Największym wyzwaniem trajlończyka wcale nie jest ciężki trening. Przecież tak naprawdę my to lubimy! Pięć godzin na rowerze, cztery kilometry pływania, czy 30 km biegu w Kampinosie – sama przyjemność. Oj tam, czasem boli, ale w zasadzie ten ból to też całkiem spoko jest. Jak się dużo trenuje, to największym i najtrudniejszym wyzwaniem jest zmieścić trening w życiu. Pracujemy, kochamy, przyjaźnimy się, żyjemy, wychowujemy, a trening musi zostać odbyty.

Całość sprowadza się do krótkich pojęć, których w książce „Trzy mądre małpy” (polecam!) użył Łukasz Grass: eliminacji zbędnych czynności i doskonałej organizacji czasu. Każdy z nas przez lata wypracował swoje „patenty”. Czy to w Warszawie, czy w Olsztynie, doba ma z grubsza 24 godziny, bliscy wymagają uwagi, a regeneracja to podstawa, spać po prostu trzeba. Nie ma cudów.

Nie spodziewaj się, że ten wpis odmieni Twoje życie. Nie powiem Ci, co zrobić, by móc trenować więcej bez uszczerbku na życiu. Mam jednak nadzieję, że sprawi, iż zastanowisz się, gdzie można poszukać oszczędności czasu. To drobne mikrozagrania wobec świata, które pozwalają urwać kilkanaście minut tu czy kilka tam, a łącznie dadzą czas na dodatkową randkę z Ukochaną (bo po co komu jeszcze jedna jednostka treningowa?!).

Moje pięć minut trwa tyle samo co Twoje pięć minut. Owszem, każdy ma inne warunki życiowe (praca, dzieci, logistyka dnia), ale „poleżę pięć minut i idę na trening” zawsze powinno oznaczać to samo – po 300 sekundach wstajesz i idziesz.

Eliminowanie zbędnych czynności

Bardzo spodobało mi się to pojęcie użyte w książce Łukasza. Warto czasem zatrzymać się i spojrzeć na siebie trochę z zewnątrz, by zwrócić uwagę na to, ile czasu faktycznie na coś poświęcamy. Jak długo zajmuje Ci poranna toaleta? Przygotowania śniadania? Czy naprawdę musisz scrollować FB 84 razy dziennie? Czy jest Ci niezbędne bezwiedne patrzenie w telewizor przez godzinę i skakanie po kanałach bez oglądania czegoś konkretnego? Obserwując innych zauważyłem, że ludzie często kręcą się niepotrzebnie w kółko i szamoczą pomiędzy zadaniami, które mają do wykonania. To klasyczny błąd popełniany zarówno w pracy jak i w domu. Jeśli masz do zrobienia sześć rzeczy i zrobisz je po kolei, to w 99 proc. przypadków wykonasz je szybciej niż robiąc po trochu każdą z nich i wracają do początku kilka razy.

Zadania, które zajmą mi kilka minut i są łatwe do wykonania, zwykle robię od razu, by nie zaprzątały mi głowy. Ktoś prosi „prześlij mi dziś lub jutro to i tamto”. Wiele osób słysząc „dziś lub jutro” odłoży to na jutro. Ale to nie sprawi, że czynność zajmie mniej czasu. Wolę zrobić to od razu i mieć to za sobą niż zapisywać w kalendarzu lub liście rzeczy do zrobienia i wracać do sprawy na drugi dzień. To naprawdę działa.

Niektórzy zachowują się jak pięciolatek.
– Idź wstaw mleko dla dziecka.
– Nie chce mi się…
– Idź, proszę.
– Za chwilę.

A czas płynie. Wiele razy byłem świadkiem takich dialogów i one sam trwały czasami dłużej niż czynność, której dotyczyły.

Każdy żyje jak chce, ale warto być świadomym, że nie można mieć wszystkiego. Nie sposób poświęcić wieczoru jednocześnie na trening, grę na konsoli, wyjście z kumplami i układanie Lego z dziećmi. Jest to fizycznie niemożliwe. Trzeba więc umieć priorytetyzować rzeczy. To od nas zależy, jak efektywnie wykorzystamy czas. Nie mówię, że spędzenie wieczoru na sofie przed telewizorem jest złe. Ale jeśli ktoś mówi, że nie ma czasu na trening, a w ten sposób spędza czas, to po prostu szuka wymówek.

