Jadąc już bezpiecznie ulicą Księżycową (przepiękna nazwa, co? Dołącza do Barcelońskiej, Kubusia Puchatka i Zawrat na liście warszawskich ulic, na których chciałbym mieszkać), przypominam sobie Piosenkę księżycową zespołu Varius Manx. Och, cóż to był za przytulaniec na dyskotekach szkolnych albo wakacyjnych imprezach na działce! Lata 90. to było coś, podejrzewam, że nie ja jeden wracam do nich z rozrzewnieniem.

Spróbuj choć raz odsłonić twarz
I spojrzeć prosto w słońce
Zachwycić się po prostu tak
I wzruszyć jak najmocniej
Nie bój się bać, gdy chcesz to płacz
Idź szukać wiatru w polu
Pocałuj noc, najwyższą z gwiazd
Zapomnij się i…
…tańcz

Moment, moment… Hmmmm, Krasusie, czy to na pewno jest Piosenka księżycowa? Coś mi się tutaj nie klei… Ależ oczywiście! Toć to Pocałuj noc. Księżycowa leci inaczej!

Kiedyś znajdę dla nas dom
Z wielkim oknem na świat
Znowu zaczniesz ufać mi
Nie pozwolę ci się bać
Kiedyś wszystkie czarne dni
Obrócimy w dobry żart
Znowu będziesz ufał mi
Teraz śpij…

Gapa ze mnie, haha.

Jeszcze kwadrans wcześniej nie było mi do śmiechu. Zmierzchało, a ja stałem z pożyczonym od Beli rowerem gdzieś w kompletnie obcym lesie, nie za bardzo wiedząc, w którą stronę iść. Zachciało mi się bowiem objechać Lotnisko Warszawa-Babice na Bemowie. Na początku było łatwo – wystarczyło mieć lotnisko po prawej stronie. Ale potem drogę w lesie zagrodziły mi ogródki działkowe, a dalej coraz bardziej gęsta gęstwina.

Wszelkie ścieżki straciłem już dawno, bo przecież prawdziwi mężczyźni nigdy się nie gubią i nie wracają po swoich śladach. Iść było trudno, o jeździe mogłem tylko pomarzyć. Co jakiś czas słyszałem lub widziałem przebiegające stado dzików. Powoli oblatywał mnie strach. Niby byłem w cywilizacji, bo słyszałem samoloty na lotnisku i samochody na jakiejś ulicy, ale to jednak bardzo gęsty las i powoli się ściemniało. Obrazu mojej sytuacji dopełniały lekko podmokły teren i gęste pokrzywy. Włączyły się irracjonalne myśli w stylu „nie wyjdę stąd”. Co się robi po zgubieniu w miejskim lesie? Dzwoni się na policję? Straż miejską?

Wyciągnąłem telefon i odpaliłem mapę. Jakieś 150–200 metrów na zachód powinna być droga. Spoglądam na zachód (dziękuję, garminie, za funkcję „mapa” w 910XT), a tam jeszcze bardziej gęsto od krzaczorów i pokrzyw. W tym momencie odwrót był już naprawdę bez sensu. Powinienem był zrezygnować z „męskiej zasady” o niezawracaniu, gdy zniknęła ostatnia ścieżka, którą jechałem. Ale wiecie jak to w takich sytuacjach jest.

Leśny dukt zamienia się w ścieżkę, coraz węższą. Potem da się jechać lasem, choć ścieżki nie ma. Ale człek wierzy, że za chwilę się jakaś pojawi. W końcu przebieżność spada w okolice zera, a człowiek odnajduje się w dupie. Coraz ciemniejszej dupie.

Zagubiłem się w mieście kawał drogi od domu.
Chciałem przejść niezauważony, przemknąć po kryjomu.
Że nie wiem gdzie jestem, gdy pojąłem wreszcie
Efekt jest taki, że zgubiłem się w mieście.

„Zanim się przebiję z powrotem po swoich śladach (znajdę je w ogóle?!), będzie ciemno, a mam ze sobą tylko małą ledową lampkę rowerową”, pomyślałem. Przecież wybierałem się na przejażdżkę po mieście, po co mi więc była czołówka. No nic, twardym trzeba być, na zachód. Tam musi być cywilizacja. Siedem zadrapań i dziewięć oparzeń pokrzywami później wylazłem z krzaków na drogę, która po paru minutach doprowadziła mnie do ul. Księżycowej.

Przygoda, hej przygoda!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym depilujemy nogi. Woskiem.
Następny artykułTen, w którym liczy się tylko „tu i teraz”
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

6 KOMENTARZY

  1. To ci dopiero – Krasus zawitał na Bemowo. Tak sie składa, że dzisiejszy poranek robilem swoja tradycyjna petelke z Fortu Bema przez Ksiezycowa do gorki smieciowej. Mozesz wierzyc lub nie, ale oprocz pieknej nazwy oraz bliskosci lasu, Ksiezycowa niesie ze soba pewne ryzyka.
    Jej czesc wzdluz lotniska jest zaplanowana jako przedluzenie Maczka (droga 2×2) prowadzaca do przyszlej wylotowki na Gdansk, czyli jak sie znajdzie kasa, to zrobia z niej quasi ekspresowke. Jej lesny odcinek, choc malowniczy jest bardzo blisko kompostowni. I jak zawieje, to ho ho ho. Choc jak sie biega w okolicach 6 rano, to smrodu nie ma.
    A tak w ogole, to polecam Las Bemowski takze po drugiej stronie ulicy Radiowej – malownicze Losiowe Blota i fajna petla do pobiegania/pojezdzenia.

    • Bywam na Bemowie!
      1) Wożę tam czasem rower do reperacji:)
      2) Biegałem sobie kiedyś – poleciałem Radiową daleko, daleko i wróciłem torami do WATu:)
      3) Mam trochę znajomych i odwiedzam:)
      4) Na część wycieczek szosowych ruszam z Człuchowskiej, bo tam kumpel szoson mieszka.

      Właśnie mi się ta Księżycowa tak pasowała jak wydłużenie Maczka. Tylko, kurde, dokąd miałaby prowadzić?! Tej wylotówki na Gdańsk to jeszcze ładnych parę lat nie będzie, więc chyba nic Ci nie grozi. Kompostowni na szczęście nie poczułem, ale sam w sobie teren naprawdę mi się spodobał. Na Łosiowe jeszcze nigdy nie dotarłem, ale o nich słyszałem – chętnie się kiedyś wybiorę:)

      • Wylotowka na Gdansk to temat rzeka – jak sie wprowadzalem na Forty Bema (2005), to mieli rozpoczac budowe za 2 lata. Teraz raczej mowa o 2022.
        Tereny swietne na fajny, sredniodystansowy trening biegowy (wiem, wiem – to na pozniej), ale takze na przyjemna wycieczke rowerowa. Losiowe Blota najfajniesze wiosna i jesienia – to mokradla, wiec wtedy sie najlepiej prezentuja.

        • Nasza drużynowa Kasia Rakieta bardzo Łosiowe chwali, jak już zacznę biegać, to mur-beton się tam pojawiam na jakimś wybieganiu:) MTB na razie oddałem, ale kto wie, może jeszcze uda się pożyczyć i wtedy się wybiorę!

Skomentuj Mari Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here