– Siemanko! O, a co Ty tu robisz?
– Trening dziś biegnę.
– Na ile?
– Jakoś 1:20. A Ty łamiesz 1:19?
– Taki jest plan, tak ma być!
– A to pobiegnę z Wami.

Pół minuty rozmowy z Bartkiem i okazało się, że mamy zająca. I to nie byle jakiego! Spory tłok na początku, staram się jako tako trzymać blisko Bartka i raczej być przed nim niż za nim. W razie czego to on mnie dogoni – ja jego nie;) Obok dyszy Radek i paru innych znajomych. No i serduszko moje, czyli JoeY. Po paru kilometrach zorien-towałem się, że Marcina za nami nie ma; w tłumie na Krakowskim się zapodział:( Żałuję tego przeokrutnie, bo liczyłem na wspólny pĄfinisz.

Zając

Na początku po prostu biegliśmy razem obok siebie: ja z przodu, ja z tyłu, zależnie od tego, jak się sytuacja na trasie układała. Trzymaliśmy idealne tempo i wyprzedzaliśmy kolejnych biegaczy. Praktycznie w ogóle nie rozmawialiśmy. Na drugim kilometrze zostałem tylko skarcony za marnowanie energii, gdy chłopakom z Trinergy coś krzyknąłem na temat charczenia i sapania do ucha;)

Co jakiś czas informowaliśmy się o budowanym do 1:19 zapasie i przy Agrykoli padło zdanie „O, tutaj to jak w domu.”. Niesamowite było obserwować, jak z każdym kilometrem Bartek bardziej się wkręcał w mój bieg. Gdy w drugiej części było już ciężko i pod wiatr, próbował mnie osłaniać, choć nie było to łatwe, bo nie byłem w stanie złapać z nim równego kroku i biec bezpośrednio na plecach. Ale cały czas był obok. Gdy był z przodu, oglądał się, czy na pewno jestem. W najtrudniejszych chwilach zagrzewał do walki, a kiedy trzeba było finiszować, dodał porcję motywacji. Dzięki, chłopaku, jestem Ci winien wielkiego steka!

Taktyka

Początek był do bólu rozsądny i spokojny. Pierwszy kilometr w 3:52. Szalone 3:36 w Gdańsku źle się skończyło, więc powtarzałem w kółko: „Nie szarp, nie rwij tempa, daj się wyprzedzać każdemu, kto chce”. Pierwsza piątka z wiatrem, a mimo to zajęła 19:02, o 17 sekund więcej niż 18:45, w które powinienem robić każde pięć kilometrów. Ale wiedziałem, że nie ma powodów do paniki, bo półmaraton to idealny dystans, by biegać go taktyką negative split, czyli przyśpieszając na dystansie. Właściwie już od drugiego–trzeciego kilometra zaczęliśmy wyprzedzać. Powoli – pojedynczych biegaczy albo grupki.

Złapany na ładnym kroku biegowym;) / fot. Sportografia.pl
Złapany na ładnym kroku biegowym;) / fot. Sportografia.pl

Czułem, że kontroluję ten bieg, że wszystko jest tak, jak powinno być. Co nie znaczy, że było lekko! Bieg w tempie półmaratońskim nie jest komfortowy już po paru kilometrach, tu było tak samo. Ale gdy mijaliśmy tabliczkę „10 km” i na stoperze zobaczyłem 37:29, zaledwie o kilka sekund wolniej od atestowanej życiówki na tym dystansie, wiedziałem, że jest dobrze. Straty z pierwszych pięciu kilometrów zostały odrobione, a przy tabliczce 10 km byliśmy idealnie o czasie. Wpadliśmy na matę sporą grupą, w której było paru znajomych. Parę minut wcześniej zjadłem żel Honey Stinger, na punktach odżywczych piłem po łyku wody, bo przy takiej intensywności wysiłku więcej to ja nie przełknę. Wszystko było tak, jak powinno być.

Kibice

Za mostem Ania, przy Stadionie Wero, na Rozbracie różowe dziewczyny – kibice, których się spodziewałem, wyznaczali mi kolejne etapy biegu. Świetnie na mnie takie coś działa, bo widzę przed sobą cel bliższy niż meta: dobiec do punktu kibicowania, dotrzeć na Agrykolę, do mostu, do Łazienek. Kocham biegać po Warszawie! Znam miasto i wiem, czego mogę się spodziewać, co się gdzie wydarzy. Fajne to jest.

Jeszcze po praskiej stronie zaczęły się powoli pojawiać schody. Ból mięśnia, ból ścięgna, coraz większe problemy z oddychaniem. Po swojemu charczałem, dyszałem, sapałem i plułem (ze dwa razy mogłem trafić w Bartkowego buta – PRZEPRASZAM!), ale parłem do przodu. Najtrudniej było w okolicy Agrykoli i w Łazienkach. Fizycznie już tam solidnie cierpiałem, a kalkulowanie zysku/straty do 1:19 było coraz trudniejsze, bo mózg nie był w stanie przetwarzać danych.