Wymówkom mówimy NIE

O tak, szukanie wymówek niektórzy opanowali do perfekcji. „Pada”, „Zmęczony jestem”, „Za pół godziny”, „Muszę coś jeszcze zrobić” – to po prostu wymówki. Nie ma co trenować na siłę, ale warto przed sobą przyznać, że po prostu nie chcesz iść na trening.

MKon jeździ z trenażerem i rowerem po całej Polsce prowadząc szkolenia, po prostu ma do zrobienia trening, a jest w delegacji, więc zabiera ze sobą rower. Maciek Dowbor często szuka basenu w pobliżu miejsca, w którym akurat pracuje – jest trening do zrobienia, więc trzeba dołożyć wszelkich starań by go wykonać.

„Zadaniowe podejście przy natłoku treningów pomaga. Masz wiele jednostek, wyjdzie ich setki zanim zmierzysz się z IM w Roth i łatwiej jest po prostu „odhaczyć” niektóre treningi i nie rozpamiętywać.” – napisała mi Olga zimą ubiegłego roku, gdy moje treningi do IM rozkręcały się. Niepotrzebne rozkminianie jest tak naprawdę jednym z największych pożeraczy czasu.

Słowność i punktualność

Kiedyś po pracy zajmowałem się pierdołami, a czas uciekał i trening zaczynałem coraz później. Ale potem wdrożyłem sobie zasadę kwadransa odpoczynku (z zegarkiem w ręku!) i wychodzenia na niego od razu. Da się. Jasne, że nie jest łatwe po ciężkim dniu wyjść na trening, ale im dłużej rozkminiamy jak bardzo się nie chce, tym niechęć ta jest większa.

Ale dotyczy to także relacji międzyludzkich. W dobie telefonów komórkowych ludzie z coraz większym luzem traktują punktualność. Staraj się być punktualnym i tego samego wymagaj od innych, to nie cuda, tylko szacunek do osoby, z którą się umawiasz.
To samo dotyczy deklaracji składanych sobie i innym. „Za kwadrans zadzwonię” powinno oznaczać telefon za około kwadrans, a nie za kilka godzin. Podobnie z „Za 10 minut rozpoczynam trening”.

Optymalne wykorzystanie czasu

Warto wypracować sobie model, w którym nie marnujemy czasu na niepotrzebną logistykę. Jeśli masz do zrobienia rano pływanie, to możesz albo prosto z basenu pojechać do pracy, albo wracać jeszcze do domu np. na śniadanie. Pierwsze rozwiązanie (o ile ze względów rodzinnych jest możliwe do wdrożenia) pozwala oszczędzić czas na skróceniu czasów przejazdu. Pod uwagę warto też wziąć korki, które w dużych miastach mogą i dwukrotnie wydłużyć podróż.

Nieźle sprawdza się łączenie dotarcia do/z pracy z treningiem. Przemieszczanie się w godzinach szczytu po Warszawie biegiem może być szybsze niż samochodem lub komunikacją zbiorową, a jest dużo efektywniejszym wykorzystaniem czasu. Wracasz do domu z pracy i jesteś już po treningu! Oczywiście wymaga to pewnego zaplanowania, zabrania rzeczy, przygotowania sobie ich na drugi dzień i tak dalej, ale daje ogromny komfort. Gdy mieszkałem w pod miastem, zimowy powrót z pracy samochodem potrafił zająć godzinę lub więcej. Biegiem trasę pokonywałem w 1:10-1:20. Niby nieco dłużej, ale od razu miałem zrobiony trening i był czas na spokojne spędzenie wieczoru.

Szybkie działanie i podejmowanie decyzji

Znacie zapewne dowcipy o kobietach, które godzinami zastanawiają się, co by na siebie włożyć. Ale to dowcipy, w rzeczywistości faceci mają tak samo. W ciągu dnia podejmujemy setki decyzji, jedne z nich trwają sekundę, a inne mogą ciągnąć się minutami. Wybrać strój na dziś można w minutę, a można w dziesięć. To samo dotyczy robienia zakupów, wyboru książki do czytania, czy knajpy, w której spędzimy czas. Sprawne podejmowanie decyzji pozwala zaoszczędzić bardzo dużo czasu.

