Odpowiednie przygotowanie sprzętowe jest jedną z bazowych sukcesu na każdych zawodach. Kolegi i koleżanki do dziś heheszkują z moich skarpetek na Łemkowynie 2017 (relacja), przez które zaliczyłem DNF-a na imprezie, na którą napalałem się jak szczerbaty na suchary.

W Walencji nie zamierzam takich błędów popełniać, od ładnych paru tygodni rozważałem, co by tu zabrać i dziś zestaw jest gotowy!

Wiem, wiem, najbardziej interesują Was skarpety. ;) Żadnych eksperymentów – bardzo lubię krótkie czarne ZeroPointy kompresyjne. Świetnie trzymają stopę, nie powodują otarć ani nie zapacają nogi. W pogotowiu, na w razie czego ulubione tęczowe skarpy, w których robiłem ostatnie trajlony.

Buty na maraton

Kilka lat temu, pisząc łączoną recenzję dwóch par butów (KLIKU-KLIKU), opublikowałem takie zdanie: „Gdybym miał dziś pobiec asfaltowy maraton, pobiegłbym w nich” – dotyczyło ono butów New Balance Fresh Foam Zante. Od tamtej recenzji zużyłem trzy lub cztery pary tego modelu, ostatnie sprowadziłem sobie ze Stanów na fajnej promocji, a poprzednie (przed Roth) kupiłem w outlecie w Warszawie. Ceny nowych są wysokie, ale na promocjach można naprawdę fajnie je kupić, polecam polować. :)

Zante – model sprawdzony od lat! fot. Marcin Mondorowicz, Biegający Foto

W trakcie przygotowań maratońskich biegałem w dwóch różnych parach butów. Treningi spokojne w New Balance M1080BB8, czyli Fresh Foam 1080v8 (recenzja: KLIKU-KLIKU), a wszystko co szybsze – właśnie w nowych Zante (obecnie dostępna jest czwarta edycja). FF Zante nie są butami dla wszystkich, mają relatywnie niewielki drop (6 mm), a nie każdy to akceptuje. Mnie się podobają, są dynamiczne i dobrze biega mi się w nich ze śródstopia.

Ubranie na maraton

Na górę oczywiście koszulka Smashing Pąpkins. Nadal mamy je na t-shircie Newline Base Cool Tee. pĄbarwy dodają sił i motywacji, ani przez sekundę nie rozważałem biegu w innej koszulce. Dłużej myślałem o spodenkach. Pierwotnie na pierwszym miejscu były Newline Black, ale nie umiem biegać bez bielizny, a ta czasami mi się podwija. I wtedy wpadłem na genialne rozwiązanie – spodenki od tri-stroju Huuba Core Go Poland! Są doskonale wygodne, ryzyko otarć wynosi równe zero, a jeszcze mają kieszonkę, w którą mieszczą się trzy żele. Zrobiłem w nich kilka treningów, sprawdziły się idealnie. Spodenki są na zdjęciu głównym w tym wpisie, a jego autorem jest Szymon Starnawski z NaszeMiasto.pl.

Jeśli pogoda będzie tego wymagać, na łepek założę daszek z Hawajów, który przywiozła mi BOska BOżenka. Ma różowe akcenty, jest przywieziony z mistrzostw świata na Kona, no i najważniejsze – jest od mojego nie_rodzonego Braciszka.

pĄkoszulka. Zawsze i wszędzie! / fot. Marcin Mondorowicz, Biegający Foto
pĄkoszulka. Zawsze i wszędzie! / fot. Marcin Mondorowicz, Biegający Foto

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here