Zna ktoś miejsce w Warszawie, gdzie oddam swoje zgrabne nogi do depilacji woskiem i nie umrę przy tym z bólu? Ej no, bez śmiechu proszę. Wszystko wskazuje na to, że w październiku nastąpi TA chwila. A wszystko przez pĄpkinsów.

Dlaczego ja ich w ogóle lubię? Dlaczego kocham?

W sumie to proste, w końcu to moje dzieci, a ojciec (także ten pĄojciec) swoje dzieci kocha. Ale tak naprawdę nawet gdyby nie to „ojcowanie”, to nie byłoby inaczej. To ludzie, którzy są IDEALNYM odzwierciedleniem tego, jak widzę amatorski sport. Łączą hektolitry potu przelewanego na treningach i dawanie z siebie wszystkiego (a czasem i więcej!) na zawodach z ogromnym dystansem do siebie i tego, co robimy. Są przy tym dobrymi ludźmi i najlepszymi kompanami do zabawy. Wielu z nich pokazuje niedowiarkom, że sport na wysokim poziomie nie wyklucza bycia dobrym rodzicem czy małżonkiem. Pokazują, że niemożliwe nie istnieje, że można wszystko. Bez dwóch zdań pomysł założenia tej drużyny był najlepszym pomysłem, na jaki współwpadłem (bo założycieli było czworo) w życiu.

Skąd pĄpkinsi i depilacja? Ano bo w grupie jest wielka ochota do podejmowania wyzwań. Ktoś zadeklaruje czas na półmaraton, a to ktoś inny założy się o złamanie trójki maratońskiej czy jeszcze coś innego. Jakiś szaleniec wpadł na to, by zrobić czelendż wagowy. Cel miał być prosty: osiągnąć wagę startową na MW 2016. Przyklasnąłem temu pomysłowi, bo to zawsze dodatkowa motywacja, by zbędne 2-3 kilo zrzucić.

Bo #smashingpĄpkinsforever / fot. Pomoc to Moc - PZU
Bo #smashingpĄpkinsforever / fot. Pomoc to Moc – PZU

Ostatnich parę lat pokazało, że 71 kg jest dla mnie wagą idealną i właśnie tyle wpisałem do pliku z deklaracjami. Waga wskazywała wówczas 73,5 kg. Była połowa czerwca, do uroczystego ważenia 3,5 miesiąca, a przede mną sezon triathlonowy. Idealnie!

Haczyk? Czy zawsze musi być jakiś haczyk?

No jasne, to właśnie są pĄpkinsi. Nie mogło być tak, że wyznaczamy sobie wagę i kto ją osiągnie, ten jest gość, a kto nie – ten gapa. To byłoby zbyt proste. W razie niepowodzenia trzeba wydepilować woskiem nogi. U dziewczyn oczywiście rzecz odwrotna – zapuścić kudły na nogach lub pod pachami. Jak facet ma już nogi gładkie, to musi włochy zapuścić, a potem wydepilować. Woskiem.

Tylko że wszystko się spierniczyło przez jakkostkę, która postanowiła pokrzyżować mi plany i sezon zakończyłem na BydTri. Potem trochę pływałem, coś lekko jeździłem, ale w związku z artroskopią miałem też dwa tygodnie zupełnej przerwy od aktywności fizycznej.

pĄ!
pĄ!

Ogromne potrzeby żywieniowe nie chciały ustać wraz z przerwą w sporcie. Próbowałem walczyć, ale kończyło się frustracją w czasie kładzenia się spać na głodniaka. Co jak co, ale być głodnym to ja nie lubię, więc po prostu odpuściłem. Pogodziłem się z tym, że kontuzja u sportowca wyczynowego to także czas, gdy nie da się uniknąć dodatkowych kilku kilo.

Do oficjalnego maratońskiego ważenia został nieco ponad miesiąc, na wadze 74,8 kg. Od 7 września znów będę miał ograniczone możliwości ruchowe (orteza na trzy tygodnie). Powiedzmy sobie to wprost: nie mam szans. Za bardzo kocham dobre jedzenie.

Polećcie więc miejsce w Wawie, gdzie mogę bezboleśnie (da się tak?) wydepilować nogi.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here