Ziuuu. Jebs! TRZASK! I w mgnieniu oka myśl: OMG, jak dobrze, że to trzask kasku, a nie mojej głowy!

Ruszając z Sygneczowa do pracy zobaczyłem zaśnieżone szczyty Tatr. Totalnie mnie ten widok zauroczył, rozpłynąłem się. Kupując tu dom po cichu mieliśmy nadzieję, że kilka razy do roku uda się je zobaczyć. Jest końcówka września, mieszkamy tu od miesiąca, a ja widziałem je już dwa razy – w jesiennej i zimowej odsłonie. Kosmos i spełnienie marzeń.

Spokojnie sobie pedałowałem (lub też, z górki, nie pedałowałem) i myślałem jak fantastycznie jest zrealizować marzenie o domu w pięknym miejscu. Jakie szczęście w życiu mam i że warto było przez lata ciężko na to pracować.

Zawsze jadąc rowerem staram się utrzymywać 110% koncentracji i myśleć za innych użytkowników ruchu. Bez względu na to, czy czasówką jadę trening interwałowy i ledwie dyszę, czy jadę z dziećmi na przejażdżkę. Ten jeden raz się rozkojarzyłem i nie myślałem nawet za siebie. Łagodny zjazd wąską uliczką, kilka łuków. Zza następnego wyjechał samochód. Pogrążony w swoim szczęściu, wystraszyłem się go i źle zareagowałem. Za mocno zahamowałem, przednie koło mi odjechało na łuku (idealnie gładki asfalt był mokry po nocce) i się położyłem.

Nie rozpadł się, bo jest zrobiony w technologii in-mold,
w której pianka i warstwa zewnętrzna są trwale połączone.
Tzn. był, bo oczywiście nie będę już z niego korzystał

Uderzyłem o asfalt prawą stroną. Jak walnąłem bokiem głowy o asfalt, to tylko usłyszałem trzask pękającego kasku. I od razu myśl: „Kurwa, jak dobrze, że jeżdżę w kasku i to nie jest trzask mojej czaszki.”

Solidnie obtłuczone biodro, podarte fantastyczne czerwone spodnie i podziurawiona ulubiona kurtka Salomona – szkoda wielka, ale to naprawdę pikuś przy tym, co zrobił kask Abusa – uratował mi życie. Abus Aventor – jesssssu, jak ja Państwu polecam dobre markowe kaski! I już zamawiam kolejny taki sam.

I jeszcze garmina z funkcją wykrywanie incydentów bardzo polecam. Wiele razy testowałem czy działa w warunkach kontrolowanych i działał. Dziś zadziałał też w boju. Gdy wstawałem z asfaltu alarm w liczniku już wył i szykował się do wysłania SMS do Ali z informacją o mojej glebie i koordynatami GPS.

Całym różowym serduszkiem polecam liczniki i zegarki z tą funkcją. Gdybym stracił przytomność, Ukochana od razu wiedziałaby, gdzie jestem i że coś się stało.

Pamiętacie scenę z filmu City of Angels z Meg Ryan i Nicolasem Cagem? Gdzie szczęśliwa jedzie rowerem i wali w ciężarówkę z drewnem? Ze mną było trochę jak z prześliczną (wówczas) Meg. Bo choć nie jechałem bez trzymanki i z zamkniętymi oczami (che che), to w tym wszystkim chodzi o jedno. Utratę koncentracji. No i przestrogę. Że można jeździć tysiące kilometrów w każdych warunkach, a przydarzyć się coś może nawet w pozornie bezpiecznej sytuacji.

Niby jak człowiek ma jakiś cel i marzenia, to myśli sobie o ich realizacji. Wizualizuje, kmini i tak dalej. Ale w ostatnich tygodniach uświadamiam sobie często, jak cudownym uczuciem jest już być u tego celu. Nie marzyć o genialnym miejscu do życia, tylko po prostu je mieć. Budzić się z uśmiechem, patrzeć na drzewa, a zaprowadzając dzieci do szkoły (jaki to przyjemny spacer jest, nawet jak potem jadę autem do biura, to do szkoły i tak idziemy z buta) wypatrywać gór.

I to wszystko mogło się rozwalić. W ciągu dosłownie chwili mogłem przejść od super szczęśliwego człowieka do stanu, o którym wolę nawet nie myśleć.

Pamiętajcie, że na rower (a także hulajnogę i inne ustrojstwo) zawsze w kasku. Nawet jeśli 15 tysięcy razy się nie przyda. Lepiej „zmarnować” tyle razy jego potencjał niż nie mieć go na głowie ten jeden raz.

Także gdy jedziecie do pracy czy szkoły bezpieczną drogą z minimalnym ruchem lub rodziną na przejażdżkę.

Zawsze.

* zdjęcie główne jest autorstwa Mariusza Nasieniewsko / maratomania.pl

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTen, w którym tym razem nie polecam
Krasus – biegacz, napieracz, triathlonista i pĄpkins pełną gębą. Jego filozofia uprawiania sportu łączy ciężką pracę i ciągłe dążenie do bycia lepszym z dobrą zabawą, bo przecież w życiu chodzi o to, by było fajnie. Zrobił swoje jeśli chodzi o uklepywanie asfaltu i teraz realizuje się w terenie. W lesie, z mapą czy w górach czuje się jak ryba w wodzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here