Coś mnie spięło w środku przed tym Zimowym Ultramaratonem Karkonoskim. Tak bardzo chciałbym coś fajnego napisać, bo przecież to naprawdę ważny start dla mnie, bo przecież to góry (a góry zawsze są wydarzeniem!), no i ze Słoikiem Roku robimy ściganko na Śnieżkę, więc kĄkursik dla szanownych czytelników będzie i warto by go ogłosić. A tu w głowie dziwna pustka. Start w tych zawodach to dla mnie ogromne przeżycie i jak się uczciwie zastanowić, to powodów ku temu jest całkiem sporo.

Bo to ZUK

To nie są zwykłe zawody, które ktoś zrobił i nazwał sobie Ultramaraton XYZ. To bieg upamiętniający wybitną postać i przypominający wielką tragedię. Tomek Kowalski był ultramaratończykiem, himalaistą, podróżnikiem i bardzo pozytywnie zakręconą osobą. Lista jego wypraw i sukcesów jest długa jak trasa ZUK-a, a to przecież bardzo młody facet był. Dokonał wielkiego wyczynu: jako jeden z czterech pierwszych ludzi w historii wszedł zimą na Broad Peak. Niestety, drogi tej nie dokończył i z góry nie zszedł. ZUK jest dla niego.

Bo to góry

Nie ma żartów. Góry zawsze powinny budzić respekt, nawet jeśli nie są Himalajami, Alpami czy nawet Tatrami. Tu łatwo o upadek, kontuzję czy wycieńczenie organizmu. Bieganie po górach to zupełnie inna para kaloszy i nawet najwięksi wyjadacze nie mogą być tu zbyt pewni siebie. Dają w kość przewyższeniami, długimi zbiegami, a jednocześnie oferują doznania estetyczne, jakich nie doświadczycie nigdzie indziej.

Bo to zima

Do tradycyjnych górskich zagrożeń dochodzą jeszcze warunki pogodowe. Jakby na aktualną pogodę na Śnieżce nie patrzeć, to każdego dnia widzę tam odczuwalną temperaturę na poziomie od -20 do -30 stopni Celsjusza. Spory mrozek, c’nie? Owszem, Śnieżka to tylko krótki kawałek trasy, im niżej tym cieplej i mniej wieje, ale jednak pokazuje to, że ZUK to nie miejski maraton. Nie na darmo organizatorzy zapowiadają restrykcyjne sprawdzanie obowiązkowego wyposażenia, a są w nim m.in. ogrzewacz do rąk, folia NRC i spory zestaw ubrań. Tu nie da się zejść z trasy i wsiąść w tramwaj albo metro. Trasa ma ponad 50 km i choć dystans ten, nawet w górach i trudnych warunkach, nie jest mi straszny, to czuję przed nim ogromny respekt.

Bo jestem w formie

Tydzień po obozie biegowym zrobiłem na trudnej terenowej trasie życiówkę na 10 km (tak, relacja się pojawi…) i mam poczucie, że był w niej jeszcze zapas, że stać mnie na więcej. Forma jest, skąd zatem obawy? Bo jak jest forma, to pojawiają się oczekiwania. Zarówno ze strony samego siebie, jak i paru osób z otoczenia. Miło jest usłyszeć „z Tobą i Twoją formą wiążemy duże nadzieje”, ale w połączeniu z powyższymi akapitami, trochę mnie to krępuje i powoduje skokowy wzrost poziomu stresu. Jasne, że reprezentując NBR Team i Smashing Pąpkins chciałbym osiągnąć tam jak najlepszy wynik. Zmieścić się w TOP20, może TOP15, a może jeszcze lepiej? Podstawowe zadanie to wolno zacząć, potem biec bardzo wolno i dopiero przyśpieszać. No i bezpiecznie dotrzeć do mety, to jakby najważniejsze.

Bo będzie mnie widać

Znalazłem się w gronie osób, które do plecaków dostaną urządzenie z nadajnikiem GPS i będzie można śledzić nasze wyczyny na żywo w internecie. Szanownych czytelników zapraszam więc o tutaj: KLIKU-KLIKU, gdzie w sobotę o 7 rano zaczynamy oficjalne trzymanie kciuków. Z góry dziękuję za wsparcie:) Nie ma zmiłuj. Wiedząc, że mnie podglądacie, nie mogę się obijać. To z jednej strony motywujące, a z drugiej stresujące. Poziom stresu: milion.

