Przed triathlonem w Chodzieży (relacja o tutaj: KLIKU-KLIKU) starałem się, by wszystko było jak najlepiej. To był start A, byłem więc wyspany, wypoczęty, naładowany węglowodanami, nafutrowany burakami po korek i w ogóle gotów do ognia z dupy jakiego świat nie widział. Na zawodach dałem z siebie wszystko i choć do wymarzonego 4:40 zabrakło kilku minut, to nie mam co narzekać.

Dziś jadę do Przechlewa na ostatni triathlon w tym roku. Choć nie jest to dla mnie priorytetowy start, to źle mi jest z tym, jak do niego podszedłem. O wyspaniu się nie pamiętam, zapomniałem jak smakuje burak, a pakowanie na wyjazd (piątek rano opuściłem mieszkanie) rozpocząłem bez listy rzeczy w czwartek po 22. Nie jestem pewien, czy wszystko wziąłem, na pewno jednak nie brakuje mi jednego: luzu;) Bo najbardziej to ma to być wyjazd towarzyski, z tłumem pĄpkinsów i pierwszym w historii spotkaniem czworga założycieli drużyny:) Szykuje się fantastyczny weekend!

Ale swoją drogą śmiesznie byłoby, gdybym tak olewając całe to przygotowanie (nie było nawet porządnego ładowania węglowodanami, zjadłem raptem jedną porcję makaronu i żadnego Magnuma!) zrobił dobry wynik, nie?;) Będzie chłodniej niż w Chodzieży, a odwodnienie robi przecież różnicę, tylko wiać ma mocno – 30-35 km/h wiatru to na etapie rowerowym już konkret i przetrwają tylko najmocniejsi. To właściwie niweluje szanse na dobry wynik czasowy, ale w generalce, kto wie… :)

Tak naprawdę jednak wyjazd do Przechlewa ma jeszcze jeden wymiar, bo finalizujemy tam pierwszy etap akcji Sportowy Przegląd Szafy w Przechlewie, w której zbieraliśmy sportowe podarunki dla młodzieży z człuchowskiego domu dziecka. Rano miałem poważny problem ze spakowaniem auta, bo okazało się, że naprawdę chciało Wam się sporo oddać i zebrało się tego kilka solidnych paczek, a jeszcze Marcin (pomysłodawca tej akcji) dołożył parę od siebie, bo on to w ogóle ma magazyn w domu;) Łącznie zabieramy dobre kilkaset koszulek i masę innego sprzętu sportowego, a to dopiero początek, dzieje się!

A swoją drogą, to jestem ogromnie skrępowany tym, co wydarzyło się po Chodzieży. No bo tak: namówiłem kilkadziesiąt osób, by wpłacali kasę na Nidzicki Fundusz Lokalny. Wpłaty miały mieć miejsce, jeśli w Chodzieży uda mi się złamać 4:40. Nie udało się. Ale większość (hej, prawie wszyscy, a może wręcz wszyscy!) powiedziała: stary, to co zrobiłeś było kapitalne, ja i tak wpłacam, przesyłając mi nawet potwierdzenia przelewu z tytułem wpłaty np. „Za krew, pot i łzy Krasusa”. Omatulu;)

Ale to nie koniec, bo zaczęły dziać się dziwne rzeczy…

„Krasusie, Mam nadzieję, że magicznolasowy podarek przypadnie Ci do gustu. W ten skromny sposób chcę Ci podziękować za inspirację, za walkę do wyrzygu, za wspaniałe akcje oraz postawę fair play – zawsze i wszędzie.” I do tego przepiękne drewniane miski z Magicznego Lasu! Czekajcie, to nie koniec…

Potem przyszła paczka od Piotrka. Człowiek mi obcy, jako-tako kojarzę go tylko z internetu, nawet nie wiem, jak trafił na mój wpis, w którym narodziła się akcja z Chodzieżą. A w przesyłce? Cztery buteleczki z domowego wyrobu napitkami! Pięknie opisane i absolutnie przepyszne. Potem widzę się z pĄrobertem, który odbiera drużynową koszulkę i Robert przynosi mi kolejną nalewkę! I jeszcze dżem domowego wyrobu!

No i Suchy, który rzucił, że jak w wyniku będą trzy czwórki, to dostanę skrzynkę lokalnego piwa z Warmii. No i wyszło 4:44, a ten wariat przywiózł do Warszawy skrzynkę browara dla mnie:) Pech chciał, że nie mogłem odebrać, nie było więc problemu, bo triathlończycy to zajebiści ludzie i skrzynka chłodzi się w garażu u Marka, którego po prostu prędzej czy później odwiedzę celem odebrania skrzynki i mam nadzieję, że nie wrócę do domu z pełną…:)

I jeszcze B, który opowiada mi, że mając pełen wózek zakupów w markecie, zawsze przepuszcza ludzi, którzy mają kilka rzeczy. I ostatnio stało się dokładnie odwrotnie, to on miał kilka przedmiotów i jakaś pani powiedziała, by wszedł przed nią. Karma działa:) Serio, przywracacie wiarę w ludzkość. Ludziska, chodźcie dalej po świecie i róbcie dobro, nie pożałujecie.

Ale, kurde, przecież ja nie robię tego wszystkiego po to, by coś od Was dostawać! Dobro niech wraca w zdrowiu moich bliskich, w szczęściu ich i dobrych uczynkach, które Wy będziecie robić:)

(koniec kazania)

2 KOMENTARZY

  1. A tak a propos soku z buraka to polecam Ci to: http://www.jedzpij.pl/bio-sok-z-burakow-5l-karton
    Przetestowane i jest to naprawdę wygodne i smaczne rozwiązanie. Nie mam powodu, żeby nie wierzyć w to co napisane jest na opakowaniu a napisane jest, że jest to produkt w 100% ekologiczny. Wiem ile zachodu jest z robieniem soku we własnym zakresie. Najgorsze w tym wszystkim jest późniejsze mycie wszystkiego – tu za umiarkowaną cenę unikasz tego wszystkiego.
    r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here