A przecież 1:19 to łatwy wynik. Każdy kilometr w 3:45, każda czwórka w 15 minut, a piątka – w 18:45. Niby dodawanie jest proste jak barszcz, ale gdy tętno zbliża się już do 180 uderzeń na minutę, okazuje się to nie być tak proste. Po 15 km zapas do 1:19 urósł do dziewięciu sekund, co przed podbiegiem ulicą Belwederską było niezbędne. W Łazienkach mieliśmy kilkanaście sekund zapasu.

Na podbiegu pojawili się nagle. Pomiędzy mroczkami w oczach zauważyłem Avę i Potasa; próbowałem chyba przybić piątkę, ale nie jestem pewien, czy trafiłem w rękę. Potem niespodziewanie na chodniku była Ola z Belą. Belek zaczął biec obok nas, gestykulował i bardzo głośno krzyczał. Zabijcie mnie, ale nie wiem co. Darł się w niebogłosy i – choć chory i na antybiotyku – biegł koło nas ładnych parę metrów. Wsparcie od biegowego zioma, z którym wylałem hektolitry potu, było mi najbardziej potrzebne właśnie tu, na 1,5 kilometra przed końcem, gdy wypracowany przez 19 km zapas do 1:19 już stopniał. Nikt tak jak on nie wie, jak sapię przy biegu progowym albo na ostatniej kilometrówce. Szczerość i siła tego wsparcia były nie do opisania.

Finisz w zwolnionym tempie

Po podbiegu 100 metrów odpoczynku i słyszę: „Do mety dzida, ja ruszam, a Ty w żadnym wypadku nie zostawaj z tyłu!”. Doskonale znam ten odcinek trasy. Biegamy tam z pĄpkinsami ciągłe i progowe. Ale po chodniku. Teraz pruliśmy środkiem asfaltu, na chodnikach pojawiało się coraz więcej kibiców i nawet niektórzy krzyczeli „Dawaj Bartek!” albo „Ciśnij Krasus!”, ale nie pamiętam nikogutku.

Finisz na pełnej petardzie! / Aleksandra Parkita, Fotolinks.pl
Finisz na pełnej petardzie! / Aleksandra Parkita, Fotolinks.pl

Już widać metę, jeszcze niby tylko kilkaset metrów, ale przy tętnie bliskim maksa te metry upływały tak bardzo wolno… Nie wiem, czy kogoś wyprzedzałem. A może ktoś mnie? Pamiętam tylko, że Bartek biegł obok i krzyczał, że mam cisnąć do końca i walczyć o sekundy, że powtarzał, że jest zajebiście. Jeśli pomiar organizatorów był dokładny, to końcowe 1100 metrów przebiegliśmy w 3:42, co daje tempo 3:20.

Ja wiem, że takie chwile jak te
Nie zdarzają się zbyt często
Takie chwile jak te
To nasze zwycięstwo

Jedna chwila, dwa ujęcia! / fot. Radek Mielec i Sportografia.pl
Jedna chwila, dwa ujęcia! / fot. Radek Mielec i Sportografia.pl

Udało się

Pamiętam nieprzebrany tłum kibiców na ostatnich metrach. Muzyka, wielki rwetes, tłum ludzi, ramiona w górze, pięści zaciśnięte w geście triumfu, być może jakiś krzyk nawet i taka ogromna, nieskończona wręcz radość i duma przepełniające mnie od koniuszków palców u stóp po czubki uszu. Z tego, że znów się udało. Że choć w moim pozasportowym życiu ostatnio działo się bardzo różnie i tak naprawdę pod względem warunków do przygotowań do zawodów był to dla mnie najtrudniejszy okres w życiu – to się udało.

Potykałem się wiele razy, parę razy upadłem i powstałem. W niedzielę skupiłem się na najważniejszym i wszystko zagrało. Od A do Z. Zająłem 93. miejsce w jednym z największych biegów w Polsce – a przecież wystartowało prawie 13 tysięcy osób! Udało mi się tak wszystko ułożyć, by ten dzień był szczytem formy. No i był to I-DE-AL-NIE rozegrany bieg. Bez jednego niepotrzebnego szarpnięcia, bez najmniejszego błędu. Trudny, ale jakże piękny, dokładnie na granicy moich możliwości. Nawet jeśli bardzo bym się starał, nie znalazłbym nic do poprawy. Pracowałem na ten wynik i w 100 procentach wykorzystałem tę pracę.

Stats&hints 11. Półmaraton Warszawski

Wynik: czas 1:18:41; 93/12729 miejsce w klasyfikacji open.

Zapis w serwisie Endomondo: kliku-kliku.

Warunki pogodowe: 10-13 stopni Celsjusza, wiatr około 25 km/h od południa, mocno odczuwalny. Słonecznie.

