Za późno wstałeś, do tego poniedziałek
Nie ma bułek ani mleka na śniadanie
Pogoda taka sobie, ale jakaś jest
Myślisz sobie, że to może da się zjeść

Po trzech przerwach na chorowanie chyba wychodzę na prostą. Od dnia, gdy w swoje 37. urodziny zrobiłem dwa lekkie treningi, miałem w planie tylko jeden dzień wolnego, a realizacja planu wyniosła 98 albo i 100 procent.

Nie brakowało fizycznie trudnych chwil. Wiele razy było mocno jęczane podczas akcentów rowerowych, wracając z biegania przysiadałem ze zmęczenia na podłodze windy, a z basenu zdarzyło mi się niemal wyczołgiwać. Ale… ja to lubię. Frajdę sprawia mi zdrowy ból mięśni, radują mnie wypełnione w TrainingPeaksie tabelki i fakt, że mądre treningi przynoszą oczekiwane efekty. Forma rośnie, zaczynam wierzyć, że jeszcze będą ze mnie w tym sezonie ludzie. Jaram się na myśl o swoich debiutach na imprezach w Suszu i Gdyni, a wizja mety Tatramana na Kasprowym przyprawia mnie o gęsią skórkę.

fot. Marcin Biegający Foto
fot. Marcin Biegający Foto

Rzecz w tym, że połączenie reżimu treningowego z pracą w korpo, jako tako dbaniem o michę i obowiązkami rodzinno-towarzyskimi sprawia, że głowa może mieć dość. Tomek Kowalski przypomniał ostatnio tekst (kliku-kliku) o przetrenowaniu u amatorów. W 99,9 procent przypadków nie grozi im zajechanie się spowodowane samym treningiem, bo trenują relatywnie niewiele. Rzecz w tym, że trzeba to łączyć z życiem, które niesie nie tylko obowiązki (jak np. 8 godzin dziennie przy taśmie produkcyjnej), lecz także coraz więcej stresu. Zachęcam do lektury podlinkowanego tekstu, ale jak ktoś bardzo nie chce, to przytoczę tutaj tylko dwa cytaty.

„Uniwersalną przyczyną przetrenowania jest zbyt duże natężenie stresu w stosunku do bieżących możliwości organizmu dotyczących regeneracji i adaptacji”.

„Przetrenowanie może zachodzić na różnych obszarach – strajkować może układ mięśniowy, kostno-stawowy, metaboliczny, nerwowy,
a pośrednio również hormonalny czy immunologiczny”.

Wydaje mi się, że ogromnie ważne jest w odpowiednim czasie dać sobie chwilę na odpoczynek, by nie przekroczyć cienkiej granicy. Owy „odpoczynek” będzie dla każdego znaczył coś innego. Bo oddziałują na nas różne stresory i to od nich warto się oderwać. Czynnikiem obciążającym mogą być np. katorżnicza dieta, stres w pracy, problemy w domu czy utrzymywanie reżimu treningowego. Stąd czasem pojawi się cheat meal, a innym razem człek ma ochotę usiąść i wypić kilka piw z kumplami.

Dziś rano miałem okropeczny opór przed sprawnym działaniem, ogarnięcie się na trening zajęło mi prawie 40 minut zamiast zwyczajowych 20–25. Ale w końcu wyszedłem z domu. Pięć pięter w dół to niezła wstępna rozgrzewka, na każdym piętrze jakieś ćwiczenia i pod blokiem stanąłem już lekko pobudzony. Nie zmieniało to jednak faktu, że czułem zmęczenie fizyczne i mentalne. Ostatnie dni treningowo dały mi w kość, a z tygodniowych wakacji wróciłem wyczerpany, bo pierwszy urlop z dziećmi był dla mnie ogromnym wyzwaniem.

