Tak, wiem, że nie ma takiego słowa jak rekonesansować.

Według internetowego Słownika Języka Polskiego rekonesans to:
1. sprawdzenie, wstępne rozeznanie;
2. rozpoznanie stanowisk i sił nieprzyjaciela na jakimś terenie.

Gdyby istniał Słownik Języka Pą, zapewne wyglądałoby to mniej więcej tak:
1. Wyjazd w góry na trasę zawodów ultra połączony z degustacją trunków wszelakich, śmianiem się do rozpuku (głównie z siebie) i zakwasami w policzkach oraz brzuchu.

Na pĄpkinsowych rekonesansach biega się po górach, bo się je kocha. Zatrzymuje się na polanie i leży piętnaście minut podziwiając widok. Robi się postój na szczycie by porobić durne zdjęcia. Śmieje się w biegu i na postoju. Śpiewa, tańczy i macha rękoma ze szczęścia.

Na zawodach nie ma czasu na podziwianie widoków albo zasłaniają je mroczki przed oczami, po to właśnie jest rekonesans. Ale to tylko górska część pĄrekonesansów. Jest też ta druga.

Są takie momenty, których opisać się nie da. Dowcip sytuacyjny ma to do siebie, że jest nie do opowiedzenia i nie do powtórzenia. pĄdrużyna osiągnęła w tym mistrzostwo. Nie będę nawet próbował wyjaśnić Wam, na czym polega zjedzenie łyżki kiełbasy, po co komu karzeł, jak palić e-papierosa w różowym ręczniku, jak świat przemierza Januszek i dlaczego wspólne jedzenie kabanosów nad Wisłą jest tak ważne. Po dwóch weekendach pĄrekonesansów (tydzień temu Beskid Mały przed Beskidzkim Toporem, a teraz Bieszczady przed Biegiem Rzeźnika) mam klasycznego doła związanego z powrotem do rzeczywistości. A przecież wciąż żywe są wspomnienia ZUK-a i afterparty po Półmaratonie Warszawskim, które było najbardziej pĄimprezą w historii świata i okolic.

A gdyby tak piznąć wszystko i kupić sobie Bieszczady, huh?

Ale do rzeczy, to ma być wpis przydatny dla tych, którzy biegną Bieg Rzeźnika. Właściwie wyszedł z tego miniporadnik dla rzeźnickich debiutantów. Jako Natural Born Pąpkins, czyli połączenie NBR Teamu i Smashing Pąpkins biegnę już drugi raz. Rok temu startowałem w miksach z BO, tym razem moim partnerem będzie Bela „Mistrz Polski Lavaredo” Belowski, z którym od prawie roku regularnie biegam. Para z nas mocna, nieźle zgrana, zbierająca doświadczenie, szykuje się przednia zabawa:)

Bieg Rzeźnika – trasa

Rok temu warunki na trasie były niemal idealne. Sucho, tylko w paru miejscach błoto, w czasie biegu bez atmosferycznych niespodzianek. W ostatni poniedziałek na Połoninie Wetlińskiej złapała nas burza, ulewa, nie zabrakło też gradu. Do takiej sytuacji może dojść też w piątek 27 maja. Ścieżka na połoninie była wówczas rzeką, a każda nierówność terenu pokryta była bardziej lub mniej śliskim błotem. Nie zliczę, ile razy padło „O k…! Ale bym się wyrżnął!”, konkretnych gleb też nie zabrakło. W czasie biegu, po 30, 40 czy 60 kilometrach napierania stabilizacja i koncentracja będą osłabione i takich gleb może być większe.

Z tego odcinka, który przebiegliśmy (Małe Jasło-Cisna i Smerek-Ustrzyki Górne), warto zwrócić szczególną uwagę na podejście na Małe Jasło. Miejscami było tam tyle błota, że chyba trzeba byłoby mieć raki na nogach. To będzie 33-36 kilometr, trochę już w nogach czuć, podejście zapowiada się na naprawdę ciężkie, nie sądzę, by tamto błoto zniknęło. Zbieg z Caryńskiej też łatwy nie będzie. To sama końcówka Rzeźnika, próbuje się tam cisnąć do mety, a przyczepność miejscami w okolicy zera.

Trasa biegu prowadzi też trochę po szutrach, a nawet po asfalcie, ale absolutna większość to bieszczadzkie szlaki, czasem wąskie single tracki. Nie brakuje też bardzo niewygodnych i trudnych technicznie kamienistych ścieżek, z ostrymi kamulcami wystającymi z ziemi.

