Rob, Ty krejzolu! Nie zdążyłem jeszcze nawet układu akapitów obrobić, a Ty już przeczytałeś i skomentowałeś;) No i jaka wnikliwa analiza strategii – brzmi to z sensem, muszę przyznać. Fajnie byłoby taki wynik zrobić, dzięki za wiarę!

      • :)
        Logika na połówce mówi, żeby przyspieszyć nie wcześniej niż na 15-16km bo nie ma przecież nic gorszego niż za szybko zacząć choćby endorfiny rozrywały płuca. Skoro piszesz, że to będzie główny asfaltowy start tego „biegowego” sezonu więc nie będziesz ryzykował – to również podpowiada logika.
        Zatem pierwsza dyszka po 3:48.
        Szesnasty kilometr wypada przy wybiegu z tunelu na Wisłostradzie na wysokości szpitala przy Karowej i to jest ten moment gdzie można włączyć turbo. Na pięciu kilometrach minuty nie da się nadrobić bo do pokonania będzie Zakroczymska, ale będziesz miał nadróbkę z długiego zbiegu Trasą Łazienkowską. To plus lekka strata z Zakroczymskiej to w/g mnie właśnie te 30 sekund, które urwiesz z 01:20:00. Tak to sobie obliczyłem – zresztą sam mam taką właśnie taktykę – tylko tempa sporo niższe ;)
        r.

  2. Obstawiam 1:19:19!
    A ogólnie życzę Tobie i innym biegaczom powodzenia i ustanowienia nowych życiówek! :)
    A znając moje szczęście książki nie wygram więc zapoluje na nią 1 kwietnia w Empiku! :D
    Pozdro!

  3. i tak polecisz w sprawdzonych NB890 – nikt rozsądny nie poleci startu A w butach, w których nie przebiegł kilku treningów porównywalnych dystansem ze startem, ale zdjęcie nowych NB ja kz folderu ;)
    Tak obstawiam i pozdrawiam Rzeźniku :) trzymając kciuki za 1:19:29

  4. 01:19:41. Dajesz, Krasus!
    Ja bym pobiegła w nowych:) Zresztą mam z sobą taki start. Przed maratonem w Budapeszcie kupiłam nowe startówki. Wypróbowałam je ze dwa razy: były wygodne, nie obcierały, sznurówki trzymały – więc założyłam je na start. Decyzji nie żałowałam.

  5. Już wiele odpowiedzi ale obstawiam 1:18; 40. Ja będę po 40 minutach za Tobą. Życzę dobrego biegu i dobrego czasu. Pozdrawiam i do zobaczenia.

  6. Z takim progresem nigdy nawet nie będziemy deptać ci po piętach :) Na potrzeby losowania /i z powodu choroby/ obstawiam 1:20:58, ale życzę Ci połamania 80 minut. Powodzenia !

    • Niestety. Kontuzja i 1:26:30. Na 15 km miałem 20 sek straty do 1:20, było dobrze. Ale już bolało i ból narastał. Na 16,5 zszedłem. Po 2 min wróciłem na trasę wkurwiony jak diabli, ale niestety, nie dałem rady trzymać tempa i dotruchtałem do mety….

  7. Krasus, już wcześniej chciałam Ci napisać, że chcę Twoją książkę, więc gratuluję. Poza tym gorąco namawiam na stworzenie czegoś od a do z Krasusowego. :)
    A może zrobisz jak Wybiegany i po prostu zdecydujesz się na powtórkę w tym roku. Praski jeszcze jest przecież. ;) I wtedy możesz dziabnąć te 1:20, bo wiem, że spokojnie ugryziesz! Czekam już na relacje wszystkich Pąpkinsów! :) Trzymałam za Was kciuki, a biegnąc dziś w stanie również niesprzyjającym mówiłam sobie Krasusowe niemaniemogę. Właściwie wystarczyło raz sobie powiedzieć i zapomniałam o problemie. :)

Skomentuj MAciej Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here