– Jak zobaczyliśmy te Pana zdjęcia, to pomyśleliśmy, że to jakaś zupełnie inna rzeczywistość niż ta, z której Pana znamy – zagaiła jedna z osób z TVN24 BiŚ, która wprowadzała mnie na czwartkowe nagranie. Dostałem bowiem zaproszenie do południowego programu „Otwarcie dnia”, bym opowiedział o tym jak fajne jest bieganie, robienie pĄpek i o co w tym wszystkim chodzi (nagranie można obejrzeć TUTAJ).

I faktycznie, to dwa zupełnie różne światy. Jest jeden – ten powszechny, w godzinach pracy. Od 2009 r. pracuję jako „analityk”, czyli osoba, która coś wie i potrafi to przekazać. Piszę artykuły, robię jakieś różniaste tabele i zestawienia, odpowiadam na zapytania dziennikarzy, chodzę do radia, telewizji – takie połączenie dziennikarza i PR-owca, bo moja praca jest po to, by budować wizerunek firmy, dla której pracuję. Nie muszę na szczęście na co dzień chodzić w garniturze, ale jak przyjeżdża kamera, to koszula i marynarka zawsze są w pogotowiu. W telewizji i radiu bywam regularnie od wielu lat, w TVN-nie mnie dobrze znają, a ja czuję się tam jak u siebie.

Moja służbowa obecność w mediach budzi czasem zdziwienie u sportowych znajomych, którzy nagle zauważą, że tamten Marcin Krasoń, to ten Krasus.

NBR Camp, co to był za wyjazd! / fot. Bela Belowski
NBR Camp, co to był za wyjazd! / fot. Bela Belowski
Różowi w akcji / fot. telefon Błażki
Różowi w akcji / fot. telefon Błażki

Bo przecież oni znają drugą, jakże inną rzeczywistość. Tę, w której pracuję na pół etatu, bo treningi i ich otoczka spokojnie zajmują 20 godzin w tygodniu. To świat, gdzie największą radochę sprawia mi mapa w ręku, błotnisty leśny dukt, kilkukilometrowy podbieg, sześć kilometrówek na Agrykoli czy osiem godzin na trasie w górach. Świat, gdzie jest radośnie i różowo, gdzie faceci zakładają różową bluzę i nijak nie sprawia to, że są mniej męscy, a wręcz odwrotnie. Świat, gdzie robi się pĄpki, ma zakwasy w policzkach od śmiania się i śpiewa „Eeeeeeeeeeemigrowałem” aż do zdarcia gardła. Świat, gdzie czasem na mecie płacze się ze szczęścia, a czasem rzuca kurwami w złości.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski - jeden z najbardziej niesamowitych dni w moim życiu / fot. Ultralovers
Zimowy Ultramaraton Karkonoski – jeden z najbardziej niesamowitych dni w moim życiu / fot. Ultralovers
Triathlon Chodzież i obowiązkowe pĄ przed metą / fot. Bikelife
Triathlon Chodzież i obowiązkowe pĄ przed metą / fot. Bikelife

W zasadzie to każdy z nas ma dwa światy, a właściwie to i więcej. Bo jesteśmy sportowcami, pracownikami, ale przede wszystkim ludźmi. Kochamy, nienawidzimy, żyjemy. Każdy po swojemu. Oczywiście światy te mogą być bardziej lub mniej niestandardowe i nieoczekiwanie od siebie różne, bo o ile niczym zaskakującym nie jest fakt, że w firmie prawie każdy coś tam sobie truchta lub chodzi na siłownię, to zamarznięte zdjęcia z tegorocznego ZUK-a to już faktycznie inna rzeczywistość, szczególnie jeśli zestawi się je z zimą, jaka w tym roku była w Warszawie. Faktem jest, że pozasportowo jesteśmy często innymi ludźmi i czasami poznawanie takiego drugiego czy trzeciego człowieka w człowieku może być naprawdę ciekawe.

3 KOMENTARZY

  1. Żeby jeszcze faktycznie „każdy coś tam robił”… ale ad meritum – u mnie jest ostatnio takie myślenie: czy to wypada? Czy osoba na stanowisku X może jeszcze zarzucać fejsa swoimi przepoconymi T-shirtami, albo i ich brakiem?

    • Kuba, to dobrze postawione pytanie, na które chyba.. nie ma uniwersalnej odpowiedzi. Bo wiesz, każdy ma swoją granicę ekshibicjonizmu internetowego. I ciężko powiedzieć, czy kierownikowi wypada, a dyrektorowi już nie?;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here