Bieg Rzeźnika – sprzęt

Jakie buty? Na największym błocie najlepiej sprawdziłyby się chyba Inov8 Mudclaw. Moje Terraclawy, choć bieżnik mają niczego sobie, kilka razy mi trochę odjechały. Ale i tak w nich pobiegnę, bo nie ma już czasu na eksperymenty.

Wiem też, jakie skarpety założę. Przetestowałem nowość, szwedzką markę Seger, ich model Running Mid Trail jest wg mnie kapitalny! Dotąd moim nr 1 były Inov8 Race Ultra, Segery je doścignęły, acz jeszcze nie rozstrzygnąłem, czy prześcignęły! Są elastyczne, a jednocześnie dobrze trzymają stopę, nie zwijają się i nie robią odcisków.

Na górę tak jak rok temu, spodenki Newline Imotion 2 Layer, koszulka Newline Base Cool Tee i rękawki Halfworn. W plecak wiatrówka na w razie czego i buffka na głowę w razie słońca dużego.

Nie zdecydowałem jeszcze, czy założę stuptuty. Podczas biegania w ten weekend raz kamyk wpadł mi w buta i musiałem się zatrzymać. To argument za tym, by ochraniacze mieć, więc raczej na tym się skończy, wszak oszczędzanie czasu to priorytet.

Wciąż waham się nad kijkami. Sporo dają na podejściach, ale nie mam jeszcze umiejętności, by wykorzystać je na zbiegach, mogą więc przeszkadzać.

Na pewno zabieramy linkę holowniczą (opisała ją ostatnio BO), sprawdziliśmy to z BB w poniedziałek i opracowaliśmy nawet takie podpięcie, że możemy się zmienić w roli wołu pociągowego bez przepinania karabinków. Działa!

Bieg Rzeźnika – jedzenie

Też testowałem, a jakże. Jedyną nowością są batony Miodowy Kłos, które ostatnio znalazłem w pobliskich delikatesach w zabójczej cenie 4,55 zł. Mają około 350 kcal, doskonały skład i są bardzo smaczne. Jedyna ich wada to opakowanie, które niewygodnie się otwiera, muszę więc urządzić im przepak. Do tego ulubione ostatnio żele Honey Stinger (do kupienia w NBR), chałwa i batony Chia Charge. No i owoce oraz inne bogactwo punktów odżywczych (w zakresie ograniczonym czasowo, bo cięcie czasu to jeden z naszych priorytetów).

Dużo tego jedzenia, bo też wysiłek jest solidny, ponad 9 godzin napierania, sporo kcal się zużyje. Warto to jak uzupełniać jak tylko się da. No i ładowanie węglowodanami przed biegiem. Moja taktyka na ultra to jedzenie w opór już dwa dni przed. Pozwalam sobie wtedy nawet na kilka makaronów, pizzę, słodycze, lody ciastki i wszystko inne co najlepsze.

Było biegane..:) / fot. Bela Belowski
Było biegane..:) / fot. Bela Belowski

Podczas biegu jedzcie i pijcie jak najwięcej. Jeśli wydaje Wam się, że dużo jecie, to przypominam, że zwycięska para rok temu zjadła łącznie 49 żeli energetycznych, a bieg zajął im 8:22. Zakładając, że jedli mniej więcej po równo, to oznacza, że każde z nich jadło żel co 20 minut. Bieg Rzeźnika to wiele tysięcy kalorii, im więcej organizmowi dostarczycie, tym lepiej. Jedzcie i pijcie. I jeszcze trochę jedzcie.

Bieg Rzeźnika – taktyka

Negative splits to jedyna słuszna taktyka na ten bieg. Zbyt mocny początek oznacza praktycznie pewną odcinkę potem. Im spokojniej się zacznie, tym lepiej. Czas na wyprzedzanie jeszcze będzie. Rwanie tempa i szarpanie nie prowadzi do niczego dobrego.

Bieg Rzeźnika to cztery podbiegi i cztery zbiegi. Zachowanie sił na ostatni etap (słynna Połonina Caryńska) jest kluczowe. O tym jak zaplanować bieg ultra pisał kiedyś Tri Szerpa, zachęcam do kliknięcia o TUTAJ. Warto sobie rozpisać międzyczasy (np. w dwóch-trzech wersjach – bardziej i mniej optymistycznych).

