Najpierw przez 10 dni nic nie robiłem. Łooooo, chciałbym Wam napisać, ile zestawów Lego zbudowałem lub poziomów w jakiejś grze na PS3 pokonałem, ale prawda jest taka, że przez połowę tego czasu mój organizm odchorowywał pełen dystans w Roth, byłem nie do życia! Gorączka, ogromne zmęczenie i brak ochoty na cokolwiek poza jedzeniem i leżeniem. No to jadłem i leżałem, też fajnie! ;) Potem nadszedł tydzień luźnych tlenowych treningów, które miały przyśpieszyć proces regeneracji. O ile świeżość na rowerze wróciła dość szybko, to z bieganiem wciąż była kicha, a skwar na zewnątrz mi życia nie ułatwiał. Biegało mi się ciężko, wolno, a tętno szybowało do nieba, jednak z dnia na dzień, z treningu na trening, było coraz lepiej. Acz trzeba powiedzieć jasno: daleko od „dobrze”.

Olga wciąż wpisywała w TP tylko lekkie bieganie. Trzymała mnie w miejscu niczym dowódce swoje wojsko, które grzeje się do walki, ale on wie, że lepiej zaczekać. W końcu dostałem maila: „Zdecydowałeś się na start w Chodzieży i dobrze się czujesz, to trzeba podkręcić śrubę. Dopiero wtedy dowiemy się czy organizm nadal odczuwa skutki po Roth. Każdy znosi to różnie. Próbuj, powinno być dobrze!” – och, przykręcanie śruby to ja lubię. Starty są ukoronowaniem przygotowań, ale to w okresach dokręcania śruby jest najfajniej. Nic nie pocznę na to, że ja po prostu lubię trenować. Ten mail od Olgi zwiastował dobrą zabawę, a po zakończeniu tygodnia okazało się, że był też przebłyskiem geniuszu mojej trenerki.

Celinka gotowa do zabawy :)
Celinka gotowa do zabawy :)

Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że jeszcze w poniedziałek czy wtorek niemiłosiernie męczyłem się przy tempie 4:45-4:50, a w niedzielę, po 1:45 roweru, wyszedłem na 3x4km i z uśmiechem na ustach zrobiłem je średnio poniżej 4:10? Pełna kontrola, wielka frajda, flow – dawno tego na bieganiu nie miałem, a tu BANG, wróciło nagle i niespodziewanie. Obawiałem się tej niedzielnej zakładki, bo dotąd biegało mi się ciężko, a okazało się, że wszystko zaskoczyło dokładnie wtedy, gdy Olga zaplanowała.

Sprawdzian formy będzie jednak na połówce w Chodzieży. Startowałem tu w 2015 r., zajmując siódme miejsce open i czwarte w kategorii, z życiówką 4:44. Mam nadzieję wynik ten poprawić, ale przede wszystkim, zamierzam się dobrze bawić i mieć frajdę z wysiłku. Tak bardzo brakowało mi tego, co poczułem podczas niedzielnej zakładki. Wróciło, podoba mi się i tak łatwo tego teraz nie oddam :)

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen z moim błędem, protipami i poradami dla debiutujących w ironmanie
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here