Nic nie widzę. Kompletnie nic! Ciemność, czerń taka jak w czarnej dupie! Ten głupi Krasus zapakował mnie pod tri-strój i piankę zamiast wziąć jakoś przymocować do czepka, żebym świat widział i nawigować mógł. Mówi, że na plecach będę stawiał najmniejszy opór hydrodynamiczny. Siedzę więc pod tą pianką, gdzieś w okolicy dołu pleców (w sumie to mogło być gorzej) i czekam. Powiercę się trochę, pouwieram go, skurczybyka, za karę.
Słyszę przytłumione odliczanie. 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4… jak to, już? Dlaczego oni ruszają na trzy, a nie na START?! Ech, ci trajlończycy. Włączam mojego malutkiego garminka, kładę się Krasusowi na plecy i, machając grzywą, próbuję pomóc.

Ale co to, kurka felek, jest? Tu kop, tam chlast, co za napiżdżanka w tej Brdzie! Co chwilę ktoś po nas przepływa, ktoś blokuje, ktoś uderza. No takiej wirówki to chyba jeszcze nie widziałem, a to przecież nasz czwarty wspólny sezon. 200 metrów za nami i dopiero zaczyna się luzować. Krasus chyba trochę otumaniony tym wszystkim, bo płynie jakoś tak opornie. Bez rytmu i techniki porządnej. Nie będzie dobrego wyniku :/

Nawrotka, zrobiło się trochę miejsca. – Chłopaku, może byś tak przyśpieszył? Nie przyjechaliśmy tu na wakacje, tylko napierdzielać! – krzyczę spod tej pianki, ale nie wiem, czy mnie słychać w ogóle, bo tumult kibiców nad Brdą jest NIE-SA-MO-WI-TY! Lekko jestem przyduszony, trochę brakuje mi powietrza, ale jest jaranko. Herr Krasus nareszcie nabrał prędkości, rach-ciach wyprzedza, skacze od nóg do nóg. Szkoda, że nie płyniemy jeszcze kilometra, bo pewnie byłoby dużo lepiej.

PŁYWANIE: 16:35; msc 261/974 (26,8%)

Wybiegamy z wody, szybko rozpięta pianka. Dawaj, chłopaku, gazu, ale, ale, ALE! ŁOD E FAK?! Dlaczego ja leżę na ziemi? Dlaczego depczą po mnie ludzie? Halt, STOP Krasusie, wracaj tu po mnie! Specjalnie mnie wyrzuciłeś, chamie niemyty?!

– No Pimpula, po co wyskakujesz, zaczekaj chwilę – słyszę. Krasus podnosi mnie z gleby, łapie w zęby i pędzimy do T2. Pianka zdjęta sprawnie, pora wskakiwać na Celinkę i pokazać, że „plastikowy stwór” na lemondce wcale nie przeszkadza w osiągnięciu dobrego czasu.

STREFA ZMIAN T1: 2:44; msc 93/974 (9,5%)

Jezzzzzzzzu, tu też taki tłok? Wybiegamy z Łuczniczki w 15 osób. – Panowie, ale nie draftujemy, dobra? – krzyczę popiskując, ale nie wiem, czy ktoś mnie słyszy. Mój szofer rusza dość spokojnie. Czy czasem nie za spokojnie? Obok nas przejeżdża Kermit zwany Runeatem. Krasusie, dość obijania, przyśpieszaj! Nic z tego, na pierwszym podjeździe spokojnie wcina żel (Tej, koleś, tylko Celinki miodem nie upaćkaj!) i dopiero potem powoli układa się na lemondce.

Mija może pięć minut i łapiemy to. OŁ MAJ GAD, jak bardzo.

Takiego floł na rowerze jeszcze nie grali. Kilka razy sprawdzam, czy mały garminek na pewno dobrze pokazuje parametry. Moc 260-270 watów, tętno 165 uderzeń, uśmiech od ucha do ucha, a prędkość cały czas ponad 40 km/h. To pełne koło to chyba faktycznie działa. Coś czuję, że kolega Krasus będzie musiał wyłożyć te kilka tysięcy i sobie kupić, hehe.