Złapałem GPS, rozejrzałem się i poczułem niemal paniczny strach przed wychodzeniem poza strefę komfortu. A zabawa biegowa „drabinka” 5/4/3/2/1 minuta i to powtórzona dwa razy leży daleko poza moim komfortem. Obróciłem się na pięcie i wróciłem do domu. Wymówka brzmiała tak: „Na dziś Olga nie zaplanowała drugiego treningu, przecioram się więc po pracy”.

Nic wielkiego się nie wydarzyło, ale miałem poczucie, że trochę jednak dałem ciała. Mam tak, że raz na jakiś czas muszę coś „zawalić”, by pokazać samemu sobie, że nikt nie jest terminatorem, że roboty to tylko w bajkach i filmach sci-fi, a być człowiekiem to rzecz ludzka (masło maślane – wiem).

Warto umieć czasem odpuścić, poluzować gumkę w majtach. Nic się nie stało, że wróciłem rano do domu, od tej chwili minęło kilka godzin, a ja nabrałem już ochotę na ten trening i jestem przekonany, że po południu zrobię go dobrze. Tym bardziej że potem czeka nagroda – sąsiedzka domowa pizza! :)

6 KOMENTARZY

    • Dokładnie! Moim zdaniem to odpuszczanie czasami to też sztuka. Niektórzy mogą się zajechać w myśl zasady „zastaw się a postaw się”. Dziś było dokładnie tak jak przewidziałem, po południu ten trening wyszedł kapitalnie! :)

  1. Jak wieczorem możesz to zrobisz. Jak masz robote, dom i obowiązki to nie zrobisz. I chyba tutaj jest ból, czyli brak przestrzenii na komfort u większości. Czyli wychodze i trenuje bez myslenia ze to teraz musze bo nie ma innej opcji kiedy indziej. I to niby byłoby super zeby tak funkcjonować, ale miałem taki czas że mogłem trenować o dowolnej porze bo pracowałem z domu i powiem ci, że to też źle :) Taki to człowiek jest skomplikowany. Jak masz ciśnienie, to czasem nie chcesz treningu, jak masz czas to nie możesz złapać flow na ten trening. Najlepiej to ogólnie nie przesadzać z treningiem i za dużo o nim myśleć bo w sumie po co, tylko robić. Jak za dużo myślisz, to już się spalasz przed. W Twoim przypadku stawiam, że nagromadziło się zmęczenie związane z obowiązkami. Normalka życiowa :) Ja zawsze wtedy robie dłuższą rozgrzewke i nie mysle o efekcie koncowym. To czasem pomaga. Ale strajk układu stawowo-kostnego już miałem. Tomek wie co pisze.

    • Mam robotę, dom i obowiązki, ale mam też megawspierających ludzi w domu i dzięki temu mogę zrobić:) I zrobiłem i wyszło świetnie:) A po wszystkim z sąsiadem opierniczyliśmy dwie domowe pizze i parę browców, takie nagrody to ja lubię!

      Fajnie napisałeś o tym skomplikowaniu człowieka, nigdy nie jest idealnie, dlatego trzeba być elastycznym, a przede wszystkim trzeba chcieć i trzeba to lubić. Ja po prostu lubię trenować i na 90% treningów idę z przyjemnością!

  2. trzeba umieć pogadać z głową, żeby odpuściła. Nauczyłam się, że lepiej wyspać się niż zrobić byle jaki trening. Zero satysfakcji i zero efektów z takiego treningu. Wiem też, że jak boli to trzeba odpuścić. I mimo, że czasem zapłaciło się za pakiet jak za złoto – warto zrezygnować z biegu bo nic na siłę, a lepiej odpuścić i dłużej cieszyć się bieganiem niż nabawić się kontuzji.

    • Pięknie Olu napisane. Z głową trzeba gadać, samemu ze sobą trzeba gadać! I nie ma co cisnąć na siłę. Efekty treningu przychodzą w czasie regeneracji, czasami skracam trening, by zamiast dodatkowego kilometra – pięć minut poleżeć z nogami w górze. Uważam, że przynosi to lepszy efekt ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here