Jako że Niki ukradł mi show na Facebooku i mało kto zauważył przełomowe wyznanie o tym, że przeprowadzam rewolucję w swoim sporcie, to pora chyba na jakieś szczegóły na blogu. Sprawa jest duża taka, że ho ho.

Otóż, Mili Państwo, jesień 2018 r. przejdzie do historii mojego sportu, bowiem postanowiłem przewrócić moją „karierę” (he he, uwielbiam to słowo) do góry nogami. Odstawiam na razie na boczny tor poważne trenowanie triathlonu, zawieszam pracę z Olgą, Celina wylądowała pod kocem na zimę, a ja skupiam się na pływaniu. Będę pływakiem!

Kończący sezon 2018 start na ćwiartce w Strykowie tylko potwierdził to, o czym od jakiegoś czasu rozmawialiśmy z Olgą. Moje pływanie kompletnie nie przystaje do kolarstwa i biegania i przez to nie robię wyników, jakich bym oczekiwał.

Ile bym na zegarek nie patrzył, to ciągle pływam za wolno.. ;) / fot. Sportografia.pl
Ile bym na zegarek nie patrzył, to ciągle pływam za wolno.. ;) / fot. Sportografia.pl

Niby te 5 minut na pływaniu (35 a 30 min na połówce) to relatywnie niewiele. Pływanie to najkrótsza składowa triathlonu i nie na żarty niektórzy mówią, że „jest przereklamowane”. Ale te pięć minut później na wylocie z T2 jest już całkiem dużo ludzi, a na trasie rowerowej tłoczno. I zamiast złapać kontakt wzrokowy z innym zawodnikiem i mocno jechać swoje, ja cały czas wyprzedzam. Czasem muszę się szarpać, by nie draftować, a czasem odpuścić, bo nie ma jak wyprzedzić bezpiecznie i z zachowaniem zasad. I tracę kolejnych parę minut. A potem te braki się sumują. O czasie 1:15 na pełnym dystansie nawet nie wspominam.

Pływanie trzy–cztery razy w tygodniu nie przyniosło efektów. Podobnie jak zmiana grupy. Od kilku lat moje postępy w pływaniu są na skali gdzieś pomiędzy nano a mikro. W Strykowie miałem 8. czas roweru, 4. czas biegania i… 58. pływania. Nie no, tak być nie może! Długo zastanawiałem się, co zrobić, dyskutowaliśmy z Olgą o różnych opcjach i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę.

Pływacką.

1:15 w Malborku / fot. Maratomania.pl
1:15 w Malborku / fot. Maratomania.pl

Wycofuję się na razie z poważnego trenowania triathlonu, zawieszam współpracę z Olgą (zawieszam po maratonie, nie rezygnuję na zawsze, zamierzam wrócić!) i skupiam się na pływaniu. Inspiracją dla mnie jest Niegos, który podczas  kontuzji mógł tylko pływać i w jedną zimę zrobił kosmiczne postępy. W kosmos w moim pływaniu to nie wierzę, dlatego daję sobie więcej niż jeden sezon. Docelowo do poważnego triathlonowania chcę wrócić za dwa lub trzy lata, by z pierdyknięciem pokazać się w nowej kategorii, M40.

To ciekawy eksperyment i bardzo duża inwestycja.

Aktualnie więc biegam (w grudniu maraton) i pływam, ale póki co w nowe pływanie się wdrażam i więcej uwagi poświęcam bieganiu, bo zamarzyło mi się odświeżyć życiówkę na 42,2 km. Olga powoli zwiększa mi objętość i intensywność, ale parę fajnych (czyt. ciężkich) treningów już zaliczyłem. Szykują się ostre dwa miesiące do maratonu, jaram się każdym treningiem :)

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy / fot. Bartek
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy / fot. Bartek

Napisałem „nowe pływanie”, bo pomysłem zarzuconym przez Olgę jest odejść od pływania z triathlonistami. Uczę się więc pływać u pływaków. Rozważałem Mastersów i Pawła Ruraka, ostatecznie dostępność godzin sprawiła, że trafiłem do Pawła. Poznałem go parę lat, gdy brałem  udział w warsztatach (trafiłem na nie chyba dzięki Aśce Skutkiewicz), które prowadził, zrobił na mnie świetne wrażenie jako trener i człowiek. Pomyślałem wtedy, że kiedyś chciałbym u niego pływać. No i od dwóch tygodni pływam :)