Jasne, są rzeczy, których zakup wymaga poważnego zastanowienia. Może to być mieszkanie, samochód, czy nawet zegarek to biegania. Ale już rozkminianie długimi godzinami nad tym, które jeansy kupić, jest dla mnie niepotrzebną stratą czasu. Zwykłe zakupy ubraniowe robię tak, że jeśli potrzebuję spodni i znajdę spełniające oczekiwania, to je po prostu kupuję. Wiele osób zaś łazi dalej po sklepach i przymierza kolejne, wraca potem do tych pierwszych, a czas płynie. W tygodniu czy miesiącu marnuje się w ten sposób masa czasu.

BO pisała kiedyś o organizacji czasu przy porannym wyjściu na basen. Aby zminimalizować czas pomiędzy pobudką a wyjściem z domu, szykuje sobie wszystko (także ubranie) już wieczorem. Dzięki temu poranek przebiega znacznie sprawniej. Szczytem marnotrawienia czasu jest dla mnie strojenie się i wieczorem i rano. Wieczorem 10 minut zajmuje przygotowanie kilku wersji, a rano – kolejnych 10 minut na wybór spośród nich.

Nie do końca wiem jak to opisać, ale zaobserwowałem, że czasem ludzie bardzo wolno działają. Chodzi właściwie o każdą czynność, którą wykonują. Ubieranie się, smarowanie kanapki masłem, wysiadanie z samochodu (nawet to może zająć i kilka minut!), wkładanie płyty do odtwarzacza – naprawdę każdą czynność. Nie wiem, czy ktoś to zbadał, ale założę się, że w ciągu doby marnują w ten sposób co najmniej kilkanaście minut. A ziarnko do ziarnka… Nie mówię tu, że należy wszystko robić w pośpiechu. Kluczem jest tu sprawne działanie, które według mnie powinno być kompromisem umiejscowionym pomiędzy pośpiechem, a spokojem.

Planowanie

Warto dobrze zaplanować dzień lub tydzień, najlepiej we współpracy z bliskimi. Jeśli partner z góry będzie wiedzieć, że w sobotę czeka Cię długi rower, inaczej przyjmie wyjście z domu niż gdy na 10 minut przed powiesz „Idę na rower, wrócę za cztery godziny.” Sensowne planowanie usprawni nie tylko współżycie w rodzinie, ale i Twoje działanie. Oczywiście nie wszystko da się zaplanować, ale w miarę możliwości warto się o to postarać.

Dobry plan na lodówce to podstawa!
Dobry plan na lodówce to podstawa!

Sprawny poranek i weekend

Przyznaję, że w ubiegłym roku nie byłem mistrzem poranków. Niektóre ciągnęły się niemożebnie! Kiedyś potrafiłem po pół godzinie od pobudki rozpocząć trening, w ubiegłym roku rozpędzenie się zajmowało mi nawet półtorej godziny. Zdawałem sobie z tego marnotrawstwa sprawę i pracowałem nad tym. Sprawny poranek jest tak naprawdę jednym z kluczy do sukcesu i warto organizację go doprowadzić do perfekcji.

W życiu trajlończyka ważne są weekendy. To wtedy trenerzy ordynują zabójcze zakładki w stylu trzy godziny roweru plus dwie godziny biegu. Jeśli ktoś taki trening zaczyna o 11 czy 12, to właściwie poświęci na niego cały dzień. Ale można zacząć o 6 czy 7 i wczesnym popołudniem będzie po wszystkim.

Sprzyjające warunki zewnętrzne

Trzeba jednak przyznać, że w tym wszystkim, to trzeba mieć trochę szczęścia (choć i temu szczęściu warto oczywiście pomagać!). Partner nieakceptujący pasji to poważny problem, zbyt absorbująca i nieelastyczna praca – również. Z kolei rodzina, która akceptuje fakt, że na urodzinach cioci pojawiasz się kwadrans po reszcie, bo przybiegłeś zamiast przyjechać samochodem i nie narzeka jeśli w święta Bożego Narodzenia wychodzisz na rozbieganie to prawdziwy skarb. Podobnie jak szef, który patrzy na efekty pracy, a nie liczbę godzin spędzonych przy biurku.

