Wiele osób narzeka na bieganie po mieście. Że światła, że tłok, że ludzie, wózki, rowery, tramwaje, samochody i wszystko inne. Przyznaję, że tłok na chodnikach to jest problem (głupio tak potrącić zakochaną parę studentów), a smog nie sprzyja uprawianiu sportu, ale czasem po prostu inaczej się nie da. Mówią, że w mieście nie da się robić szybkich dobrych treningów, bo nie ma wymierzonych odcinków i nigdy nie wiadomo co się stanie. Spróbujmy więc oswoić miasto! Przekujmy jego wady w atuty, niech środowisko aglomeracji sprzyja zrobieniu porządnego treningu biegowego:)

Proponuję Wam jednostkę treningową, którą nazwałem „urban fartlek”, czyli po polsku „miejska zabawa biegowa”. To trening, który tak naprawdę mimowolnie wielu z nas stosuje. Chodzi o to, by biec po mieście tak długo, aż zatrzyma nas czerwone światło. Zwykle ludzie zatrzymują wtedy stoper i truchtają w miejscu (kto nie widział biegacza przebierającego nogami w oczekiwaniu na zielone światło?), a potem wkurzeni, że musieli przerwać bieg, lecą dalej. Proponuję inne podejście.

Zamiast się wkurzać, że pojawia się czerwone światło, można się z tego cieszyć! Po prostu biegniemy od świateł do świateł, ale szybko. Bardzo szybko! W tempie półmaratonu albo biegu na dychę, albo nawet na 5 km. Gwarantuję Wam, że już po kilku takich odcinkach będziecie się o to czerwone światło modlić! Aby trening miał jak największy sens, to w przypadku gdy wypadnie czerwone, nie pauzujemy zegarka, tylko truchtamy 30 metrów w lewo lub w prawo robiąc odpoczynek pomiędzy interwałami. Gdy światło się zmieni i trochę odpoczniemy, ciśniemy dalej, do kolejnych świateł.

Trening wymaga niezatłoczonej trasy o dobrej szybkiej nawierzchni. Najbardziej lubię go robić w drodze z pracy, która ułożona jest tak, że najdłuższe odcinki bez świateł mam na końcu. Satysfakcja gdy te najdłuższe odcinki pobiegnę w najszybszym tempie jest ogromna, a prawie 10 km od Metra Wilanowska do Mysiadła to odcinek z niewielkim ruchem pieszych i rowerzystów.

Zaletą tego treningu jest zupełna nieprzewidywalność. To dla mnie dużo ciekawsze niż zrobienie 15 odcinków 400-metrowych na bieżni. W żadnym wypadku nie chcę tu podważać oczywiście istoty w/w treningu, bo to naprawdę wartościowa i ważna jednostka, ale fajnie jest czasem sobie coś urozmaicić. Takie zupełnie zróżnicowane odcinki szybkiego biegu też są fajne. U mnie wychodzi to zwykle od 300 do 1500 metrów, kiedyś zdarzyło mi się, że ostatni miał ponad 2 km i byłem wówczas bliski wyzionięcia ducha;) Wykonywany na prędkości startowej na półmaraton lub bieg na 10 km (a nawet trochę od nich szybszej) pozwala się oswoić z określonym tempem, a zróżnicowane odcinki robione na niepełnym wypoczynku dodają tej zabawie smaku. No i, jak widać na poniższym obrazku, można się zmęczyć:)

Kilkanaście sekund po zakończeniu dwóch ostatnich odcinków miejskiej zabawy biegowej;)

5 KOMENTARZY

  1. Fajnie. :) Ale ja jestem rozpuszczona i mam rzekę w pobliżu, więc od razu nad rzekę mknę i jak chce zabawę biegową polegającą na wymijaniu rozproszonych po alejce spacerowiczów to zostaje na prawym brzegu, a jak szybki trening idę na drugą stronę, mniej atrakcyjną dla spacerowiczów. ;) W lutym, jak musiałam iść biegać po południu, to nie szłam nad rzekę, bo tam prawie brak oświetlenia i moja zabawa polegała na szukaniu zielonego światła. Też ciekawie. Po prostu, jak na przejściu było czerwone, odbijałam w inną stronę, żeby trafić na zielone. Nie ma to co prawda takich właściwości jak szybki trening, bo celem jest bieg ciągły, ale trasa się za to układa spontanicznie i trening przebiega bez nudy. Grunt to dobre nastawienie do przeciwności i traktowanie ich jako zalet.

  2. Ale bieganie można też połączyć z czymś pożytecznym! Kilka tygodni temu, na ten przykład, MONBŻ skończyły się koraliki. Więc zrobiłem spokojne dziesięć kilometrów do sklepu i z powrotem. I tylko doszedłem do wniosku, że w programach i aplikacjach do wyznaczania ścieżek biegowych przydałaby się funkcja „omijaj przejścia dla pieszych z sygnalizacją świetlną” ;-)

  3. Na Gocławiu nie przejdzie :)
    Ja robie inaczej – „Pogoń za Rowerem”. Jak mnie minie ktoś na rowerze to cisne za nim (taki rowerzysta tez wtedy fajnie przyspiesza). Jak mnie minie zwalniam.. i czekam na kolejnego… ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here