„Ale miałeś dzień konia na Półmaratonie Warszawskim”, „Miałeś dobry dzień na Rzeźniku!” – takie zdania usłyszałem w ostatnich miesiącach kilka razy. I nie za bardzo je rozumiem, bo często wypowiadane są tak, jakby ów mityczny dzień konia był przypadkiem.

A tymczasem przypadku w tym jest niewiele. Już dziś mogę powiedzieć, że kolejny dzień konia będę miał 20 sierpnia (1/2 IM podczas zawodów PolskaMan w Wolsztynie), a następny – 22 października (Łemkowyna Ultra Trail, dystans 70 km). I to koniec. Cztery takie dni w całym roku, bo mam cztery najważniejsze starty, takie o najwyższym priorytecie. Nie da się wiele więcej wyciągnąć, nie można co dwa albo trzy tygodnie być w szczytowej formie.

Formie, która nie powinna być przypadkiem. Formie, na którą mamy wpływ i mądrze trenując, powinniśmy wypracować ją właśnie na TEN DZIEŃ. Składowych sukcesu jest kilka. Według mnie trzy najważniejsze to: zdrowie, forma sportowa i przygotowanie mentalne.

Bądź zdrów

Życie ambitnego sportowca amatora to ciągłe balansowanie na granicy zdrowia. Zmuszamy swoje organizmy do wysiłku po to, by być lepszymi, by osiągać postawione sobie cele. Zdrowe odżywianie i odpowiednia regeneracja rekompensują niszczenie organizmu, jakie fundujemy sobie na treningach. Trzeba zachować równowagę. Ale przed najważniejszymi stratami warto zadbać o siebie jeszcze bardziej. Kompletnie nie ma wtedy już miejsca na epicki melanż z kumplami, niedospanie czy chodzenie bez czapki, gdy jest chłodno (tak swoją drogą, to te rzeczy zawsze są głupie).

Półmaraton Warszawski / fot. Piotr Dymus
Półmaraton Warszawski, fot. Piotr Dymus

Regularnie, nawet jak nic nie boli, chodzę do swojego oswojonego fizjoterapeuty (niezmiennie polecam Mateusza), który pomaga rozluźnić napięcie w mocno eksploatowanych mięśniach i ścięgnach. Kontuzjom lepiej bowiem zapobiegać, niż je potem leczyć. Przed priorytetowymi startami staram się też minimalizować ryzyko głupich urazów, takich jak skręcenie kostki podczas biegu w nocy po lesie albo jakichś ogórkowych zawodów w terenie. Wolę odpuścić.

Powyższe nie daje oczywiście stuprocentowej gwarancji zdrowia i sukcesu, ale zwiększa prawdopodobieństwo tego, że się uda.

Lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym

Nie na darmo mówi się, że lepiej być o 5 proc. niedotrenowanym niż o 1 proc. przetrenowanym. Co z tego, że zaiwaniasz jak traktorek i na treningach robisz życiówkę, jak potem na linii startu stajesz zmęczony i bez pary w nogach. Po to właśnie istnieje periodyzacja treningu. Obciążenia powinno się układać w ten sposób, by na godzinę „W” być silnym i gotowym do walki. Głodnym wysiłku i spragnionym sukcesu.

Dzięki periodyzacji treningu odpowiednio dawkujemy sobie obciążenia. Dobrze ułożony plan w połączeniu z taperingiem (zejściem z intensywności i objętości) przed zawodami powinien doprowadzić do tego, że szczyt firmy uzyskamy właśnie TEGO DNIA.

Półmaraton Warszawski, fot. Sportografia
Półmaraton Warszawski, fot. Sportografia

Głowa, głowa, głowa!

Biegnąc na maksa, tak naprawdę jesteśmy dalecy od wykorzystania pełni możliwości naszego organizmu. Mózg broni bowiem ciało przed potencjalnymi problemami i mówi, że boli, zostawiając sobie przy tym spory bufor bezpieczeństwa. Pokonywanie tego bólu to właśnie sławetne przekraczanie granic. Nie sposób chyba wychodzić poza swoje możliwości co tydzień lub dwa. Myślę, że organizm mógłby tego nie wytrzymać. Po to właśnie wybiera się kilka kluczowych startów w roku, po to się odpoczywa, by mieć siłę na tych kilka zrywów.

Zawsze daję z siebie na zawodach maksa, tylko że ten maks inaczej wyglądał w tym roku na traktowanej treningowo Falenicy, a inaczej na Półmaratonie Warszawskim. Jeśli chcę w Wolsztynie dać z siebie 120 proc., moja głowa musi być tego świadoma. Musi wiedzieć, że będzie ciężko, będzie bolało, a ja i tak jeszcze dorzucę do pieca. Trzeba być przygotowanym na ekstremalny wysiłek i wierzyć w to, że się uda. MKON mawia, że o włączaniu się „niemaniemogości”. To właśnie przekroczenie granicy, które możemy zrobić co jakiś czas. Trzeba wierzyć w to, że można.

Jeśli stajesz na starcie z myślą „Nie dam rady”, po prostu przegrasz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here