:)

W skrócie:

  • nie marnuj czasu na pierdoły;
  • planuj czas dzień/tydzień, a nawet rok;
  • priorytetyzuj sprawy i zadania;
  • sprawnie działaj i podejmuj decyzje;
  • optymalizuj logistykę i inne czynności;
  • bądź słowny i punktualny;
  • nie stosuj wymówek;
  • nie rozkminiaj za dużo.

7 KOMENTARZY

    • A dlaczegóż to? Zbędne rozkminianie to wg mnie miesiąc zastanawiania się, czy chciałbym wystartować w Suszu czy w Gdyni. Człowiek traci czas na rozmyślanie, a upływający czas nie dostarcza mu nowych argumentów do żadnego z rozwiązań. Podobnie priorytetyzacja. Poświęcenie kwadransa rano na to, by zaplanować dzień to nie zbędne rozkminianie, tylko inwestycja, która się zwróci:)

  1. Dobry tekst. Mała uwaga: nie poświęcałbym zbyt dużo czasu planowaniu tego co za rok, czy nawet kwartał. Czyli tzw. planowanie strategiczne. Owszem, raz zaplanujmy i potem co kilka tygodni na chwilę wracajmy, sprawdzając czy aktualne i robiąc ewentualne „update’y”. Ale 95% czasu planowania niech nam zajmą plany na najbliższe kilka dni, max. tydzień, bo to one decydują o naszej efektywności.

    • Oczywiście masz rację! Za rok, to chodziło mi np. o plan najważniejszych startów, w kontekście np. przygotowań. To właściwie wystarczy zrobić raz i jak się nic nie zmienia, to jest spokój. Kluczem są, jak mówisz, bieżące sprawy :)

  2. Akurat ja się nie zgodzę. Taki tekst trochę na siłę, nic specjalnie przydatnego (odwołując się do przywołanego tekstu Bo, tam z tego co pamiętam był konkretny pomysł, co zrobić jak mam rano basen), sporo banałów: „wiele razy byłem świadkiem”, „czasem ludzie bardzo wolno działają”, „niektórzy”, itp.
    Nie lubię czytać takich określeń, bo równie dobrze można napisać wszystko na odwrót o ludziach co szybko podejmują decyzje, są zorganizowani, i dla których 5min = 300sek. Takie banały bardziej pasują politykom, na blogu wolałbym konkret.
    Pozdrawiam

    • Mateusz, dzięki za krytyczną opinię, doceniam!
      Oczywiście, że to wszystko jest banalne. Na wstępie zaznaczyłem, że nie ma tu cudownej recepty, mi chodziło raczej o to, że każdy powinien spojrzeć na siebie i poszukać oszczędności czasu. Nakreśliłem tylko obszary, gdzie można ich poszukiwać, bo każdy wiedzie inny tryb życia i ma inne okoliczności.
      To wszystko banały do kwadratu, ale jak spojrzysz na ludzi, to oni nawet tych banalnych zasad nie przestrzegają. Konkret? No wiesz, nie mam danych na temat tego, ilu ludziom powiedziane „5 minut” zajmuje 10 minut. Ale obserwacje na co dzień to potwierdzają.
      Mój sześciolatek potrafi się rano ubrać do przedszkola w 2 minuty, a bywa, że zajmuje mu to 15 minut. Dokładnie te same czynności. I dorośli zachowują się podobnie. Obserwując ludzi w pracy: jednym zebranie się do wyjścia zajmie 5 minut, a innym 10. Dla mnie to są właśnie te drobne minuty, które można zaoszczędzić, by je efektywniej wykorzystać.

  3. Banały o których człowiek wie. I które zostały napisane w setkach książek i blogów. Ale od tego są BLOGI i po to je czytam. Żeby takie Banały przypominać. Wystarczy ze dzięki temu wpisowi ktoś jedna osoba zaplanowała swój sezon a druga nie grzebała się z rana przed wyjściem na trening (ja dzięki temu może nie ustawiłem ale zacząłem zastanawiać się nad przyszłym sezonem). Krasus raczej nie wymyśli nic przełomowego, co nie zostało gdzieś wcześniej opublikowane. (O treningu ogolnie i trhiatlonie sa tysiace artykolo). Patrząc na twoją krytykę nic nie powinien pisać :p. PS wcale nie lubię jak bloger za dużo pisze wtedy go nie czytam ale raz na miesiąc tekst z bananami., jest w sam raz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here