[ten tekst został napisany w głowie tydzień temu, stąd jest w nim pewna nieścisłość matematyczna, dziś dopisałem ostatni akapit]

Nie wiem jak Was, ale mnie ten 2020 trochę mnie dojechał. Zaczęło się fajnie – dobre bieganie na Zimowym Janosiku, później absolutnie fenomenalne wakacje na Lanzarote. A potem jakoś już nie szło.

W moje urodziny w Polsce oficjalnie pojawił się pierwszy zakażony covidem, a potem to już sami wiecie, co się działo. Wiele różnych niefajnych rzeczy się wydarzyło i choć udawało mi się przeplatać je rzeczami kapitalnymi (ach, ten Bałtyk jesienią, pĄpkinsowe spotkania, rowerowe wycieczki z Beloskim, kolejne pudło w rodzinnym Żninie i parę innych!), to bilans jest jednak ujemny, a ja tak nie lubię. Ciężko było w tym roku żyć z całych sił. No ciężko.

fot. (tak jak i zdjęcie główne): Sławek Skrzeczyński, Highlights Pictures)
fot. (tak jak i zdjęcie główne): Sławek Skrzeczyński, Highlights Pictures)

Acz trzeba przyznać, że wielu ludzi zostało dojechanych dużo mocniej niż ja, więc daleki jestem od płaczu.

Biegnąc sobie w sobotę po ukochanych Pałukach w jednej z koszulek #mamcel pomyślałem, że cele sportowe, o których rozmawiałem ostatnio z Olgą to jedno (pora życiówkę na połówce), ale tak naprawdę cel to ja mam teraz inny.

Wiecie, ile dni zostało do końca roku?

OKOŁO… 70

baniek przepierdolił Jacek Sasin na wiosenne wybory,
które się nie odbyły i nie poniósł za to żadnych konsekwencji!

fot. Maratomania, Triathlon Żnin
fot. Maratomania, Triathlon Żnin

Postanowiłem, że 2020 nie będzie jak Sasin. On mi za te nieprzyjemne dni zapłaci! Uroczyście ogłaszam, że ostatnie dwa miesiące będą lepsze, że się temu roku po prostu nie dam. Będę słuchał dużo dobrej muzyki (w przypływie ekstazy kupiłem kilka winyli, choć nadal nie mam ich na czym słuchać ;)), zrobię masę świetnych treningów, będę cieszył się z każdej chwili z rodziną i spotykał z przyjaciółmi.

Wprawdzie w jakiejś agonii 2020 zaserwował mi jeszcze kwarantannę (czekamy na wynik testu młodego), ale rozpocząłem ją od dwóch dobrych piw, dwóch dobrych treningów, pysznego obiadu i popołudnia z Kaleo w głośnikach.

#żyjzcałychsił!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym zdarza się każdemu (byle nie za często)
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

2 KOMENTARZY

  1. brawo Ty :)
    nie dajmy się końcówce 2020, bo początek 2021 będzie minimum taki sam jak jest teraz…

    My też staramy się nie stresować nadmiernie.
    A cała sytuacja od marca ma spory plus dla partnerki:
    biega jak natchniona :)

    zdrowia i spokoju :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here