Kiedyś przy piwie (no, może trzech) stworzyliśmy z O. taką teorię, że istnieje „poczekalnia dusz”. Takie miejsce, gdzie dusze sobie siedzą i czekają na swój czas na ziemi. Sąsiadujące w tej poczekalni dusze się poznają i zaczynają nadawać na tych samych falach. Gdy potem na ziemskim padole trafią na siebie pod ludzkimi postaciami, to od razu się dogadują jakby ludzie je noszący znali się od lat. Miki jest dla mnie właśnie jednym z takich ludzi. Polubiłem gościa zanim się osobiście poznaliśmy, a każde spotkanie mnie w tym utwierdzało. Nie miałem powodów by go okłamywać, gdy podczas wspólnego truchtania zapytał co słychać.

– Masakra Miki. Nie mam czasu się po jajach podrapać, jestem przytłoczony rzeczami wiszącymi mi na głowie i ledwie ogarniam kuwetę.
– Oj, to szkoda…

Gdyby Miki przedłużył wtedy to zdanie i powiedział na przykład „Oj, to szkoda, bo szykujemy magazyn dla ultrasów i szukamy autorów…”. Albo gdybym ja nie był szczery wobec kumpla. Wystarczyło przecież małe kłamstewko: „A wiesz Miki, jakoś leci.”. Gdyby. Nienawidzę gdybać, ale strasznie żałuję, że nie ma mnie w pierwszym numerze Kingrunnera Ultra. Jak kiedyś debiutancki numer osiągnie wartości zabytkowe, fajnie byłoby widzieć tam swoje nazwisko. Teraz pozostaje mi tylko zazdrościć Kubie i innym. Ale do rzeczy.

Kingrunner Ultra – Pierwsze wrażenie

Lubię takie zdjęcia jak na okładce. Niby proste, a jednak z duszą. Autor? Piotr Dymus – i wszystko jasne. Okładka minimalistyczna, w moim guście. Już na pierwszy rzut oka wiadomo, z czym mamy do czynienia. Mam za to wątpliwości co do papieru, z jakiego ją zrobiono. Jest matowy, sprawia wrażenie, że po kilku dniach dotykania okładki, będzie ona tłusta i pełna śladów paluchów. Edit: ślady są już po pierwszym dniu:(

Po wzięciu w rękę Magazynu Bieganie (prenumeruję drugi rok) najpierw przeglądam spis treści – dla mnie to miejsce, z którego szybko dowiaduję się, o czym poczytam w tym miesiącu. Spis treści Kingrunnera Ultra podzielono tematycznie. Niestety, część nazw działów jest dla mnie zagadkowa. „Przewyższenie” sugeruje teksty o bieganiu w górach i tak faktycznie jest, ale już „Z głową chmurach” jest dla mnie tytułem niezrozumiałym. Same teksty zapowiadają się jednak ciekawie. Jest o UTMB, pojawia się Bieg Rzeźnika i znajome nazwiska, dużo znajomych nazwisk – z niecierpliwością wertuję dalej.

Kingrunner Ultra – Obrazki

Co zwraca uwagę przy wertowaniu pierwszego numeru Kingrunnera Ultra to najwyższej jakości zdjęcia. Nie powinno to dziwić, bo do współpracy zaproszono Piotrka Dymusa, który zasłużenie ma opinię najlepszego fotografa biegów ultra w Polsce. Na niektórych rozkładówkach fotki zajmują 2/3 miejsca i słusznie. Główna fota tekstu o Eto i Filipie jest genialna. To jedno z najlepszych zdjęć biegowych jakie widziałem w życiu. W paru miejscach podjęto jednak niezrozumiałą jak dla mnie decyzję. Pojawiają się pojedyncze zdjęcia robione telefonem i to cholernie razi, bo są po prostu słabe.

Kingrunner Ultra – Słowa

Nie dajcie się jednak zwieść. Kingrunner Ultra to nie magazyn modowy, w którym najdłuższym tekstem jest stopka redakcyjna. Można tu znaleźć zarówno krótkie materiały, jak i solidne mięsiwo. Można też się trochę rozczarować. Zęby ostrzyłem sobie na materiał o Piotrku Dymusie. To fascynująca osoba, spotkałem go kilka razy, ale nadal mnie intryguje. Mam jednak wrażenie, że temat trochę spalono. To nie artykuł tylko wypowiedzi znajomych. Fajny pomysł, tylko że ci znajomi nie zdradzają o Piotrku zbyt wielu ciekawostek, raczej wystawiają mu laurki. Oczywiście, że zasłużone, ale nie o to chodzi. Chętnie dowiedziałbym się na przykład, jak nastąpiło przejście z rajdów przygodowych do fotografii sportowej, ile Piotrek wydaje na sprzęt, czy które swoje zdjęcia ceni najbardziej. Pazura brakuje także rozmowie z Magdą Łączak i Pawłem Dybkiem. Owszem, to ciekawy wywiad, ale można było z niego wyciągnąć więcej.

