„Świadomość własnych niedostatków to klucz do rozwoju.” – wiem, że nie wszystkim podobała się książka Chrissie Wellington „Bez ograniczeń”, ale u mnie trafiła na takie dni, że przypasowała mi bardzo. Zacytowane na wstępie słowa Chrissie specjalnie sobie zanotowałem, bo w dużej mierze oddają moje podejście do uprawianego sportu – szukać słabych punktów i pracować nad nimi.

Regularni czytelnicy wiedzą, że nie jestem zadowolony ze swoich występów na tegorocznej Monte Kazurze (edycja pierwsza i druga). Szczególnie zawiedziony byłem swoją postawą na zbiegach, na których czołówka objeżdżała mnie jak furmankę. Przyglądałem się więc lepszym i próbowałem wyciągać wnioski. I oto jest tak, że na szybkie zbiegi są dwie metody.

  • Długie susy poddające się grawitacji – biega tak Krzysiek Dołęgowski. Ale to dla mnie ryzykowna zabawa. Nie mam (jeszcze!) tak mocnych nóg jak Krzychu, na dodatek jest to w mojej ocenie bardziej ryzykowny sposób, bo łatwiej np. o skręcenie kostki.
  • Krótkie kroki na bardzo wysokiej kadencji – tak zbiegał Daniel Sałaciński gdy załatwił mnie na cacy na pierwszej edycji, tak radzi sobie też Bela Belowski, któremu przyglądałem się już podczas majówki w Bieszczadach.

Ze względów opisanych powyżej wybrałem drugą metodę i zacząłem zastanawiać się, jak dodatkowo nad nią pracować. Jasne, biegi terenowe, krosy aktywne itd., ale może coś jeszcze? Problemem jest szybkie przebieranie nogami, moje po prostu nie dają rady. No to trzeba nad tym pracować, najlepiej podczas przemieszczania się w dół:)

Voilà, przecież pracuję na dziewiątym piętrze, każe piętro to 22 schody, łącznie więc mamy 198 schodków, to już dość, by podrobić na wysokiej kadencji. Przestałem więc korzystać z windy przy transporcie w dół. Starałem się pilnować jak najwyższej kadencji przy zbiegu (nie korzystałem przy tym z barierek), ale przez pierwszych kilka dni czas zbiegu był zawsze taki sam – 1:06.

Gdy byłem już bliski myśli, że to nie ma sensu, wyszło 1:04. Potem znów 1:04, ale kolejnego dnia 1:03 i 1:02. Wczoraj opuściłem fabrykę w jedną minutę i wiedziałem, że ma to sens. Dzisiaj owe dziewięć pięter zajęło mi 58 sekund! HELL YEAH! Nogi faktycznie przebierają szybciej i choć osiem sekund to tyle co nic, to tak naprawdę jest to kilkanaście procent, czyli całkiem spory postęp:)

58 sekund!
58 sekund!

Po co Wam to piszę?

By zwrócić uwagę, że warto szukać słabych ogniw i je wzmacniać. W amatorskim sporcie mamy masę punktów, które pomogą nam poprawić wynik, a nie są sensu stricto treningami danej dyscypliny. Pracujemy nad mięśniami brzucha, by szybciej biegać, robimy pĄpki by szybciej pływać i zbiegamy dziewięć pięter, by lepiej radzić sobie na Caryńskiej zbiegach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here