I faktycznie: jest to nauka pływania. Będzie jeszcze czas na opisanie tego, co się dzieje na treningach, ale jest to zupełnie inne podejście niż spotkałem w grupach triathlonowych. Powoli i systematycznie, krok po kroku, element po elemencie, uczymy się pływać. Jak ja tam sapię, jak klnę w myślach, to już moje. Na razie pływam w jednej grupie, dwa razy w tygodniu (6 rano, OMG, co to jest za godzina :O), ale od grudnia dołączam do drugiej grupy i będę z Pawłem pływał cztery razy w tygodniu. Do tego dołożę jeden–dwa treningi samodzielne, pewnie otrzymam na WUM-ie już prywatną szafkę dla stałego klienta, bo chodzę tam jeszcze na zajęcia z Nikosiem.

NIE_MA_KUFA_OPCJI, bym nie nauczył się pływać. Ja nie wierzę w żadne talenty czy cuda wianki. Swoje trzeba wypracować, jedni muszą więcej, inni mniej i tyle. Trzeba zapierdalać. U mnie, by dobrze pływać, trzeba widocznie zapierdalać więcej, ale nie mam wątpliwości, że przyniesie to efekt. Jestem w stanie zainwestować dwa czy trzy lata w naukę pływania. Cel nie leży w czerwcu 2019 r., on jest w 2021.

W tym czasie planuję sobie też pobiegać po górach i z mapą. Start w Małej Rycerzowej przypomniał mi, jak wspaniale może to boleć i jak bardzo to kocham. Czas trochę przewietrzyć głowę, odejść od reżimu planu treningowego i pocieszyć się pieczeniem w udach, jakie daje bieganie po górach. Zapisałem się na styczniowego Zimowego Janosika. Uważam, że 45 km z maratońskiego przygotowania może wyjść całkiem fajnie :)

Wiosną pewnie wyprowadzę Celinkę na kilka spacerów, a latem zaliczę parę startów triathlonowych just for fun, ale absolutnie bez oczekiwań dotyczących wyniku. Wynik ma być za kilka lat, gdy będę miał poczucie, że nie wychodzę z wody za późno. Znam już siebie i wiem, że utratę formy kolarskiej i biegowej (która prawdopodobnie nastąpi, jeśli postawię dużo na pływanie) odrobię szybko, a wtedy w M40 to ja Wam pokażę… ;)

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen z górami, radością i trzecim miejscem (Tatraman 2018)
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

3 KOMENTARZY

  1. Wcale nie musisz stracić na formie biegowej z powodu postawienia na pływanie. Patrzę po sobie i mojej walce z plecami/Achillesem (końca na razie nie widać ;) ) – przez ostatnie dwa lata tylko jeździłem na rowerze i pływałem. Biegania nie było w ogóle. Czasem w lepszym okresie zdarzył się spokojny marszobieg (marszów było za to sporo, szczególnie w tym roku), a jak w ramach chęci pomocy firmowej sztafecie (jedna osoba się wykruszyła) pobiegłem 3,3 w tempie 3:55/km, bez większej spiny, to sam się pozytywnie zdziwiłem, bo sądziłem, że jak pobiegnę w 4:15 to już będzie coś. :) W wodzie jednak wysiłek jest spory, o czym zresztą doskonale wiesz i przynajmniej w moim przypadku to się przekłada na utrzymanie wydolności na przyzwoitym poziomie. Tak więc obstawiam, że jak będziesz mniej biegał i dużo pływał, to wcale odczuwalnie nie zwolnisz.

    • Ja patrzę na to, co się zrobiło z moim bieganiem w 2016 r. Kontuzja przekreśliła wszystko, minęły dwa lata jak wróciłem do treningów, a nadal „na sucho” nie biegam tak szybko jak wtedy. Ale spoko, godzę się z tym, że będzie trudniej, najważniejsze, to jest w 2020-21 szybko robić trajlony jako całość :)

      • No to widać, że za dobry byłeś i za mocno biegałeś wtedy, przez co potem frustracje. Wniosek na przyszłość – nie biegać za szybko ;) A tak na poważnie, to weź pod uwagę to, że w porównaniu z tamtym okresem nie trenujesz biegania w ten sam sposób, co teraz. Tak przynajmniej wynika z moich pobieżnych obserwacji twoich treningów na Endomondo. Ja bym więc nie porównywał tych okresów. Tak czy siak, najważniejsze, żebyś się nauczył pływać ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here