Sprzęt i ubranie:
spodenki Newline Imotion 2 Layer (do kupienia w Natural Born Runners);
koszulka singlet Smashing Pąpkins (nie do kupienia, NIGDZIE!);
bokserki Brubeck Fitness BX10380 (do kupienia w Natural Born Runners);
rękawki Halfworn w czachy i Smashing Pąpkins (kup na stronie Halfworn);
buty buty Adidas adiZero Adios Boost 2 (przeczytaj recenzję);
skarpety Zero Point;
Garmin 910XT.

Jedzenie/picie:
żel Honey Stinger (do kupienia w Natural Born Runners);
woda na punktach odżywczych.

20 KOMENTARZY

  1. Świetna sprawa. Gratuluję!
    Widziałem Cię przed startem, ale niestety musiałem iść w inne miejsce. Liczę, że kiedyś Cię spotkam i uda się uścisnąć dłoń i zamienić dwa zdania :)

    • Chłopie, KONIECZNIE! Uprzejmie proszę zawsze zagadywać:) Ja niestety nie mam pamięci do ludzi, czasem jest mi przez to aż głupio, więc czasami może być tak, że trzeba się przypomnieć, ale pogadać zawsze warto:)

  2. Miodzio! :) Czytało się tak, jakbyś robił PB na piątkę, mimo tego sapania, etc. Widać, że drzemie w Tobie siła i moc. A za takiego zająca to można się pokroić. Świetnie się złożyło. Zdjęcia oddają emocje, wysiłek się opłacił! Gratuluję! :)

    • Na piątkę sapałbym jeszcze bardziej, dużo bardziej!! Intensywność piątki to coś jak ostatnie 2-3 km półmaratonu, ale od samego początku. Tam to ja jestem mistrzem sapania :D

  3. Jesteś moim sportowym idolem. Podobnie jak Bartek. Obaj macie wielkie serca i cohones do sportu jak stąd do Chin. Piątkę na podbiegu przybiłeś :-)

  4. I takie relacje lubię czytać! Pobiegłeś co chciałeś i to w świetnym stylu, brawo! A twoje ociekające radochą i szczęściem foty z mety zapewne będą promować zawody w roku 2017:)

    Wynik w połówce poniżej 1:20 to już nie przelewki. Na takie bieganie trzeba ciężko zapracować, wielki szacunek za Twoją pracę treningową.

    A historia z osobistym zającem (i to jakim!!!) to już wisienka na torcie. Sam w zeszłym roku miałem podobną sytuację. Znajomy z poziomu 1:20 na połówce, świeżo przed startem wykurował się z choroby i nie był w stanie biec na maxa. Rozprowadził mnie zato na 1:30. Chyba nigdy wcześniej i później już mi się tak dobrze nie biegło zawodów.

    Ps. Zajebista miałeś stylówkę, nawet bez różowych skarpet:)

    • Dziękuję za każde z wielu miłych słów w Twoim komentarzu! Mam kilka ulubionych par skarpet, tym razem wybrałem Zero Pointy, ale niedzielną dychę planuję pobiec w różowych Shut up Legs, mam nadzieję, że będzie kolejna życiówka. Szkoda tylko, że to mała impreza i zapewne takich zdjęć już nie będzie;) Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to zajebiste jest bieganie szybkie, bo człowiek ma taaaaaaaakie właśnie foty. Dla mnie to nie tylko wspaniałe pamiątki, warte powieszenia na ścianę, ale po prostu dobre zdjęcia pokazujące radość, satysfakcję i dumę, jakie odczuwałem na mecie:)

  5. Gratulacje, życzyłabym sobie mieć chociaż ułamek twojej wytrwałości i woli walki :) A z innej beczki twój doping na ostatniej, jakże długiej prostej w czasie Maniackiej w Poznaniu z pewnością nie tylko mi dodał sił. Najgorsza prosta gdy metę widać z 2 kilometrów i to tak blisko a tak daleko, gdy biegnie się już resztkami sił – myślałam że to omamy wzrokowe, a to faktycznie sam Krasus zagrzewa do boju. No to grzech było też życiówki nie zrobić :)

    • Justyna, bardzo dziękuję! Cieszę się, że w Poznaniu udało mi się przekazać Ci część energii. Uwielbiam kibicing, szczególnie taki spontaniczny i niespodziewany, bo tylko jeden biegnący znajomy (a było ich sporo) wiedział o tym, że będę.

      Metę na Malcie to ja muszę przyznać, że całkiem lubię. Finiszowałem tam już trzy razy i jakoś mi pasuje. Choć z drugiej strony czasem faktycznie potrafi się przeokrutnie dłużyć. Niby już widać koniec, ale to jeszcze tak daleko… No i gratuluję życiówki. I życzę kolejnych!:)

  6. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

  7. I watched one of her episodes this morning and it really bugged me when she told a 66 year old man that he could spend $$ on something, but didn’t suggest that he take $4000 from his $45,000 liquid savings and pay off his car. Why doesn’t she tell people to get out of debt when it would be so easy and they have the funds available.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here