„A znasz sportowca, któremu zawsze się chce? Który nie miewa kryzysów, który nigdy nie przerwał treningu, nie zszedł z trasy, nie miał trudnych chwil?”

Dzieć Młodszy najpierw bardzo chciał iść na basen, a potem spędził pół godziny na fochu, przełykaniu łez i odwracaniu głowy od trenera, nie pozwalając mu się nawet dotknąć. O wspólnym pływaniu nie było mowy.

„Kocham tlenela Kubę”, „Nie będę pływać”, „Chcę pływać”, „Nie chcę na basen” – liczba komunikatów i ich sprzeczność spowodowała u mnie ból głowy. A gdy zdecydowałem już, że wychodzimy z wody, bo nie ma to sensu, rozpoczął się prawdziwy armagedon. „CHCĘ PŁYWAĆ!!!”.

Innym razem całą drogę na basen płakał, że nie chce na niego iść, a gdy finalnie zawróciliśmy (już w szatni), to rozpoczęła się awantura o to, że on na ten basen to bardzo chce iść.

Tak było w poprzednim sezonie. W wakacje jeździliśmy na basen sami i było niesamowicie. Ale to totalnie niesamowicie :) Dzieć czuł się jak ryba w wodzie i ciągle opowiadał, jak fajnie będzie, gdy wrócimy na treningi do jego grupy. Jak usłyszał, że za tydzień jedziemy pływać z trenerem, to aż zamerdał nogami z radości.

Wakacje, co tam się działo!

Pomyślałem, że to koniec problemów.

Ha!

Jak złapał moją szyję, to ciężko mi go było oderwać. Nie i ch…, nie będzie pływał. A kiedy chciałem go wyciągnąć z wody, to krzyczał, że chce pływać. Oj, miałem ochotę urwać mu głowę. Albo co najmniej przetrącić kark.

Ale zadałem sobie pytanie z pierwszego akapitu. Do jasnej anielki, a czy ja nie miewam trudnych chwil?!

Kocham trenować, nie wyobrażam sobie życia bez tego. Mam też poczucie, że w temacie motywacji wewnętrznej jest u mnie naprawdę dobrze, ale nie ma miesiąca, bym nie zadawał sobie pytania „po co?!”.

Te pobudki o 5:17 (wyliczone co do minuty, byle jak najmniej urywać ze snu!), zimna woda na WUM-ie o 6:05, jęczenie na trenażerze czy smród potu po ciągłym w Parku Skaryszewskim – życie nie składa się z radości. Wyczynowe uprawianie sportu to walka pomiędzy „chcę” i „nie chcę”. A do tego dochodzi jeszcze „nie mogę”. Ech, tych „niemogów” to jest naprawdę dużo – ostatnio więcej niż fizycznych, mam tych logistycznych i nie jestem w stanie sobie z nimi poradzić.

Zdarzało mi się przecież przerwać trening, zdarzało się odpuścić na zawodach, wszak jestem tylko człowiekiem. A skoro ja jestem człowiekiem i mam prawo do słabości, to czy nie powinienem takiego samego prawa dać temu małemu człowieczkowi, którego próbujemy nauczyć życia?

Nie zawsze umiem wytłumaczyć, dlaczego coś się stało. Dlaczego przerwałem jeden z progowych treningów przed maratonem? Pamiętam jak dziś, że to głowa powiedziała „no way!”. Z nosem na kwintę wróciłem do domu. Dlaczego kilka razy wyszedłem z basenu w połowie treningu? Nie wiem.

W głowie czterolatka wiele rzeczy dopiero się kształtuje. Procesy myślowe i decyzyjne przebiegają zupełnie inaczej niż u dorosłego. Do niczego (poza rzeczami decydującymi o zdrowiu takimi jak mycie, chodzenie spać czy rozsądne odżywianie) staramy się go w życiu nie zmuszać.

Ma wpływ na to jak się ubiera. Co z tego, że ta koszulka ni chu-chu nie pasuje do tamtych spodni albo została w ogóle założona na lewą stronę? Kto uznał, że nie pasuje i dlaczego?

Na basen chodzimy, bo zachęcony, sam deklarował chęć. Trenera Kubę chciał zapraszać na urodziny i pokazywać swoje pieski z Psiego Patrolu. Ale w pewnym momencie się zaciął. Próbując wyjaśnić co się stało, wygląda na mocno zagubionego. „Chcę pływać!”, a po chwili znów płacz. Po takiej akcji widać po nim, że jest zawiedziony.

Skąd ja znam to uczucie? Skąd znam uczucie smutku, rozczarowania i zawodu? Po fakcie często przychodzi chwila refleksji i dochodzę do wniosku, że powinienem jednak powalczyć bardziej. I jest mi z tym źle, bo nikt nie lubi przegrywać. Wiele razy zawiodłem sam siebie.

Patrzę w te małe (czasami jeszcze słodkie!) oczy i widzę, że on też czuje się z tym źle.

„Ale kochasz mnie cały czas?” upewnia się, patrząc wzrokiem kota ze Shreka, gdy po wyjściu z wody stoi pod prysznicem. „Chciałbym się w domu przytulić do ciebie i do mamy”.

Zdjęcie główne: Efe Kurnaz on Unsplash

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym podium nie rekompensuje tego, że dałem dupy
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here