Falenica – z jednej strony świetna zabawa i impreza, na której więcej spotyka się znajomych pyszczków niż obcych gąb, a z drugiej – doskonały trening przed wiosennymi startami ultra. Nigdzie się tak człowiek na treningu nie sponiewiera jak tam na zawodach. Trzy pętle, a na każdej siedem konkretnych podbiegów i siedem szaleńczych zbiegów.

Wynik na tej trasie zależy zawsze od warunków. Jak będzie świeży śnieg albo błoto to o dobry czas trudno. Czasem zaś „Zimowe Biegi Górskie Falenica” zimowe są czysto z nazwy – śniegu brak i jeszcze plus pięć na termometrze. Pierwsza edycja anno domini 2016 była zimowa dokładnie w połowie. Śniegu wprawdzie nikt nie widział, ale właśnie zaczynał łapać konkretny mróz. -12 tego poranka było najniższą temperaturą od dawna.

Trzaskający mróz sprawił, że wspólna pĄrozgrzewka ograniczyła się do zrobienia połowy biegowej pętli, paru wymachów i… schowania się w samochodach. Wychłodzenie się w tych warunkach byłoby bowiem niezbyt roztropnym pomysłem. W ostatniej chwili potruchtaliśmy na start, tam kolejne piątki przybite ze znajomymi i….

Falenica to taktyka

Poszli! „Byle nie przesadzić na starcie”, to najważniejsze. Zawsze są tacy, co przypałują na pierwszych dwóch podbiegach i potem umierają na kolejnym. Czułem w nogach sylwestrową „wiceżyciówkę” już od początku. Starałem się trzymać tempo Beli. Wszak mamy razem Rzeźnika pobiec, nie? Przez jakiś czas biegł z nami jeszcze Piotrek Szrajner. Pierwsze kółko w 12:50. To oznacza tempo na 38:30, poprawa życiówki o minutę! Grubo waćpanowie, grubo.

Tylko że grubo równa się ciężko. Oj, Krasusku, ile zjadłeś kawałków makowca w święta? No na oko tak ze 45. Nie, tam nie jest cztery i pół, tam jest czterdzieści pięć. Do tego pyszne mięsiwa i inne smaczności. Omatkoboskofalenicko, jak to czuć na podbiegach… Na początku pierwszej pętli odpuszczam Beli. Jego plecy powoli mi odjeżdżają…

W Falenicy nie ma lekko

Pieprzony pasek od Garmina zsunął się na brzuch. Kij z pomiarem (choć to byłaby ciekawostka), ale wkurza to po prostu. No irytuje jak sto pińdziesiąt! Walę te podbiegi i zbiegi, klnę na pasek, na prostych też staram się nakurwiać, klnę na zmęczone nogi. No nie jest to dzień na trzymanie tempa na miarę możliwości. Oho, będzie positive splits i to konkretny! Zbieg-podbieg-prosta i tak w kółko. Ta zmiana nie działa dobrze na nogi, bo muszą pracować zupełnie inaczej. Dobrze, że na trasie jest Mirek (w sumie fajnie, że nie dostałeś pakietu, przynajmniej był pĄkibic!), który w jakiś magiczny sposób pojawia się na trasie w różnych miejscach i zwykle trafia w taki czas, gdy jest mi cholernie ciężko. Dzięki Stary za doping, to naprawdę było coś potrzebnego!

A jak nie Mirek, to w głowie pojawia się Zosia, która zapowiedziała mi rano, że mam zapieprzać, że nie ma nie mogę i ogień z dupy jak się patrzy! Parę razy już naprawdę nie mogłem, uda paliły (w 12-stopniowym mrozie czuć ogień – łapiecie to?!), ale jej kilka prostych słów siedzących mi w głowie stawiało mnie do pionu. To naprawdę ciekawe, że takie rzeczy działają. Ktoś znajomy coś nagada i, choć jest setki kilometrów stąd, to działa. To kolejny taki przypadek, że ktoś z daleka potrafi mi dodać sił. Jak nie BOska to MKON, a teraz Zosia. Mam nadzieję, że na najważniejszych zawodach ci wszyscy ludzie zakumulują swoją energię i będzie OZD jak się patrzy.

W Falenicy się zapieprza!

No i ten Mirek. Pojawiał się i znikał. Gubiłem się już w podbiegach i nagle BACH! jest;) Kibicing na tym mrozie to najlepsza forma wsparcia z jaką można się spotkać. No to nie mogłem odpuścić (choć chciałem…). Na dodatek w różnych miejscach czai się Vincec Foto (autor wszystkich zdjęć w tym wpisie), jak mnie złapie, że podchodzę to dopiero będzie… Druga pętla 13:08 – nadal jest nieźle, życiówka powinna być, ale trochę poniżej oczekiwań. No i kończę na 16 miejscu, z czasem 39:20 (poprawa o 13 sekund), o 46 sek. za Belą. Paru Pąpkinsów też robi życiówki, kibicuję wszystkim do samego końca, przez co nie łapię się na samojebki za linią mety;) Jest jeszcze miejsce do poprawy czasu w Falenicy, szczególnie, że Krzysiek Lisak poleciał 37:20 (!!!), jest kogo gonić!

Kolejna edycja już za tydzień, tym razem nie biegnę dychy dwa dni przed, więc powinno być lepiej z siłami i liczę na kolejną życiówkę. Do końca zimowego sezonu chciałbym zejść poniżej 38 minut. Uważam, że są na to realne szanse, ale trzeba poprawić i podbiegi i zbiegi. Na płaskim też przyda się biegać szybciej, hehe.

A na razie, lekko niespodziewanie, znalazłem się na pudle w kategorii M35. Ot, wszyscy pomiędzy Arturem Jabłońskim (zwycięzca – mój rocznik) a mną byli młodsi lub starsi;)

Stats&hints Zimowe Biegi Górskie Falenica 2016 #1
Wynik: czas 39:20; 16/464 miejsce w klasyfikacji open (2/2543 w M35);
Szczegóły na moim profilu na Endomondo.

Warunki pogodowe:
-12 stopni Celsjusza, słonecznie, dość mocny wiatr (ok. 25 km/h).

Trasa:
Trzy pętle, po siedem podbiegów na wydmę na każdej, łącznie 255 m pod górę, sporo zakrętów.

Sprzęt/ubranie:
buty Inov8 Terraclaw 250 (do kupienia w Natural Born Runners);
pĄkoszulka Newline Base Cool Tee (do kupienia w Natural Born Runners);
kurtka wiatrówka Windpack Jacket NewLine (do kupienia w Natural Born Runners);
leginsy Newline Base Winter Tights (do kupienia w Natural Born Runners);
bokserki Brubeck Fitness BX10380 (do kupienia w Natural Born Runners);
koszulka z merynosa z Decathlona;
buffka NIE MA NIE MOGĘ na głowie;
buffka ObozyBiegowe.pl na szyi;
Garmin 910 XT.

3 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here