Bom się zestresował

No i właśnie… czuję ten stres! Jojć, chyba taki jak przed KarkonoszManem, albo przed Rotterdamem. Bez dwóch zdań, ZUK to start o priorytecie A – tak mówi mój czujnik stresu. Mam jednak wielką wiarę w to, że będzie jak zwykle. Stanę na starcie, ruszę i całe nerwy spłyną jak woda po kaczce.

Liczyć się będzie już tylko tu i teraz. Noga za nogą, bez podbiegania na podejściu, spokojnie na równym i ogień z dupala na zbiegu. Czujnie jak ważka, niczym Tommy Lee Jones w ściganym, na pełnym skupieniu od startu do mety. To ponad 52 km po górach, sił musi starczyć na cały dystans.

Bo jest kĄkurs!

A przede wszystkim, siły musi wystarczyć na podbieg od Domu Śląskiego na szczyt Śnieżki. Dlaczego? Ano dlatego, że to tam właśnie odbędzie się Słoikowy Odcinek Specjalny, czyli SOS. Wielki pojedynek ogórka konserwowego z kompotem śliwkowym, legendarne starcie grzybków w oleju ze słoikowaną fasolką szparagową. Jednym słowem: będziem się z Kargolem czelendżować! Jeden pojedynek w ramach naszej zabawy już wygrałem i to Słoik Roku pobiegnie ZUK-a w koszulce „Kocham Krasusa”, ale jeśli koleżka myśli, że odpuszczę w drugiej rywalizacji – jest w grubym błędzie!

Stawka imprezy jest niebanalna, bo przegrany (mierzymy czas wejścia od Domu Śląskiego na szczyt Śnieżki) to cienias wielki jak z Głogowa do Żnina przez Warszawę i będzie musiał przygotować dla zwycięzcy nie co innego jak… słoiki z jedzonkiem. Wiecie, takie jak od mamy: pasztecik, kiełbasa słoikowa, bigos albo cokolwiek. Byle było pyszne, przygotowane w koszulce KOCHAM KARGOLA/KRASUSA i uwiecznione na filmie opublikowanym w necie:) Będzie ciekawie!

Oczywiście mamy tutaj i coś dla Was. Prosta sprawa, wystarczy wytypować kto i z jaką przewagą wygra słoikowy pojedynek na Śnieżce. Podczas KarkonoszMana był to finisz do mety i na ogromnym zmęczeniu pokonałem ten odcinek w 12 min. i 38 sek. Jak będzie tym razem? Znów będę zmęczony, warunki mogą być jeszcze trudniejsze (wtedy wiało jak diabli). Ale będzie Kargol, więc nie zamierzam odpuszczać!

Nagrody? Chcecie? Okejos, nagrodą będzie pas z bidonami do biegania. Nike Lightweight Hydration Belt 2 Bottle. Może być?:) Typujecie w komentarzach pod wpisem na blogu Mańka lub moim, nasze fejsbuki też są akceptowalne.

20 KOMENTARZY

  1. 7 x BO w tekście! I to w podtytułach! Dlatego typuję, że będziesz szybszy o 2:17.
    No i ogień z pĄpdupy jutro! A jak będziesz wymiękać, to w chwilach zwątpienia pomyśl, że tam na dalekiej Ukrainie ktoś bardzo mocno trzyma kciuki i podmuchuje Ci w plecy!

  2. Ojej, wszyscy piszą że będziesz szybszy. Chciałabym napisać dla przeciwwagi że nie będziesz, ale skoro muszę wygrać te fistaszki (albo gotowe bidony ;-) to stawiam realnie że brykniesz przez linię mety o 3 min i 37 sek szybciej niż Mr Słoik.

  3. Krasus będzie szybszy , ale różnica bedzie wynosić poniżej minuty, a dokladnie 53 sekundy.
    Bez wzgledu na wyniki – bawcie sie dobrze i uważajcie na siebie !

  4. „Bo jak jest forma, to pojawiają się oczekiwania.” – sam chciałeś, to masz:
    oczywiście (Krasus) będziesz szybszy – stawiam na przewagę: 02:37 – tylko masz być pĄpkoszulce, bo inaczej się nie liczy! ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here