Na zjeździe zegarek pokazuje ponad 60 km/h, jabadabaduuu! Z radości przekręcam się głową w dół i prujemy sobie tak przez Bydgoszcz. Ale co to? Dlaczego za nami jedzie 20 albo 30 osób? ŁOD E FAK?! Panowie, tu nie ma draftu, wypierd…! Z naprzeciwka też tramwaje jadą, jeden nawet za dziewczyną. To już jest naprawdę TAK CHOLERNIE SŁABE. Draftować za dziewczyną? Ja wiem, że to Ewa i jazda za nią to czysta przyjemność, ale chłopaki, miejcie odwagę zaprosić ją na wspólny trening, a nie tak się podczepiacie, co? PARÓWY!

A my swoje waty. Kokodżambo i do przodu! Krasus mówił przed zawodami, że to nie jest priorytetowy start, ale po tym jak ciśnie wnioskuję, że jednak zależało mu na dobrym wyniku. W sumie nic dziwnego. Bydgoszcz to trochę jego miasto. Pierwsze tanie wina na Wyspie Młyńskiej, trzy lata w internacie i inne przyjemności z życia 17-latka.

Ulubione miejsce to zawrotka przy Łuczniczce. Tłumy kibiców, masa znajomych, pięknie! Śpiewając pod nosem w kółko „Jedwab”, Krasus nie wszystkich nawet zauważa. Mam nadzieję, że podziękował im po zawodach za doping, to było FANTASTYCZNE! A ja spoglądam na swojego minigarmina i nadal nie wierzę. Celowaliśmy w złamanie 1:10, a wygląda na to, że uda się zmieścić poniżej 1:09. Pięknie, brawo, PIMPIIIIIIII!

ROWER: 1:08:26; msc 23/974 (2,4%)

Koleżko, ale mógłbyś już ogarnąć bieganie bez skarpet. Ja wiem, że Grochy Mocy dodają 10 pkt do stylówy, ale tracisz przez nie czas. HEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ, Gościu, zapomniałeś o mnie, jeszcze bieg, ja też chcę! ŁOD E FAK?! Znów mnie zrzuciłeś na glebę? Jak dobrze, że Artur tu jest… Dzięki Art za podanie mnie temu gamoniowi.

STREFA ZMIAN T2: 2:07; msc 187/974 (19,2%)

1:29 po rowerze? Brzmi jak byśmy mieli szanse na 2:10, ale trasa jest wydłużona o 400 metrów, więc chyba skończy się na 2:11… Ruszamy do biegu. Ej no, tu też oszuści?!

– Kolego, nie oszukuj, nie ścinaj zakrętów po trawniku!
– Nie czepiaj się, też tak możesz robić!

Serio? Bardzo nie pozdrawiamy kolegi, który oszukiwał. Wstydź się, chłopaku, niech do Ciebie Święty Mikołaj w tym roku nie przyjdzie, o!

Pierwszy kilometr w 3:58, drugi w 3:55. Krasusie, ale przyśpieszysz, prawda?

Trzyma mnie w dłoni i miota mną jak szatan, bo 3:45-3:50 (nareszcie szybciej przebiera nogami) to żwawe tempo. Widzę, że nogi ma jak z betonu, ale zagryzł zęby i nie odpuszcza. Pod nosem już nie śpiewa. Słyszę „Nie odpuszczę. Dla Alicji. Nie zwolnię. Dla Alicji”. Lekko zgłupiałem, ale sprawdziłem szybko na Fejsie, że nasz występ dedykowaliśmy 5-letniej Alicji z Bydgoszczy, która choruje na wredną mukowiscydozę. Oby stało się z nią to (z tą mukowiscydozą, nie z Alą) to samo co z draftującymi parówami – niech idzie w pizdu!

=== === ===
A pieniądze dla Ali nadal możecie wpłacać:
MATIO Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
ul. Celna 6
30-507 Kraków
Nr konta: Bank BPH S.A. 36 1060 0076 0000 3200 0132 9248
Z dopiskiem „Dla Alicji Kamińskiej”
=== === ===

fot. Patrycja Pietrzak / Maratomania.pl
fot. Patrycja Pietrzak / Maratomania.pl

Po kilku kilometrach beton w nogach chyba odpuścił, bo koleżka Krasus przyśpieszył i zaczął wyprzedzać (najpierw jeszcze mamrotał coś o cholernej kolce, ale po 2-3 minutach minęła). Na celownik wystawiał kolejnych kolegów. Najpierw gonił Radka, którego strój startowy Trinergy był rozpoznawalny z daleka, a potem dostrzegł Mariusza, z którym w Żninie parę miesięcy temu walczył o wygraną w M30 na 10 km. Obu udało się dogonić. Na końcu pierwszej pętli kolejna fantastyczna dawka energii od kibiców, acz trzeba przyznać, że poza okolicą startu/mety z kibicami w Bydgoszczy jest fatalnie. Właściwie to ich nie ma. Czterystutysięczne miasto, ładna pogoda i takie pustki. Szkoda, bo to piękna i doskonale zorganizowana impreza, z niepowtarzalnym pływaniem, fajnymi trasami rowerową i biegową oraz genialną strefą zmian w hali Łuczniczka. Mamy nadzieję, że bydgoszczanie w końcu się ogarną i odkryją urok kibicingu.

