Jedni go kochają, a inni nienawidzą. No, tych innych jest chyba jednak statystycznie sporo więcej. Zima to tradycyjnie czas narzekania na kolarskie treningi na trenażerze. Nie ukrywam, moje początki z „kołowrotkiem” też były trudne, ale po paru latach jakoś się polubiliśmy. Co na to wpłynęło?

1) NASTAWIENIE

Ze wszystkim jest tak, że jak człowiek podejdzie do sprawy negatywnie nastawiony, to wielce prawdopodobne, że będzie źle. Ciągłe narzekanie na to, jak beznadziejnie jest na trenażerze tego nie zmieni. Warto więc myśleć o nim pozytywnie.

2) ZADANIE DO WYKONANIA

Jeśli jesteś sportowcem i masz przed sobą konkretny cel, to trening jest drogą do tego celu. Aby osiągnąć sukces, po prostu trzeba trenować. Nie ma więc co zastanawiać się, czy ci się chce, czy nie. Siadasz i robisz. Jak do zrobienia jest godzina, to godzina, a jak dwie – to dwie. I koniec, bez rozkminiania.

3) DOBRE CHŁODZENIE

Jednym z problemów treningu na trenażerze jest brak wiatru, który przy prędkości 30 czy 40 km/h daje całkiem spore orzeźwienie. Skoro nie ma chłodu naturalnego, to trzeba sobie go zapewnić sztucznie. Otwieramy więc okno czy balkon i ustawiamy wentylator. Porządny, im mocniejszy i większy, tym lepiej. Najlepiej jest natomiast, gdy wentylator wieje od przodu. Ja mam taki pionowy z trzema wiatrakami, dzięki czemu jest on w stanie jednocześnie chłodzić głowę, tułów i nogi. Aby uniknąć problemów ze zdrowiem, wietrzenie mrozem z zewnątrz należy dostosować do własnych możliwości.

Dla własnego komfortu, na kierownicy warto mieć ręcznik do ocierania potu, bo przy trudnych treningach żaden balkon czy wentylator nie pomoże, leje się ze mnie jak z cebra. Poza tym ocieranie potu zabezpiecza przed nim rower.

Celinka i ja:)
Celinka i ja:)

4) NIWELACJA HAŁASU

W zależności od modelu trenażer hałasuje bardziej lub mniej. Można jednak tę niedogodność zmniejszyć. Ja stosuję dwa sposoby.

Pierwszy to ustawianie sprzętu na czymś. Na dywan kładę dwie karimaty i dopiero na tym stawiam rower. Dzięki temu chronię dywan przed potem, a sąsiadów przed hałasem.

Drugi sposób to regulowanie obciążenia. By wygenerować większą moc, można albo szybciej kręcić rowerem (cięższa przerzutka, większa prędkość koła) przy takim samym obciążeniu z trenażera, albo też zwiększyć obciążenie, przy niższej prędkości samego roweru. Prędkość na trenażerze nie ma kompletnie żadnego znaczenia, nie przeszkadza mi, że średnią z treningu mam 22 km/h jeśli zrobiłem to na dużym obciążeniu. Nie na każdym modelu trenażera to zadziała, ale u mnie się sprawdza.

5) ZNAJDŹ SOBIE ZAJĘCIE

Nuda na trenażerze to chyba jeszcze większy problem niż gorąc. Znajdź więc sobie zajęcie. Większość osób preferuje oglądanie filmów, seriali czy też innych produkcji. Asia zaznacza sobie ciekawe rzeczy do obejrzenia na YT i potem odtwarza listy na trenażerze. Ja jestem fanem seriali, bo długość odcinków można dopasować do treningu. Przy 45-minutowym odcinku można zrobić trening krótki, średni lub długi. Z filmami jest nieco trudniej, ale z pomocą idą rozgrzewka, schłodzenie czy rozciąganie – chcieć to móc. To ekstremalnych zabaw takich jak test FTP idealnie wchodzi muzyka. Generalnie (dzięki Kris za podpowiedź!) im trening trudniejszy, tym paczadło powinno wymagać mniej uwagi. W tlenie da się nawet czytać, podczas interwałów idealnie pasują mi Przyjaciele, a test FTP robię z muzyką.