Najfajniejszym materiałem pisanym w debiutanckim numerze Kingrunnera Ultra jest dla mnie tekst Krzyśka Dołęgowskiego o Boulder. Są tam konkrety i jest mięso, a jednocześnie to kilka stron przepełnionych pasją i miłością do sportu. Niemal czułem jak przechadzam się tamtejszymi uliczkami i widzę Chrissie Wellington pałaszującą lody w kawiarni. Materiał czyta się z prawdziwą fascynacją, raziło mnie jedynie zbędne (mocno na siłę) porównywanie do polskich warunków, które pojawiło się bodaj dwa razy.

Z zaciekawieniem przeczytałem też wywiad z Piotrem Sawickim. Jest tam sporo „kuchni” ultrasa, można z tej rozmowy się czegoś nauczyć, a wiedza przekazana jest w przystępny sposób. Na dalszych stronach uznanie znaleźć powinno także parę przepisów z przekąskami dla sportowców, sam zamierzam ich spróbować:)

To dwumiesięcznik robiony przez pasjonatów dla pasjonatów. Fajnych tematów nie brakuje, choć może przydałoby się trochę informacji praktycznych dla osób, które chciałyby spróbować sił w ultra. Trochę o o treningu, żywieniu, regeneracji itp. Jeden taki tekst nie zaburzyłby obrazu magazynu dla prawdziwych miłośników napierania, a wręcz urozmaicił go. Kingrunnera Ultra czyta i ogląda się (to ważne!) z dużą przyjemnością. Nie było tekstu, którego lekturę przerwałbym w 1/3, lecz jedynie artykuł o Boulder naprawdę mnie porwał. To solidny kawałek czytadła z wieloma bardzo dobrymi tekstami, znacznie lepszymi niż to, co dostajemy w internecie. Dlatego warto za Kingrunnera Ultra te 15 zł zapłacić.

Zastanawiam się jednak, czy chłopaki nie wyprztykali się ze wszystkiego. Bo jest Darek Strychalski, jest Piotrek Dymus, jest duet Łączak-Dybek, pojawia się książka Dołęgowskich, Pies Komandos i parę innych oczywistych tematów. Redakcja zebrała z biegów ultra wszystko co najfajniejsze i zrobiła pierwszy (obiecujący!) numer Kingrunnera Ultra. Na drugi na pewno jeszcze starczy pomysłów (Kamil Leśniak, Gediminas Grinius i parę innych), ale co z trzecim, czwartym i dziesiątym? Samymi historiami o zawodach (tych znajdzie się w nieskończoność!) numeru zapełnić nie można, z niecierpliwością oczekuję więc kolejnych wydań i mam nadzieję, że moje krakanie się nie spełni!

Kingrunner Ultra – Kto chce, kto chce?

Pierwszy numer Kingrunnera Ultra można kupić w paru fajnych sklepach sportowych (m.in. w Natural Born Runners (Poznań) i Napieraj (Warszawa)), a e-wydanie jest do wzięcia w Publio. Ekipa będzie też miała swoje stoisko na expo przy okazji Maratonu Warszawskiego, gdzie do kupionego magazynu dodawana będzie niespodzianka (sam nie wiem co!).

Nie byłbym sobą, gdybym nie wyrwał dla Was trzech egzemplarzy magazynu (no dobra, nie jest to taki wyczyn, bo robią go naprawdę fajni ludzie i nie mieli nic przeciwko szybkiemu konkursowi). Zatem krótko: chcesz pierwszy numer Kingrunnera Ultra? Napisz w komentarzu pod tym postem, jaką niespodziankę w gratisie dostaną kupujący magazyn na Maratonie Warszawskim. Darmowy egzemplarz Kingrunnera Ultra dostanie autor najfajniejszego komentarza (pamiętajcie, nie musi to być poważna odpowiedź;)) oraz dwoje, których wylosuję. Czas macie do poniedziałku 21 września, do 23:59, rozwiązanie we wtorek wieczorem:)

27 KOMENTARZY

  1. Gratis do Kingrunnera? Naklejany tatuaż UMTB to dla mnie pikuś oraz rolka papieru rumiankowego perforowanego w liście dębu ;)

  2. Ja bym chciał plakat…. Ten który wisiał na stoisku w Krynicy (w robocie posikaliby się z zazdrości!). Ale pewnie będzie wazelina ;)

  3. Skoro zebrali tylu ultrasów w jednym numerze, to może będzie niespodzianka do wyboru – skarpetki Strychalskiego, stanik Łączak, gacie Dybka, koszulka Dołęgowskiego (wszystko prosto po treningu) albo obroża Psa Komandosa. Co komu przypasuje rozmiarem ;)

  4. Jak Krasus nic nie napisał do pierwszego numeru to pewnie jakimś cudem do każdego numeru będzie dołączony w gratisie mini batonik ChiaCharge… ale to zupełnie przypadkiem taka mini rekompensata ;)

Pozostaw odpowiedź Paweł Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here