Ja tu sobie rozmyślam o kibicowaniu (szkoda tego Nowego Jorku, Ziom…), a Krasus ma tylko kilometr do mety! O, Bartek Wiśniewski nas dogonił. Siema – No siema! Dogonił i… zwolnił. Ważne, że się przywitał ;) A może to Kras przyśpieszył, bo to już coraz bliżej końca? Jeszcze udaje się wyprzedzić kogoś. Ostatnie 200 metrów. Widać w oddali jednego zawodnika.

– Kras, nie kozacz, nie dogonisz go. Strata jest za duża.
– Ja nie dogonię? Posssszymaj mi piwo.
– Daj spokój.
– Ogień z dupyyyyyyyyyy!

A nie mówiłem? Nie dogonił.

BIEG: 41:37; msc 15/974 (1,5%

ŁĄCZNIE: 2:11:29; msc 21/974 (2,2%); msc w M35 4/217 (1,8%)

=== === ===

Od Krasusa

Tak, wiem. Gdyby nie Pimpuś, prawdopodobnie byłbym drugi w M35 (29 s straty do trzeciego i 31 s do drugiego). Trochę uwierał w piance, dwa razy mi wypadł i musiałem się wracać, w zamotaniu nie było mi go łatwo zakładać na lemodkę i zdejmować z niej, a w trakcie biegu nie pomagał.

Ale przecież marzenia się spełnia, nie? Skoro chłopak marzył o starcie w tri, to nie mogłem mu odmówić. Jakim byłbym przyjacielem?

Pamiętajcie, że zrobiliśmy to dla Alicji, a za rok startujcie w Bydgoszcz Triathlon. Warto.

MATIO Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
ul. Celna 6
30-507 Kraków
Nr konta: Bank BPH S.A. 36 1060 0076 0000 3200 0132 9248
Z dopiskiem „Dla Alicji Kamińskiej”

Wykorzystane ubranie i sprzęt:
– tristrój Huub Go Poland;
– opaski OS1ST #niemaniemogę;
– pianka BlueSeventy Fusion;
– okulary Zoggs Predator Flex;
– rower: Cervelo P3; koło P: DT-SWISS 55 mm, T: dysk FFWD, szytki Continental;
– buty kolarskie SIDI T-3 Air Carbon Composite;
– kask Bontrager Ballista;
– buty biegowe New Balance M1980BG Fresh Foam Zante;
– pasek na numer Compressport;
– zegarek Garmin 910XT.

Odżywianie:
– na rowerze rozrobione z wodą pół na pół izotonik Isostar i BCAA ALE (0,7 litra), jakiś batonik (nie pamiętam nazwy) oraz dwa żele Honey Stinger (kup w Natural Born Runners);
– na biegu kawałek pomarańczy i jeden żel SIS GO.

 

 

9 KOMENTARZY

    • Heheh, to nie było takie proste. No kurde, ludzie biegną w amoku zdejmując te swoje pianki, a ja pod prąd między nimi przy glebie zbierając spod ich stóp Pimpola! #przyjaźńponadwszystko

  1. Pimpus rządzi :) wynik megasurrealistyczny ( oczywiscie dla mnie ) kasa wplacona , tak jak mowilem , zadowolony z mojego startu w NIeporecie ” bez parówingu ” odpowiednik mojego czasu :) 25.60 :) POzdo i czekam na dalszy ciag opowiesci o zakupie Celiny

  2. Fajnie opisane ;) Przelew poszedł, drobna cegiełka, mam nadzieję, że uda zebrać się wyzaczoną kwote! Pozdrawiam ;)

  3. Gratuluje Pimpus startu w tri! upadles, ale wstales mocniejszy, o czym swiadczy chocby wynik! No i jeszcze bardziej gratuluje takiego przyjaciela, zafundowal wielka walke I spelnienie marzen:) on ma kontuzje, ale ty nie spoczywaj na laurach! :D

Pozostaw odpowiedź Sergiusz Sobczyk Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here