Tytuły? Cóż, każdy ogląda co lubi. Poprzednią zimę kręciłem z Mr. Robot i Banshee. Oba bardzo polecam. Najlepiej, gdy fabuła serialu naprawdę wciąga, bo wtedy jest dodatkową motywacją do wykonania treningu. Wystarczy się ze sobą umówić, że serial oglądasz tylko podczas treningu i gotowe.

6) DAJ ŻYĆ RZYCI

Ból dupy to niewąski problem. Do jazdy na rowerze trzeba się przyzwyczaić. Wysiedzieć 20 minut to nie kłopot, ale już dwie godziny to jest coś. Na pewno pomaga wygodne siedzenie, ale jakiś czas temu prosty patent sprzedał mi Mirek. Co 10-15 minut trzeba wstać na 20 obrotów korbą. Ten czas naprawdę czyni cuda. Poprawia się ukrwienie gdzie trzeba i można bezboleśnie kręcić dużo dłużej niż bez tych przerw.

#mojaCelinkatakazgrabna
#mojaCelinkatakazgrabna

7) TRENAŻER JEST SPOKO

Przede wszystkim jednak trening na trenażerze ma dużo zalet.

  • Jest efektywny – żadnych koffi brejków, zjazdów czy postojów na siku. 8 x 5 min po 300W będzie wykorzystane do cna.
  • Jest bezpieczny – chyba każdy zna kogoś, kto zaliczył dzwona podczas treningu. Niestety rowerzysta przemieszczający się na drodze z prędkością 40 km/h jest dla większości kierowców nie do ogarnięcia. Nawet na trasie na Gassach zdarzają się wypadki.
    OK, raz wywróciłem się z trenażerem. Chciałem sięgnąć po pilota, który mi upadł. Za głupotę się płaci. Już się nie śmiejcie, czytajcie dalej!
  • Oszczędza czas – wielu z nas mieszka w miejscach, gdzie nie sposób szybko rozpocząć treningu kolarskiego. Wyjazd i powrót do miasta to co najmniej dwa razy kilkanaście minut. Ze względu na bezpieczeństwo, zwykle angażuję w to samochód. To oczywiście wymaga dużo więcej czasu niż rozstawienie trenażera i włączenie serialu.
  • Nie ma złej pory dnia i pogody – trenować można zawsze. Noc, wiatr, śnieg, deszcz. Przed pracą, po pracy, w sobotę i w święto. Ogranicza nas tylko akceptacja bliskich.

Wady? Wg mnie największą wadą treningu na trenażerze jest brak pracy nad techniką jazdy. Kolarze nabijają się z triathlonistów, że są „mistrzami trenażera”, a przy każdym zakręcie wyhamowują do zera. W wielu przypadkach nie są to docinki bezpodstawne.

Dlatego gdy pogoda będzie sprzyjająca, warto umówić się z kumplami i pojechać do Kampinosu albo na Górę Kalwarię. Bo przecież o frajdzie z samej jazdy też nie powinniśmy zapomnieć. Trening treningiem, ale wiatr we włosach to jest to!

Aha, jeszcze jedno. Michał Podsiadłowski trenuje praktycznie tylko na trenażerze. No to sami wiecie. #byćjakDrummer;)

9 KOMENTARZY

  1. Ja jeżdżąc na trenażerze oglądam powtórki wyścigów (podpatruje mistrzów) + korzystam z aplikacji Zwift/Bkool. W tej drugiej opcji można rywalizować z innym osobami w wirtualnych wyścigach, fajna sprawa, bo wciąga :)

  2. Z tymi zakrętami święta prawda; na ostatnim tri (z draftingiem) potrafiłem na jednym zakręcie zyskać kilkadziesiąt metrów; na podjazdach/zjazdach podobnie (no ale ja jestem z tych co to im gorzej, tym lepiej – im trudniejsza trasa na rowerze tym wyższy mam czas)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here