Borman (bardzo pozdrawiam i bardzo kibicuję powrotowi!) pisał kiedyś, że nie ma grubych cyborgów. To fakt. Prawda jest jednak taka, że chudych też nie. Wśród nas cyborgów w ogóle nie ma. Nawet David, android z najnowszego Obcego (raczej nie polecam), nie jest taki, jaki wydawałby się być.

Jeśli ktoś każdego dnia napierdala endorfinkami, uśmiechem i motywacją, to najprawdopodobniej oznacza to, że nas po prostu okłamuje. Bezczelnie, w żywe oczy kłamie. Znamy jedną taką fit blogerkę, co to na Insta i FB ma najszerszy chyba uśmiech świata, a w rzeczywistości jest sfochowaną pindą, a jedyny uśmiech w ciągu dnia to ten do zdjęcia. W kilka sekund po strzeleniu selfika uśmiech znika i wraca foch.

A prawda nie jest na zdjęciu z Instagrama. Uwielbiam fajne foty, klikam „like” w wiele z nich, bo są tego warte. Ładne zdjęcia są spoko, nie mam nic przeciwko mówieniu, że dziś jest dobry dzień. Ale bez przesady.

Prawda jest w życiu. Tym, które czasem sprawia, że na rower siadasz o 21 i większość treningu drżysz o to, czy czasem sąsiedzi nie przyjdą uciszyć trenażera, zazdroszcząc w duchu Drummerowi garażu, gdzie może kręcić i całą noc. Prawda jest o poranku, gdy wstajesz o 6, by zrobić trening przed pracą, ale wyjście na pierwszy zakres biegu przerasta ludzką zdolność do opuszczania strefy komfortu. Trening kończy się 300 m od domu, jeszcze w trakcie rozgrzewki, a ty jak niepyszny, z podkulonym ogonem, przechodzisz obok osiedlowej ochrony zdziwionej tym, że wróciłeś suchy, już po kilku minutach. Bo przecież na co dzień widzą cię zlanego potem.

Nie ma ludzi, którzy są wiecznie zwycięzcami. Ci, którzy tak twierdzą, to kłamcy, a nie zwycięzcy. Czasem chyba nawet warto przegrać. Przyznać się przed samym sobą do słabości (to cholernie trudne!), schować pod kocem i dać upust emocjom. Jeden czy dwa pominięte treningi świata nie zawalą, forma nagle sama nie zniknie, a może to pozwolić na oczyszczenie głowy, co w dłuższym okresie przyniesie tylko korzyść.

Czuwaj.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen z maratońskimi wymówkami
Następny artykułTen z 322 dniami głodu i torbą agrafek
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

6 KOMENTARZY

  1. Są chwile, że przestajesz się uśmiechać i sobie odpuszczasz. Ale są też te, kiedy zaliczysz bolesną glebę (na bieganiu, kurde!), po czym wstajesz i dopiero wtedy coś się zmienia. Boś gapa/sierota/niewiadomoco. I upieprzony piachem, jak dziad bagienny, krwawiąc z paru miejsc, lecisz dalej. Ale od teraz już z uśmiechem (przypadek z przedwczoraj) ;) Mina recepcjonisty w hotelu – bezcenna!

    • Dobrze powiedziane. Uprawianie sportu (zresztą, kurde, życie także!) to najróżniejsze chwile. Nie zawsze jest dobrze, ale też nie zawsze jest źle. Czasem upadek dodaje sił i ruszamy ze zdwojoną energią, a czasem człowiek siada i płacze. I nic w tym złego.

  2. To, że ktoś wali jeden uśmiech do sweetfoty to norma. Pytanie kogo tą fotą oszukuje? To jednak jest bez znaczenia, ja mam prostą zasadę, być szczerym najpierw wobec siebie! Chwile zwątpienia mam, ale też mam na tyle pokory, że wiem: moja droga jest tylko moja i jest dobra tylko dla mnie. Nigdy nikogo nie przekonuje do tego by podążał za mną, tylko by znalazł własną…
    Twojego bloga cenię za „mięso” i nie owijanie w bawełnę, pokazujesz swoją drogę, która nie jest moją, ale mnie inspiruje. Za to dziękuje!
    Fajne jest u Ciebie, że nie chodzisz unosząc się nad ziemią, tylko pokazujesz swoje zmagania i pogodzenie ambicji amatora z „normalnym życiem”. To się po prostu chce czytać.
    Rozumiem Twoje rozterki i przemyślenia (to nas łączy), pozostaje w nadziei (a raczej pewności), że za jakiś czas kolejny wpis pokaże Krasusa-Walczaka ;)
    Jak to mówią: Ad augusta per angusta

    • Oszukiwanie siebie to chyba najgorszy rodzaj oszustwa… Niestety, mam wrażenie, że dość popularny.
      Dzięki za dobre słowo. Za trzy dni start w Sierakowie, w notatkach tekst. Będzie trochę walczaka, ale i będzie trochę jojczenia, bo niestety nie wszystko jest tak, jak bym tego chciał, na dodatek na pewne sprawy nie mam wpływu..

  3. Cześć i Czołem! Od razu zaznaczam: to że nie komentuję, nie znaczy że nie czytam i nie kibicuję. Czytam i kibicuję. Ale ten post krótko skomentuję, gdyż jest mądry. Wyjątkowo. W życiu (i sporcie) jest niestety tak, że mimo szczerych chęci, jak porzekadło głosi, wyżej h….. nie podskoczysz. Zbyt wysoko zawieszona poprzeczka, często zamiast zdrowej rywalizacji i satysfakcji, powoduje frustrację i zniechęcenie. Trzeba znać swoje ograniczenia, popatrzeć czasem w pesel, spojrzeć w lustro i przyznać przed samym sobą: nie będziesz tak szybki jak kumpel, który jeszcze rok temu prosił Cię o rady. Bo jesteś starszy, nie masz takiego talentu, masz mniej czasu i dwoje dzieci więcej niż on…. Jako anegdotkę podam swój przykład. Trenuję systematycznie, ciężko, siła, interwały, wybiegania, wzmacnianie, rolowanie, fizjoterapeuta, czytam fachową prasę, literaturę, blogi najlepszych napieraczy;) Czasy osiągam średnie, na miarę swoich możliwości, ale na mecie wiem, że dałem z siebie wszystko, że życiówka poprawiona o kilka sekund okupiona jest ciężkim treningiem i fachową wiedzą. Moja żona też biega. Sam ją namówiłem. Śmieje się z moich interwałów, rollerów i skarpetek kompresyjnych. Ma ochotę, idzie pobiegać, nie ma ochoty – nie idzie, albo idzie na fitness, albo do spa, albo odpoczywa. Ale ma nieprawdopodobne predyspozycje do biegania. Gdyby zaczęła trenować byłaby chyba mistrzynią świata:) I puenta: lokalny, nieduży bieg crossowy na 10 km. Po solidnym treningu, umierając na mecie, zająłem wysokie, 5 miejsce w kategorii wiekowej M4. Przez resztę niedzieli i najbliższy tydzień powinienem odbierać gratulacje, wywiady, media…. Ale nie będę. Żona w swojej kategorii była pierwsza i dodatkowo została najszybszą mieszkanką gminy:) Takie jest życie i taki jest sport…Nie oszukuję więc siebie, że będę na najwyższych stopniach podium, choć znam się na treningu i ostro zasuwam. Staram się o posadę menadżera małżonki;) Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here