– Mamo/tato, gdzie idziesz?
– Na trening.
– Nie idź, pobaw się ze mną.

Kto nie ma za sobą takiej rozmowy? Albo i wielu takich dialogów? Nie są one łatwe. Założę się, że w wielu przypadkach z treningu zrezygnowaliście lub przełożyliście go na później/jutro. Sport sportem, ale nie zapominajmy, że jesteśmy amatorami i powinien mieć on swoje miejsce na liście priorytetów.

Ale czasem jednak trzeba, wszak „rodzic też człowiek”, że tak sparafrazuję tytuł naprawdę dobrego wpisu mojej Ukochanej o tym, że jako matka też ma prawo do dbania o swoje szczęście i swoje potrzeby (tekst możecie przeczytać tutaj: KLIKU-KLIKU).

Pasja, własny kawałek życia i odskocznia od codzienności – warto to mieć. Pamiętajcie, że warunkiem koniecznym do szczęścia dziecka jest… szczęście rodzica. Sztuką jest znaleźć kompromis, w którym znajdzie się czas zarówno na zabawę i budowanie bliskiej relacji z potomstwem, jak i trening, wyjście ze znajomymi, a także wieczór (albo i weekend!) we dwoje. „Złoty środek” to często dobra recepta. Tutaj też.

Ale wróćmy do rozpoczętej na wstępie rozmowy z dzieckiem. Przyjmijmy scenariusz, że tym razem na ten trening naprawdę chcecie wyjść. I to będzie najważniejsze, co chciałem Wam dziś przekazać. Zwróćcie po prostu uwagę na to, w jaki sposób przeprowadzicie tę rozmowę w jej dalszej części.

– Mamo/tato, gdzie idziesz?
– Na trening.
– Nie idź, pobaw się ze mną.
– Muszę iść.
– Ale dlaczego?
– Bo trener mi każe. To on każde mi trenować, dlatego muszę iść.
– Nie lubię trenera, jest głupi!

– Mamo/tato, gdzie idziesz?
– Na trening.
– Nie idź, pobaw się ze mną.
– Nie teraz. Idę biegać, pobawimy się jak wrócę.
– Nie idź, dlaczego musisz iść?
– Nie muszę, ale chcę. Bo bieganie jest fajne, lubię to. Tak jak Ty lubisz bawić się w straż pożarną i układać puzzle. Bieganie sprawia mi ogromną radość i dzięki niemu lepiej się czuję.
– Ja też będę biegać jak będę duży!

Dziecko bezgranicznie ufa i wierzy rodzicowi. To od Was zależy, jaki wariant tej rozmowy będzie miał miejsce, a przez to (I TO JEST NAJWAŻNIEJSZE!) macie wpływ na to, jak będzie wyglądało nastawienie młodego do sportu.

Co osiągniemy tłumacząc dziecku, że trzeba trenować, bo trener każe? Albo mówiąc „nie chcę, ale muszę iść biegać”? „Muszę”? Serio? Posłuchajcie sami siebie w takim momencie.

Czy nie jest tak, że jednocześnie chcielibyście, by córka lubiła aktywność fizyczną? Żeby młody jeździł rowerem, grał w piłkę i chodził po drzewach?

Ale jak dziecko ma chcieć biegać albo pływać, skoro staruszkowie tłumaczą mu, że MUSZĄ wyjść na trening albo że to wina TRENERA, bo on każe trenować?

Jak na moją logikę, to coś tu nie gra.

5 KOMENTARZY

  1. Wiele tutaj zależy od samego dziecka. Są dzieci, które i drugą wersję rozmowy przyjmą w sposób negatywny, chociaż bez dwóch zdań szansa na to jest o wiele mniejsza, niż w przypadku wersji pierwszej. Tak patrząc z własnego doświadczenia, to ja zawsze jednak starałem się tak ustawiać treningi, by nie kolidowały z czasem aktywności dzieci. Z wiekiem staje się to mniej istotne, bo dzieci stają się coraz bardziej samodzielne. To jest też kwestia indywidualnego podejścia o tyle, że ja np. zawsze bardzo lubiłem się bawić z moimi dzikusami i dla mnie nie było problemu, by pójść pobiegać o 22. Nie wszystkim taka zabawa sprawia przyjemność albo przynajmniej nie zawsze, bo są zmęczeni, zestresowani albo akurat nie lubią tego, co sprawia radochę ich dzieciom.

    To co moim zdaniem też jest istotne, to to, jak podchodzi do tego druga połówka. Jak np. żona, czy mąż „pochwalają” twoje hobby, to jest o tyle łatwiej, że dzieci widzą, że np. ich mama akceptuje, że tata idzie biegać, więc im tez łatwiej to zaakceptować. Gorzej, jak dane hobby, czy nawet tylko sam moment (pora dnia, aktualna sytuacja organizacyjna) jego uprawiania irytuje partnera, czy małżonka i dzieciaki to widzą. Wtedy nawet najlepsze podejście do tematu może nic nie dać. :)

    To jest generalnie trudny temat, ale warto go poruszać, właśnie też w kontekście tego, by potem dzieciaki umiejętnie zachęcać do tego, by miały jakieś własne hobby. Niekoniecznie musi to być bieganie (chociaż o tyle fajniej, że wtedy staje się ono hobby rodzinnym), nawet niekoniecznie musi to być sport, byle tylko nie polegało to na oglądaniu TV i graniu na komputerze/tablecie/konsoli. :)

    • 100 proc. racji, Marcin! Szczególnie w kontekście partnera/małżonka. Jeśli dziecko widzi, że ktoś, kto jest dla niego autorytetem, krytykuje daną rzecz, to trudno, by miał do niej pozytywne nastawienie..

  2. Ja nie mam takich rozmów, tego czasu dla dzieci, spędzanego wspólnie jest tak mało, że ja wychodzę biegać dopiero wieczorem jak już nie muszę tego czasu im kraść bo słodko śpią. Oczywiście ma to swoje minusy, gdy o 22 wychodzę na półtorej godziny ale ja zwyczajnie wolę wieczorną ciszę i spokój. W dzień wychodzę bardzo rzadko, chyba że latem kiedy synek, a wkrótce i córeńka towarzyszą mi na rowerze. Albo gdy ja robię kółka na bieżni a oni szaleją na placu tuż obok, albo grają w piłkę lub tenisa na boisku pośrodku bieżni. Na szczęście dzieci mnie rozumieją i wspierają a ja staram się nie nadużywać ich cierpliwości 😊

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here