Chemtrails? Reptilianie? A może UFO w Roswell? Wszystkie te teorie spiskowe to pikuś przy tym, co zawiązało się pomiędzy BO, a MKonem. Oboje są mi bliscy, a tu zostałem wystawiony i wrobiony w ten sposób! Ja nie jestem w ciemię bity, skojarzyłem kilka faktów, ogarnąłem kilka tematów i wszystko wiem, zmówili się! Poczytajcie, czyż nie mam racji?

Z miliona możliwych terminów naszego pływackiego pojedynku na 400 metrów BOska wybrała 25 stycznia (Przypadek? Nie sądzę.). Na początku wydawało mi się, że to nic niezwykłego – ot, dzień jak każdy.

Bardzo zapraszamy jutro na Warszawiankę, około 19 wejdziemy do wody, rozgrzewka, potem buziaki z kibickami i koło 15 lub 20 minut po godzinie 19 rozbrzmi strzał startera i zacznie się Wielka Wojna. Wreszcie dowiemy się, które z nas szybciej pływa na 400 metrów. Właściwie na nic ta informacja nie jest nam potrzebna, ale będzie fajnie;) Przypominam, że każdy chętny do kibicowania powinien wpłacić piątaka na rzecz Kuby, bo przecież wiadomo, że bez charytatywnej zbiórki nie ma opcji. Dla tych, co nie mogą się pojawić na Warszawiance, będzie pewnie mała relacja live na stronie wydarzenia na FB, zapraszam (kliku-kliku).

No ale wróćmy do rzeczy. Pojedynek z BO ustalony na 25 stycznia. Jednocześnie okazało się, że na sobotę-niedzielę (23-24 stycznia – Przypadek? Nie sądzę.) wybieramy się z paroma ludzikami pod Olsztyn dowiedzieć się, czym jest słynna Bania u MKona, który oprócz tego, że jest czołowym polskim triathlonistą, jest jedynym pełnoprawnym zawodnikiem Klubu Sportowego Nie Ma Nie Mogę.

Bania u MKona

W siedzibie Klubu zostaliśmy przyjęciu po królewsku! Domowa pizza, prezenty i świeże ciasto drożdżowe – lubię takie rzeczy. Dołączył do nas sam Prezes KS NIE MA NIE MOGĘ, a po posiłku zapoznaliśmy się z niepozornym budynkiem stojącym w narożniku działki. „Tu nie ma żartów, termometr pokazuje 120 stopni, ale to jego maks, więc jest więcej. Na moje, może i 130.” – zabrzmiało groźnie. „Po sesji sauny walicie w śnieg albo do bani, była skuta lodem, ale zrobiłem przerębel i jest git”

.

Miny nam zrzedły, ale w przedpokoju sauny czekała skrzynka ze zmrożonym piwem i oczywiście Jägerkiem, który jest izotonikiem Działaczy KS NIE MA NIE MOGĘ, co dodało nam odwagi. Skrzynka była też wypełniona świeżym śniegiem przyniesionym przez samego Prezesa Klubu Sportowego NIE MA NIE MOGĘ.

Łubu dubu, łubu dubu,
Niech żyje nam prezes naszego klubu.
Niech żyje nam!
To śpiewałem ja – Krasus

Okazało się, w kolejnych seriach sauny czeka na nas dodatkowa atrakcja. Sam MKon złapał naręcze dębowych witek i zaczął z nimi wyprawiać jakieś tańce. W 120 albo 130 stopniach Celsjusza. Jak ktoś kiedyś był w pro saunie to wie, jak rośnie temperatura gdy mistrz ceremonii robi wiatrak ręcznikiem. Tylko, że taki mistrz ceremonii rzadko bierze potem ten ręcznik i napier… saunujących się po całym ciele. „Osłoń jajka!” to chyba jedyny cytat, który można przytoczyć na szanującym się blogu…

Każdy z nas po kolei wchodził na taką sesję, po czym z niecenzuralnymi krzykami wyskakiwaliśmy w śnieg lub do przerębla. Potem chwila ugrzania w saunie i przerwa na piwko lub Jägerka. I tak ze cztery albo pięć razy. To była przygoda przez wielkie P, a właściwie to chyba C, bo skóra na całym ciele była tak Czerwona, że hoho.

Trzeba przyznać, że było to wyczerpujące, więc zapału do późniejszej kolacji (sam Prezes przygotował makaron!) nikomu nie brakowało. Pałaszowaliśmy aż się uszy trzęsły, przepijając trunkami różnej maści. Jak jednak na sportowców przystało, nikt z procentami nie przesadzał i koło 23 zaordynowano spanie, wszak w niedzielę mieliśmy zrobić basen i ponaddwudziestokilometrowe wybieganie. I tu właśnie zaczyna się historia najważniejsza, proszę więc czytelników o skupienie.

Przypadek? Nie sądzę!

„Ten pokój będzie dla Was, jest z łazienką.” – usłyszałem w odpowiedzi na pytanie o to, gdzie się rozkładać. Przypadek? Nie sądzę… Ale wtedy pomyślałem, że to bardzo miło – łazienka kilka metrów od łóżka.

Noc. Były piwka, więc chce się siku, normalne, nie? Sprawa załatwiona, wychodzę z łazienki i… „KUR….!!!!” usłyszało pół województwa warmińsko-mazurskiego. Łazienka, którą przydzielił nam gospodarz (Przypadek? Nie sądzę!!) położona była 2 cm niżej niż pokój. No kto w nocy zaspany zauważy coś takiego? No kto? Oczywiście w próg trafiłem moim od urodzenia koślawym drugim palcem, który i tak ma w życiu przerąbane, a teraz boli jak sam sk… i ma ciekawy fioletowy znaczek. Boli jak leżę, że o pływaniu, bieganiu czy innych aktywnościach nie wspomnę. A przecież jutro pojedynek z BO, wiadomo jak istotne są szczegóły w pojedynku na najwyższym światowym poziomie, a przecież drugi palec u stopy to nie jest jakiś o, mały detal!

Serio-serio, myślicie, że BO nie miała nic wspólnego z tym, że było dobre zmrożone piwko, że terminy się zgrały, że MKon dał nam akurat ten pokój, że ta łazienka z takim progiem… Idę o zakład, że normalnie łazienka i pokój są na tym samym poziomie, tylko na nasz przyjazd zostało to obniżone.

3 KOMENTARZY

  1. Od razu odpowiem na kilka pojawiających się na FB pytań.
    Że w klapkach do sauny to wiocha – do tej sauny wejście bez klapek może skończyć się oparzeniami stóp. Dziękuję, nie skorzystam.
    Że w gaciach do sauny to wiocha – prosto z sauny wybiegaliśmy w śnieg, sąsiadów MKona trzeba szanować, plus majtochy do dodatkowa warstwa izolująca dupkę od gorąca, a na dupce się siedzi, lepiej jej nie poparzyć.
    Czemu ten koleś ma pół skorupy kokosa na głowie. To czapki, które chronią głowę przed gorącem i przegrzaniem. To naprawdę gorąca sauna.

    • O! Nawet o tym już zapomniałem, ale faktycznie – od początku coś się kroiło. Wiesz, nie od parady mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a każdy wie, że my jesteśmy Bracia, więc…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here