Nie wiem, czy to nadzwyczajna aktywność słoneczna, sejsmiczna, czy po prostu Reptilianie napierają na nasze umysły, ale lektura paru wpisów i komentarzy na FB mówi jasno: 14 października 2020 r. nie był dobrym dniem treningowym dla sporego odsetka biegaczy.

Nie wyszło i mi. Wstałem chwilę po szóstej, bo chciałem przed siódmą zameldować się na stadionie celem zaliczenia solidnego wpierdolu w postaci danielsowego 6x1000m / 2′. Ale coś nie grało już na rozgrzewce. Pomyślałem, że to kwestia wczesnej godziny i na pewno się rozpędzę. Ale ruszyłem na pierwszy kilometr i był dramat. Umęczyłem go okrutnie, a na drugim tętno urosło już do poziomów z ostatniego powtórzenia podczas treningu w ubiegłym tygodniu. Na trzeciej kilometrówce utrzymałem tempo przez 300 metrów, po czym wytruchtałem ze stadionu, trening nieudany.

Głowa była wszędzie, tylko nie na stadionie. Że było mi fizycznie ciężko to jedno, ale znacie to uczucie, gdy za cholerę nie możecie skupić się na treningu? Gdy myśli cały czas błądzą, uciekają… No to ja tak miałem dziś. Razy osiem albo i więcej. Na dodatek po południu poczułem, że dobiera się do mnie lekkie przeziębienie (czosnek rulez!).

fot. Sławek Skrzeczyński, Highlights Pictures

Trening nieudany. I co?

I świat się zawalił. Nie będzie formy w 2021 r., nie będzie życiówek na połówce, nie będzie pudeł w nowej kategorii M40! To miał być najważniejszy trening tego tygodnia i nie został zrobiony jak powinien, koniec z tym bieganiem.

Żarty-heheszki, ale wiecie, że są ludzie, którzy nad nieudanym treningiem załamują ręce i biedolą, że świat się wali? Nie, nie wali, psia mać! Najgorszy plan treningowy to ten zrealizowany w 100 procentach. ;) Jesteśmy amatorami i raz na ruski rok (oby nie za często!) zdarzy się dzień, w którym nie wyjdzie.

A nie wyjść może z wielu powodów. A, bo nocka zarwana przez ząbkowanie. A, bo głowa zajęta projektem w pracy i nie sposób skupić się na robocie. A, bo infekcja jakaś łapie i choć tego jeszcze nie czujemy, to przy najtrudniejszym treningu na pewno wyjdzie. I takich rzeczy jest mnóstwo. Trzeba tylko umieć odróżnić przeszkodę od wymówki.

Zakasujemy rękawy i jedziemy dalej z robotą, szkoda marnować energię na dręczenie się małym potknięciem. Wojna jest jeszcze do wygrania.

fot. Sławek Skrzeczyński, Highlights Pictures
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen z kolejnym dziewiątym miejscem
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here