Wczoraj wieczorem NKŚ dziwnie uśmiechała się do telefonu. Twierdziła, że rozmawia z siostrą na czacie i odwracała telefon jak podchodziłem. „No proszę. Znalazła sobie gacha!” – bo co innego mogłem pomyśleć?:P Dziś się okazało, że tym gachem był pĄojciec Rav, który konsultował z nią pewien plan…

„Zajrzyj na Fejsbuka” – powiedziała cicho przy urodzinowym stole (piąte urodziny Adasia = wypasione auto zdalnie sterowane = szczęśliwi wujkowie!). No dobra, odchodzę od stołu, wchodzę na FB i nie wiem co się dzieje, bo mam kilkanaście powiadomień. Zaczynam się wklikiwać i…. Zobaczcie sami.

(i jeszcze filmik od Braciszka BO, ale nie umiem z FB wkleić tutaj)

pĄhakjery zaatakowały mi walla!;) Jedna za drugą wrzutki zdjęć, haseł, słów wsparcia, kapitalnych pomysłów na zmotywowanie mnie! Zamurowało mnie. Serio. Normalnie wzrusz do potęgi entej, uśmiech na całej gębie i takie myśli, że Smashing Pąpkins to absolutnie najlepsza drużyna na świecie. Jasne, są takie co biegają szybciej (ale jest ich coraz mniej!), ale czy jest gdzieś taka, co ma tylu tak pozytywnych ludzi? Ludzi, na których można liczyć, za którymi można w ogień pójść? Takimi do tańca i różańca, a przede wszystkim do pĄpek! Ta spontanicznie zbudowana wokół pĄ więź jest niesamowita i zacieśnia się właściwie z każdym miesiącem. W ekipie nie ma przypadkowych osób, choć coś takiego jak selekcja nie istnieje. Po prostu za sprawą jednych pozytywnych ludzi, dołączają do nas kolejni…:) To nie jest już tak, że to są „ludzie z drużyny”. To po prostu biegowi przyjaciele.

Dziękuję Wam, że jesteście i obiecuję jutro dać z siebie wszystko! Z takim wsparciem to po prostu nie może się nie udać:)

Jak się czuję? W tej chwili to wzruszony i szczęśliwy, że Was mam:) A tak na sportowo, to bardzo dobrze. Nic mnie nie boli (no dobra: prawe śródstopie doskwiera od kilku tygodni, ale tłumaczę mu, że odpoczynek jest tuż-tuż i wtedy dam mu się wyleczyć, zgodziło się na taki układ!), wbrew tradycji nie zaatakowało mnie żadne przeziębienie, nawet głowa jest dość spokojna. Ubiegłotygodniowy Buratlon pokazał, że tempo 3:45 jest dla mnie idealnie „komfortowe ale trudne”. Czyli to dokładnie tempo progowe, którym wg Danielsa powinienem pobiec półmaraton. W Gdańsku będzie zając na 1:20 (szacun dla organizatorów!), bo skoro mówicie, że mam złamać 1:21, to ja spróbuję powalczyć o 1:19:59, to by było coś! #OZD, nie ma innego wyjścia. Przecież sam Wam powtarzam, że #NIEMANIEMOGĘ, powinienem się więc też do tego zastosować:)

Start o 10:00, z góry dziękuję za każdego trzymanego kciuka, są na wagę złota!

1 KOMENTARZ

  1. OOoooo-jaaaa-Cięęęę-nie=Mogęęęęę! Wszystko wymiata. Fakt rocks! Alles rockt! Mści się na mnie brak fejsunia! Krasus, ja też trzymam mocno kciuki. Nie złam się, złam to! Jutro biegnę w Twojej intencji oczywiście, oczywiście z zaciśniętymi kciukami. PĄpkinsi dali czadu. Brawa! Jesteście najlepsi!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here