Dawno nie stanąłem przed tak trudnym zadaniem. Nie, nie stresowałem się tym, że mam równo przebiec asfaltowe 10 km w czasie poniżej 54 minuty. To zrobiłbym i w środku nocy po imprezie. Ale jak zrobić to, by B dał radę? Jaką zastosować taktykę, motywację i żywienie? Wiedziałem, że będzie to dla niego bieg na maksa, ale jaki jest ten maks? Czy uda się go wydobyć? Tyle pytań… Bycie prywatnym zającem to spore wyzwanie – trzeba pobiec tak mocno, by osoba obok dała z siebie wszystko, ale jednocześnie dotrwała w całości do mety. Olaboga! Pobiec samemu to pikuś. Wiem jaki mam HRmax, znam swoje możliwości, więc jestem w stanie ocenić, co się dzieje. Ale jak ocenić to w przypadku początkującej osoby, co do której parametrów biegowych nie znamy?

Gdy po trzech kilometrach tętno na dobre usadowiło się powyżej 180 bpm, zacząłem mieć obawy, czy aby nie biegniemy za mocno. Skupiłem się więc na obserwowaniu B i reakcji jego organizmu. Mina, oczy, oddech, głos – to miało być moim wyznacznikiem intensywności. Długi podbieg na trzecim kilometrze zrobiliśmy na tętno i wygląd. Nie liczyło się tempo biegu, tylko intensywność, w efekcie pokonaliśmy te tysiąc metrów w 5:45 – 20 sekund wolniej niż średnie tempo docelowe.

Na górze kęs batona, kolejny łyk wody, głębszy oddech i ciśniemy dalej. Wydaje się, że wieje nam z boku, więc staram się być osłoną, by ułatwić B oraz biegnącej z nami J życie. Kolejne kilometry wchodzą jak w zegarku: 5:28, 5:24, 5:23, 5:28, choć wysiłek jest większy, bo okazuje się, że to po zawrotce biegniemy pod wiatr. Wizja sukcesu jest coraz bardziej realna. Zbieg od Podgórzyna, mijamy Stadion Miejski, a ósmy kilometr w 5:14! Pora przyśpieszyć. Podkręcam tempo w okolice 5:15 także na płaskim, B ledwie zipie, ale cały czas się trzyma tuż obok mnie. Krok w krok, ramię w ramię z Bratem. Kurde, nie potrafię Wam opisać, jak piękne, wzruszające i ważne były to dla mnie chwile. Serio.

Do mety został kilometr. B oddycha już rękawami, a grymas zmęczenia na twarzy jest trudny do opisania. „Poleciałem go w trupa” – myślę sobie. Tu gdzieś powinni kibicować nasi rodzice, to na pewno doda mu sił i 54 minuty rozwalimy w proch i w pył! Są! Mama i tata krzyczą, biją brawo, osłabiona na co dzień mamuśka aż podskakuje z emocji:) B mimowolnie szybciej przebiera nogami, rzucam okiem na Garmina ana pulsometrze prawie 190 uderzeń! „Chciałbym wyprzedzić jeszcze tego w niebieskim, ale tak mnie boli brzuch, że się chyba zrzygam” – oho, a może jednak tego 54 nie będzie? Odrobinę zwalniam, niebieski dostaje na chwilę spokój, przecież zdrowie jest przecież najważniejsze. W oddali widać już rynek, przy którym zlokalizowano metę. Wyprzedzamy kolejną osobę, niebieski jest coraz bliżej.

„Daj buffkę!” – słyszę. Jasna dupa, po co mu buffka na głowę? Jest ciepło, meta tuż przed nami, chyba się kuleżce klepki poprzestawiały. No ale ja jestem tu po to, by pomagać, taka rola prywatnego zająca. B łapie MKONową buffkę, owija sobie ją wokół dłoni, krzyczy „NIE MA NIE MOGĘ” (skąd miał na to siłę?!) i jak kuna rowem rusza do sprintu! Zbaraniały zostaję z tyłu i dopiero po parunastu metrach go doganiam. W oczach ma obłęd, tętno zbliża się do 200 bpm (nie sądziłem, że tyle może!).

Już jesteśmy na Rynku, już tłumy wiwatują, już spiker krzyczy, że kolejni dwaj zawodnicy zbliżają się do mety, już robimy ostatni zakręt w lewo, a na zegarze widzę 53:XX! B w amoku wbiega na metę i pięć metrów za nią osuwa się na asfalt kostkę brukową ze zmęczenia. Wziął wszystko, co można było z tego biegu wyciągnąć, dodał sporo od siebie, przesunął kilka ścian, rozwalił parę kiosków i zrobił kozacką życiówkę! Kapelusze z głów przed moim małym Braciszkiem!

NIE MA NIE MOGĘ!

11 KOMENTARZY

  1. Gratulacje wielkie! :) Muszę zawsze czekać na wpis na blogu, żeby wyrazić zachwyt. To zajePĄbiście być dumnym ze sukcesu brata, uczestniczyć w nim, dołożyć swoją cegiełkę motywacji. I czuć to docenienie, dumę od brata. Obaj macie po prostu szczęście, że macie siebie. :) PĄrodzina nabiera w tym momencie zupełnie innego wymiaru. :)

  2. Gratulacje dla Brata! Jesteście wielcy! Cieszę się, że chyba nie ma u Ciebie śladu po kontuzji.
    Świetne zdjęcia :)

    Swoją drogą, to już wyczekuję kolejnej edycji pĄpkoszulek – zrobią taką na ok.98cm wzrostu? – młody jeszcze nie chodzi bez trzymanki, nie mowiąc o bieganiu, ale jest zdrowie, jest moc, więc też mu się coś od życia należy ;)

  3. Jak pięknie! Biegi z najbliższymi to niesamowite chwile w życiu. ja ostatnio miałam przyjemność biec z moją mamą, nieprawdopodobne są te momenty jak widzisz, kiedy najukochańsze osoby przełamują swoje bariery i widzisz ich jakby na nowo! Wielkie gratulacje dla Brata i Ciebie!

  4. Gratulacje. za pomysł, za realizację, za wspólny wynik.
    PS. świetnie napisana relacja, normalnie łapie za gardło :) !

    • Paweł, pod względem emocji to był dla mnie jeden z najważniejszych startów ever. Chwila jak tak ramię w ramię biegliśmy, jak wpadaliśmy na metę – o jaaaaa, coś genialnego. I to biegnąc 16 min. poniżej swoich możliwości!!:)

  5. I ja tam byłam i moc Anioła odczułam, 8km dzielnie korzystałam ze wskazówek Guru Biegowego, po cichutku podłączyłam się pod tę energię , czując że chłopaki mają misje. Walka zakończona sukcesem- PIĘKNIE Krasuski -pełen podziw i dzięki Wam ja mam mały sukces choć nie wierzyłam , że po 6 m-cach udeptywania miejskiego bruku przebiegnie poniżej 55′. Ale moc była z Wami DZIĘKUJE!!!! Potrzeba takich ludzi z pasją którzy zarażają niedowiarków:) Trzymam kciuki za triathlon B :) pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here