NBR Team w akcji:) / fot. Bela Belowski
NBR Team w akcji:) / fot. Bela Belowski

Aha, na pierwszym etapie, jak jest pod górkę, to warto iść i oszczędzać siły, ewentualnie podbiegać na lekkim nachyleniu, o ile wciąż jesteśmy w strefie komfortu.

Bieg Rzeźnika – punkty odżywcze/przepaki

Jest ich kilka, ale pamiętajcie, że każde pięć minut spędzone tam to pięć minut później na mecie, dodatkowo mogą się Wam zastać mięśnie i wówczas ruszenie będzie jeszcze trudniejsze. Skracajcie więc ten pobyt do minimum. Jeśli będzie ciepło, to koniecznie trzeba uzupełniać picie, ale należy się do tego przygotować. Do punktu dobiec z przekręconym na przód plecakiem i odkręconym bukłakiem. Szybka wlewka, można w rękę złapać owoc albo czekoladę i dzida do przodu. Rok temu z BO na trzech punktach odżywczych spędziliśmy 6 minut i 23 sekundy, tylko sześć na siedemset par (!) było od nas lepszych.

Chyba, że ktoś bieg traktuje rekreacyjnie. Wtedy polecam goszczenie się na punktach do woli, a naprawdę mają niezłą ofertę gastronomiczną. Oby tylko zmieścić się w limitach czasowych, bo z brzuchem pełnym piwa i chleba ze smalcem może nie być łatwo;)

A jak ktoś nie czytał ubiegłorocznej relacji, to obowiązkowo klika TU. Naprawdę warto.

Można też rzucić okiem na ogólny poradnik dla ultradebiutantów: KLIKU-KLIKU.

Widzimy się w Komańczy!:)

9 KOMENTARZY

  1. Cześć
    Powiedz a jaką byś przyjął taktykę na Rzeźnika na raty ? W zeszłym roku zaliczyłem Rzeźniczka i wiem co mnie czeka… mniej więcej :) ale to pierwszy bieg etapowy. Traktuje go jako rekonesans … przed Rzeźnikiem .

    • Tomek, myślałem o tym w czasie biegania w ten weekend. Przede wszystkim spokojnie zacząć i się nie zarzynać. Pierwszy dzień spokojnie, drugi lekko mocniej, trzeci już w pałę:) No i kluczowa jest regeneracja – dużo snu, masaż, rolowanie, rozciąganie i dobre jedzenie.

  2. Ach, rozmarzyłam się i mi się zeszłoroczny Rzeźnik przypomniał :) Dzięki systemowi par ten bieg jest nie do pobicia pod względem atmosfery i wrażeń. Ale z tym błotem to będziecie mieć ciekawie – wygląda na to że rok temu Bieszczady były dla nas bardzo łaskawe :) No i zaciekawiły mnie te skarpety – gdzie się je kupuje, bo szukam niezawodnych gdyz moje niezawodne już mi się przecierają ;-)

  3. Widziałem że koleżanka miała plecak Grivel-a. Jak się sprawdza bo przymierzam się do kupna i waham się miedzy nim a inov-8 race ultra

  4. Plecak Grivela bardzo fajny. Można go idealnie dopasować dzięki regulacji na ramionach i w pasie. Ma mnóstwo kieszonek i jest bardzo pojemny. Bukłak 1,5l wszedł bez problemu. Nie testowałam jeszcze kieszonek na bidony z przodu, ale to może być lepsze nawet niż bukłak.

    • Grivel pakowny, lekko usztywniane kieszenie bardzo fajnie stabilnie trzymają batony. Zrobiłem z nim póki co 2 50-tki – nie licząc innych wybiegań i wycieczek – jedyne co – na drugiej lekko obtarł mnie w szyję. Pakowny – oprócz bidonów mnie spokojnie weszło 5 żeli, 2 batony, wiatrówka, rękawiczki, rękawki, NRC i jakieś drobiazgi. Na zimowe wybiegania zdarzało się wrzucić jeszcze więcej rzeczy, łącznie z raczkami – tyle że wtedy wiatrówka lądowała już na uprzęży.

      W sumie poza kurtką praktycznie wszystko dostępne bez ściągania plecaka, przytroczone z tyłu kijki też spokojnie można ściągnąć. Porównując z kolegi Dynafitem Enduro – w Dynaficie dużo bardziej dyndają bidony.

      Ja mam wrażenie, że warto np. na podbiegach poluźnić pasy – lepiej się oddycha; na zbiegu dociągnąć. Poza tym generalnie nie zauważam, że go niosę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here